Znajdziesz nas też tutaj:

PHL

To był rok! Podsumowanie 2020 okiem portalu ZKlepy.pl!

Kilka godzin dzieli nas od wejścia w rok 2021. Ale jaki był ten 2020 patrząc przez pryzmat klubów w naszej lidze? Kto zachwycił? Kto zawiódł? Gdyby nie pandemia na pewno byłby to jeden z bardziej atrakcyjnych okresów w naszym hokejowym światku.

JKH GKS Jastrzębie

Za jastrzębianami jeden z najbardziej udanych w historii klubu roczników. Ekipa znad czeskiej granicy udanie przywitała się z 2020, sięgając w styczniu po Puchar Wyszehradzki w boju z wicemistrzem Słowacji, HK Nitra, po “zwycięskim” remisie. Wpłynęło to znacznie na morale hokeistów JKH, a także zasiliło nieco klubowe konto. Wszyscy jednak z dreszczykiem emocji wypatrywali ćwierćfinału z Comarch Cracovią, która dokonała podobnego manewru, jak na początku 2019 roku, posiłkując się zakontraktowanymi naprędce zawodnikami. Wówczas ta taktyka zaprowadziła krakowian do finału play-offów, a w ćwierćfinale uporali się oni z jastrzębianami w zaledwie 4 meczach.

Tego roku nie było tak łatwo, a do wyłonienia zwycięzcy potrzebne było aż 7 spotkań. Triumf nad “Pasami” okazał się być dla podopiecznych Róberta Kalábera wyjątkowo cenny, gdyż oznaczał on przyznanie brązowych medali, ex aequo z GKS-em Katowice. Po niezwykle udanym sezonie doszło do sporej rewolucji. Spośród zagranicznych zawodników zdecydowano zachować się tylko przebojowego Martina Kasperlíka i najstarszego wówczas w zespole Mārisa Jassa. Odejście takich kluczowych hokeistów jak Jesse Rohtla, Artem Iossafov, Henri Auvinen, Henrich Jabornik czy Ondřej Raszka stanowiło dla kibiców spore powody do niepokoju, zwłaszcza w obliczu zapowiedzi “koronakryzysu”.

Wzmocnienia poczynione przez klub z Alei Jana Pawła II rozbudziły jednak spore oczekiwania pośród kibiców. Nie sposób nie wspomnieć tu ponownie o koronawirusie, bowiem to JKH GKS Jastrzębie jako pierwszy klub w lidze ucierpiał poważnie z powodu pandemii. Liczne zachorowania zaburzyły całkowicie przedsezonowe przygotowania. Nie przeszkodziło to jednak zawodnikom z Jastora na wdrapanie się na fotel lidera tabeli.

Trener Kaláber postawił na znacznie bardziej ofensywny styl gry, co skutkowało wieloma emocjonującymi meczami. Wystarczy wymienić tu porażkę z Unią Oświęcim 8:10, zwycięstwo z Toruniem 6:5, czy dwukrotne triumfy nad tyszanami 7:2 i 7:3. Październik przyniósł pierwszy w historii klubu Superpuchar Polski. Wraz z końcem roku zameldowali się natomiast w finale Pucharu Polski po raz trzeci z rzędu. Teraz z niecierpliwością wypatrują fazy play-off. Rywale, którzy mają aspiracje na zajęcie fotela lidera poczynili znaczne wzmocnienia i w decydującym etapie sezonu dadzą z siebie wszystko.

Kto zaskoczył?

Roman Rác

Jasne, w Jastrzębiu-Zdroju grają takie gwiazdy jak Marek Hovorka czy Zackary Phillips, ale każdy oczekiwał od nich, że z miejsca staną się nie tylko liderami zespołu, ale gwiazdami całej ligi. W tym miejscu należy jednak docenić grę słowackiego centra. Pod względem warunków fizycznych przypomina on Jessego Rohtlę, który powrócił do Katowic. Może nie posiada on takiej wizji jak Fin, dysponuje natomiast o wiele wyższą dynamiką i instynktem strzeleckim.

