Znajdziesz nas też tutaj:

NHL

Świetny początek Buffalo Sabres! „Kojoty” w opałach

Buffalo Sabres zanotowali drugie zwycięstwo w drugim ligowym meczu. Pomimo odejścia wielu – wydawałoby się – ważnych zawodników, zdecydowanie najgorszy zespół ubiegłego sezonu nie przestaje zadziwiać. Tym razem w pokonanym polu zostawili gości z Arizony, dla których jest to już druga porażka w sezonie.

Poprzedni sezon był dla zespołu Buffalo Sabres jednym z najgorszych w całej historii NHL. Dowodzeni w tym czasie przez Ralpha Kruegera hokeiści wyrównali niechlubne osiągnięcie Pittsburgh Penguins z sezonu 2003/2004 i przegrali 18 spotkań z rzędu. Po takich wybrykach włodarze „Szabli” zdecydowali się na zmiany i powierzyli zespół w opiece dotychczasowemu asystentowi – Donowi Granato, a ten dokonał rzeczy wręcz niemożliwej. Natchnął on drużynę do walki w każdym meczu. Dzięki udanej metamorfozie zespołu, włodarze Buffalo Sabres zdecydowali się na podpisanie kontraktu z Granato na kolejne 3 lata i wygląda na to, że w obecnej chwili nie mogli zatrudnić lepszego fachowca. Co prawda, o jakichkolwiek sukcesach mogą oni na razie pomarzyć, ale ich gra wygląda lepiej. Widać, że grają z pomysłem, starają się i walczą. Gdy tylko wyjaśnią sytuację z Jackiem Eichelem (jego natychmiastowy transfer pozwoli pozyskać nowych zawodników), to wówczas będzie można zacząć myśleć o nadchodzących lepszych czasach.

Wracając do dzisiejszego meczu, pierwsza tercja przebiegała pod dyktando gospodarzy, jednak groźnych akcji było jak na lekarstwo. Najlepszą akcję zmarnował Kyle Okposo, który z prawego bulika uderzył wprost w bramkarza gości – Karela Vejmelkę.

Jako pierwsi na listę strzelców – dość niespodziewanie – wpisali się zawodnicy Arizona Coyotes. Andrew Ladd znajdujący się bez opieki przed bramkarzem gospodarzy Dustinem Tokarskim, otrzymał podanie zza bramki od Ryana Dzingela i bez najmniejszych problemów zdobył pierwszego gola w tym spotkaniu. Do końca pierwszej tercji obraz gry nie uległ zmianie: wciąż atakowali zawodnicy z Buffalo, jednak wynik pozostał taki sam.

Druga tercja nie mogła się lepiej rozpocząć dla gospodarzy. Po upływie raptem jednej minuty na tablicy wyników ponownie mieliśmy remis. Drake Caggiula otrzymał krążek na niebieskiej linii i bez namysłu ruszył w stronę bramki gości. Zadania nie ułatwiali mu dwaj obrońcy „Kojotów”, jednak udało mu się oddać niezbyt mocny strzał na bramkę Vejmelki, który odbił krążek. Do „gumy” dopadł Cody Eakin, który zdobył swojego pierwszego gola w nowym sezonie.

Niecałe trzy minuty później świetną okazję na zdobycie kolejnej bramki zmarnował Vinnie Hinostroza. Przy próbie oddania strzału przez jednego z zawodników gości, który złamał kija po strzale bez przyjęcia, krążek przejął wspomniany Hinostroza, który popędził na bramkę „Kojotów” (według telewizyjnej analizy, rozwinął prędkość do blisko 46 kilometrów na godzinę!) jednak w pojedynku jeden na jednego zwyciężył Vejmelka.

Na cztery minuty przed końcem drugiej tercji najgroźniejszą sytuację Arizona Coyotes zmarnował Clayton Keller, który z najbliższej odległości, mając przed sobą pustą bramkę, trafił w kij wystawiony przez Rasmusa Dahlina. Warto jednak wspomnieć, iż w tej sytuacji napastnik gości był przetrzymywany niezgodnie z przepisami, co utrudniło mu oddanie precyzyjnego strzału. Generalnie, była to jednak bardzo dobra tercja w wykonaniu Sabres i nielicznie zgromadzeni kibice z optymizmem wypatrywali ostatnich 20 minut meczu.

Zostały one zdominowane przez „Szable”. Wyborne sytuacje zostały jednak zaprzepaszczone przez Victora Olofssona, Cody’ego Eakina czy też Arttu Ruotsalainena.

Do końca regulaminowego czasu gry nie padły już żadne trafienia, lecz dogrywka wciąż przebiegała z wyraźną przewagą Buffalo Sabres. Tu ponownie zawiedli jednak Okposo, Olofsson czy też Cozens. Na 12 sekund przed końcem dogrywki do głosu doszli przyjezdni z Arizony, jednak Johan Larsson oraz Clayton Keller nie znaleźli sposobu na Dustina Tokarskiego.

Rzuty karne lepiej wykonywali gospodarze, dzięki czemu po raz drugi w sezonie mogli cieszyć się z zasłużonego zwycięstwa. A co z Arizoną? Po srogim laniu, jakie sprawili im zawodnicy Columbus Blue Jackets (2:8), przyszła kolejna porażka – z zespołem, który wydawał się idealny do poprawienia nastrojów. Patrząc jednak na grę „Kojotów”, ciężko w tej chwili o jakikolwiek optymizm. Dodając do tego wizję braku „domu” w przyszłym sezonie, możemy być niemal pewni, że to nie koniec kłopotów tej drużyny.

Bartłomiej Puk

Buffalo Sabres – Arizona Coyotes 2:1 pk. (0:1, 1:0, 0:0, 0:0 d., 2:1 k.)
0:1 – Andrew Ladd – Ryan Dzingel, Johan Larsson (13:51),
1:1 – Cody Eakin – Drake Caggiula, Rasmus Dahlin (21:05, 5/4),
2:1 – Arttu Ruotsalainen (65:00, decydujący rzut karny).

Strzały: 33 – 21.

Minuty karne: 4 – 4.

Sabres: Tokarski – Butcher, Dahlin; Hinostroza, Cozens, Skinner – Miller, Bryson; Olofsson, Thompson, Asplund – Pysyk, Hagg; Caggiula, Ruotsalainen, Bjork – Okposo, Eakin, Girgensons.
Trener: Don Granato.

Coyotes: Vejmelka – Strålman, Chychrun; Fischer, Beagle, O’Brien – Söderström, Gostisbehere; Kessel, Schmaltz, Eriksson – Timmins, Ljubuszkin; Keller, Boyd, Crouse – Dzingel, Larsson, Ladd.
Trener: André Tourigny.

Ostatnie artykuły