Jego statystyki z zeszłego sezonu nie wyglądały imponująco. Dość powiedzieć, że pierwsze trafienie zanotował dopiero w fazie play-off, już po transferze do Gdańska. Na polskich lodowiskach, jeszcze w barwach PKH, udowodnił, że dysponuje jednak niezłą techniką.
Róbert Kaláber wykreował swojego rodaka na centra pierwszej formacji. U jego boku występują najszybszy zawodnik w całej lidze – Martin Kasperlík, a także niezwykle skuteczny Radosław Sawicki. Sam Rác potrzebował nieco czasu, by dojść do wysokiej dyspozycji, ale teraz jastrzębianie mają z niego sporo pożytku.

Kto zawiódł?

Mikko Virtanen

Jedna z największych wtop transferowych w historii jastrzębskiego klubu. W kampanii 2019/2020 na Jastorze postawiono na fiński kierunek. Jesse Rohtla, Artem Iossafov i Henri Auvinen należeli do czołowych postaci zespołu. Ich rodak z Jyväskyli nie miał może tak dobrego CV, ale każdy oczekiwał od niego znacznie więcej.

Na lodzie okazał się być jednak zwykłym parodystą. W 13 meczach stać go było zaledwie na 2 asysty. W fazie play-off utracił plac gry, pojawiając się jedynie w 3 spotkaniach, gdzie zaliczył pusty przebieg.

Jego surowość techniczna na poziomie Młodzieżowej Hokej Ligi to jedna sprawa. Kolejną kwestię stanowi kompletny brak zaangażowania, jaki dało odczuć się z perspektywy trybun.

Od kiedy dyrektorem sportowym JKH został Leszek Laszkiewicz, to do klubu znad czeskiej granicy coraz rzadziej trafia przysłowiowy “szrot”. Virtanen stanowi jednak wyjątek od reguły.

Najlepszy transfer

Marek Hovorka

Letnie okienko transferowe 2020 stanowi dla jastrzębian istny strzał w dziesiątkę. Wszyscy gracze świetnie wkomponowali się do zespołu, a na lodzie widoczna jest chemia. Dlatego my postanowiliśmy wyróżnić Marka Hovorkę.

Olimpijczyk z Pjongczangu miał już okazję do treningów na Jastorze w 2018 roku, kiedy to przygotowywał się do gry w KHL. Mało który z kibiców przypuszczał, że dołączy on na stałe do JKH już dwa lata później.

W przedsezonowych spotkaniach i pierwszych meczach nowego sezonu udzielił mu się syndrom “starego Słowaka”. Na lodzie widać było u niego opieszałość, nie imponował walecznością, a do tego marnował stuprocentowe okazje.

Wystarczyło mu jednak kilka spotkań, by osiągnął swoją najwyższą dyspozycję. Mimo że jest on obecnie najstarszym zawodnikiem w szatni JKH, to ciężko nazwać go “profesorem”. Hovorka stawia na twardą, męską grę balansująca nierzadko na granicy bezczelności. Do jego największych atutów należą dynamika i siła fizyczna. 36-latek wręcz epatuje sportową złością i nie odpuszcza żadnego krążka.

Najgorszy transfer

Odejście Henriego Auvinena

Ciężko jest w tym miejscu wymienić najgorszy transfer, bo jak już wyżej wspominaliśmy, zdaje się, że działacze nie chybili, a na rozliczenia przyjdzie czas po sezonie. Zaznaczmy więc w tym miejscu zbyt łatwą rezygnację z Henriego Auvinena.

Uczestnik Mistrzostw Świata Juniorów 2013 od swojego debiutu wprowadził sporo spokoju do defensywnych formacji JKH. Dał się poznać jako opanowany obrońca, który potrafi przymierzyć z dystansu.

Zgadzamy się, że czym bliżej końca sezonu, tym jego gra coraz bardziej gasła, ale należy zwrócić uwagę na zniżkę całej ekipy po rozpoczęciu roku. Naszym zdaniem zasłużył on na nowy kontrakt, tym bardziej że Róbert Kaláber w tym sezonie długo poszukiwał odpowiedniego uzupełnienia obrońcy, stawiając ostatecznie na Ēriksa Ševčenkę.

Do tej pory Łotysz wydaje się tworzyć dobrany duet z Jiřím Klimíčkiem. Ciężko jest jednak oceniać postawę pojedynczego zawodnika po zaledwie 4 rozegranych przez niego meczach.

GKS Tychy

Dla tyszan był to rok słodko-gorzki. Można śmiało uznać, że wydarzenia z końcówki poprzedniego sezonu były największym (i w sumie jedynym) sukcesem trójkolorowych. Mianowicie, po ograniu w pierwszej rundzie play-off zespołu z Torunia, zostali oni mistrzem Polski wobec przerwania rozgrywek. Jedni mówią, że zasłużenie, drudzy że nie. Na pewno było to wydarzenie, które nie miało miejsca wcześniej, więc ciężko ocenić działanie władz PHL. Tyszanie we wrześniu mieli rozpocząć walkę w CHL, lecz wobec pandemii, wyjazd do Liberca się nie udał.

Na pewno porażką w tym sezonie można nazwać bój o trofea w końcówce 2020. Batalia o Superpuchar Polski z JKH GKS-em Jastrzębie na własnej tafli okazała się być przegrana i kibiców mogło to trochę zaboleć. Jednak kompletną porażką był półfinał Pucharu Polski, gdzie mistrzowie Polski przegrali z Re-Plast Unią i po raz trzeci z rzędu na własnym terenie NIE AWANSOWALI do finału tych rozgrywek. W tabeli tyszanie rok zakończyli na drugim miejscu, co jest jak najbardziej zasłużone. Jednak sporym rozczarowaniem może być choćby derbowa porażka z GieKSą Katowice, czy dwie wysokie przegrane z JKH GKS-em Jastrzębie.

Wobec gorszej postawie w defensywie, tyscy włodarze w końcu zdecydowali się na wzmocnienia w postaci Marka Biro, Konsty Mesikammena i Brycena Martina. Pytanie jednak czy wkomponują się oni w drużynę. Do fazy play-off coraz bliżej, a forma GKS-u Tychy jest raczej przeciętna. Daleki od swojej dyspozycji jest choćby Michael Cichy, któremu brakuje skuteczności w ostanich meczach. Kibice tyskiego klubu mają nadzieję, że czas zadziała na korzyść ich ulubieńców i będą godnym kandydatem do mistrzowskiego tytułu.

Kto zaskoczył?

Rok 2020 do udanych może zaliczyć Christian Mroczkowski. Kanadyjczyk z polskim paszportem został najlepszym zawodnikiem klasyfikacji kanadyjskiej w ubiegłym sezonie. Ponadto trener reprezentacji Polski – Robert Kalaber, powołał go i dał mu szansę debiutu w naszej kadrze i nawet zdobył już pierwszą bramkę z orzełkiem na piersi!

Kto zawiódł?

O ile zeszły sezon miał dobry, tak w obecnej kampanii jest cieniem własnego siebie. John Murray, bo o nim mowa nie może zaliczyć tego roku do udanych patrząc przez pryzmat tegorocznych rozgrywek. Jego postawa budzi coraz większe wątpliwości, co śmiało może wykorzystać Kamil Lewartowski, który już pokazał w tym sezonie, że jest gotowy do przejęcia pałeczki. Poza tym Murray stracił pewność siebie i nie można obwiniać za wszystko tyskiej defensywy.

Najlepszy transfer

Po początku sezonu można byłoby napisać o nim, że jest najgorszym transferem. Jednak jak już się zaaklimatyzował w naszej lidze to jest postacią absolutnie kluczową. Jean Dupuy z pewnością może zaliczyć pobyt w Tychach do udanych. Jego mocny i celny strzał z nadgarstka niejednokrotnie dał swojej drużynie niezbędne punkty. Poza tym pokazał, że potrafi się nawet nieźle bić (Z Richardem Nejezchlebem). Za ten ruch można pochwalić tyskich działaczy.

Najgorszy transfer

Miał być gwiazdą ligi, a ma mniej bramek niż Kacper Gruźla (z całym szacunkiem dla Kacpra, ale jest on na zupełnie innym etapie swojej kariery). Patryk Wronka zawodzi na całej linii. Był lansowany na gwiazdę drużyny, a przyćmiewa go kilku kolegów z drużyny. Mimo, że “Wronczi” nadal jest technicznie uzdolniony to brakuje mu przede wszystkim goli i asyst. Po 19 meczach ma na swoim koncie tylko 14 punktów (3G+11A). To z pewnością za mało i po zawodniku takiego kalibru, spodziewano się dużo więcej.

KH Energa Toruń

O ile sezon 2019/2020 nie był szczególnie udany dla torunian, bo skończyło się tylko na ćwierćfinale i porażce 0:4 z GKS-em Tychy, to nowa kampania rozpoczęła się znakomicie.

Przez pewien czas “Stalowe Pierniki” były nawet liderem PHL. Po kilku porażkach nastąpił jednak spadek, ale 2020 rok torunianie kończą na 3. miejscu. Mało kto z grodu Kopernika zakładał taki scenariusz przed sezonem. Pomimo zmniejszenia finansowania ze strony miasta, udało się zbudować ciekawy skład, którego atutem są cztery wyrównane formacje.

Największym sukcesem, w kończącym się roku, okazał się awans do półfinału Pucharu Polski, gdzie Energa zameldowała się po raz pierwszy od 12 lat. Ten mecz jednak nie wyszedł podopiecznym Juryja Czucha, można nawet stwierdzić, że był to ich najgorszy mecz w tym sezonie. Mimo tego, drugą część tego roku torunianie mieli niezwykle udaną, pytanie czy zdołają utrzymać taką formę już w 2021 roku?

Kto zaskoczył?

Nikt nie spodziewał się tyle po bramkarzu z trzeciej ligi szwedzkiej. Anton Svensson zaliczył wejście smoka do Polskiej Hokej Ligi i wciąż legitymuje się najwyższym procentem obronionych strzałów. Szwed na swoim koncie ma już pięć shutoutów. Owszem, zdarzyły mu się gorsze występy, ale bez wątpienia Svensson jest mocną podporą toruńskiej drużyny i przyczynił się do tego, że straciła ona najmniej bramek w całej lidze.

Kto zawiódł?

Zawiedli przede wszystkim obrońcy. W poprzednim sezonie słabymi punktami byli: Jewgienij Jeriomienko oraz Aleksandr Griebieniuk, a w tych rozgrywkach znacznie loty obniżył Dmitrij Kozłow, który popełnia wiele fatalnych błędów. Natomiast zupełną pomyłką było zakontraktowanie Siergieja Kuzniecowa. Niewiele od siebie dali także Michaił Jesajan oraz Nikita Wiejtow, którzy w ćwierćfinałowej rywalizacji z GKS-em Tychy byli zupełnie niewidoczni.

Najlepszy transfer

Zdecydowaliśmy się wyróżnić Artioma Osipowa, pomimo faktu, że zagrał w dopiero 11 meczach (12 z Pucharem Polski), jednak pozostawił po sobie bardzo dobre wrażenie. Rosjanin wykazuje się niesamowitym spokojem i przeglądem pola, ma bardzo dobre ręce i jest dobrze wyszkolony technicznie. Poza tym dysponuje mocnym i precyzyjnym strzałem. Osipow legitymuje się średnią punktu na mecz, co nie jest przypadkowe, chociaż tych punktów w jego wykonaniu mogło być jeszcze więcej. Na tym etapie sezonu to najlepszy hokeista “Stalowych Pierników”.

Najgorszy transfer

Chyba nie ma gorszego zawodnika w Toruniu od Siergieja Kuzniecowa. Rosjanin długo był testowany, aż w końcu podpisał kontrakt po kontuzji Michaiła Szabanowa. Na początku jeździł na mecze jako siódmy obrońca i nie wychodził prawie wcale na lód. Następnie dostał szansę od trenera Czucha i zdecydowanie jego obecność na lodzie negatywnie wpływa na zdrowie psychiczne toruńskich kibiców. Właśnie pojawienie Kuzniecowa w wyższych formacjach rozpoczęło festiwal błędów toruńskiej obrony i obniżkę formy całej drużyny. Przypadek? Oby włodarze toruńskiego klubu poszli po rozum do głowy i podziękowali temu Panu za grę w PHL.

GKS Katowice

Kibicie GieKSy kończą rok w niemalże bliźniaczy sposób, co 2019, a więc z nadzieją. Wówczas wszyscy liczyli, że Piotr Sarnik zdoła zaprowadzić porządek w zespole osieroconym przez Risto Dufvę. Fiński szkoleniowiec miał wprowadzić do Polskiej Hokej Ligi powiew świeżości i nowoczesnego stylu gry, pozostawił za sobą jedynie śmieszność i zastęp niekoniecznie utalentowanych hokeistów z Kraju Tysiąca Jezior.

Piotr Sarnik zapewnił poprawę wyników, z dzisiejszej perspektywy wydaje się jednak, że był to efekt czystej psychologii. GKS zakończył sezon dopiero na szóstej pozycji, tracąc zaledwie dwa punkty do trzeciego Podhala.

W fazie play-off katowiczanie udowodnili jednak swoją wyższość nad “Szarotkami”, wygrywając rywalizację 4:2, mimo że dwa pierwsze mecze padły łupem ekipy z Nowego Targu. Awans do półfinału zapewnił im brązowy medal, którym podzielili się z JKH GKS Jastrzębie.

Kryzys wywołany koronawirusem zasiał w sercach kibiców ziarno niepokoju. Rozwiązane długoterminowe umowy z takimi zawodnikami jak Grzegorz Pasiut czy Patryk Krężołek nie wróżyły dobrze na przyszłość, okazały się być jednak tylko niezbędnym rozwiązaniem biznesowym.

Kadra katowiczan nie wyglądała jednak tak okazale, jak w ubiegłych latach. Pożegnano się ze znaczną częścią stranieri. We wzmocnieniach postawiono na sprawdzonych ligowych wyjadaczy, a wśród pozyskanych znaleźli się zawodnicy z przeszłością w GieKSie, tacy jak Bartosz Fraszko, Jesse Rohtla czy Mateusz Zieliński. Do tego uzupełniono skład posiłkami z Zagłębia Sosnowiec i Naprzodu Janów.

Początek sezonu jednak rozczarował. Wpadki z KH Energą Toruń czy Zagłębiem Sosnowiec nie wieszczyły sukcesu. Dodając do tego nieciekawy styl gry, łatwo jest wywnioskować, że dymisja Piotra Sarnika była jedynym słusznym wyjściem.

W jego miejsce zakontraktowano Andrieja Parfionowa. Rosjanin niemalże podziękował notującemu przyzwoity sezon Filipowi Stoklasie, dostał jednak wsparcie z Finlandii w osobach Mikaela Kuronena i Jyriego Marttinena.

Dobre wyniki osiągane u schyłku roku, zwieńczone przerwaniem serii 12 zwycięstw JKH GKS Jastrzębie rozpaliły na pewno wyobraźnię kibiców. Wydaje się, że GieKSa do samego końca będzie pretendentem w walce o medal PHL.

Kto zaskoczył?

Patryk Krężołek

22-letni kryniczanin nie okazał się być zwykłym “one season wonderem”, potwierdzając, że dobra forma w minionych rozgrywkach nie była dziełem przypadku. Osiągnął znakomitą średnią jednego punktu na mecz, a do wyrównania dorobku sprzed sezonu brakuje mu już tylko 4 “oczek”.

W jego grze widać już pełne ukształtowanie i brak tremy przed podjęciem odpowiedzialności za wyniki swojego zespołu, jaka jeszcze czasami udziela się zawodnikom w jego wieku.

Jeżeli Krężołek nie ugnie się przed rosnącymi oczekiwaniami, jakie pokładają w nim kibice, wkrótce może on wyrosnąć na jednego z najlepszych polskich ligowców. Wiele pożytku może mieć z niego również reprezentacja Polski, choć on sam wciąż czeka na swój debiutancki punkt w biało-czerwonych barwach.

Kto zawiódł?

Fiński zaciąg

Risto Dufva otoczył się dobrze znanymi sobie hokeistami, a katowiczanie po jego odejściu pozostali ze sporym problemem. Znaczna części fińskiego zaciągu nie przynosiła żadnego profitu na lodzie, stanowiła natomiast utrapienie klubowych księgowych.

Dziś już mało kto pamięta Juuso Salmiego, Nestoriego Lähde, Jaakko Turtiainena czy Oulę Uskiego. Stanowiło to spore rozczarowanie, bowiem do tej pory fińscy hokeiści kojarzyli się z solidnością, jakiej nie mogli zagwarantować Czesi, Słowacy czy Rosjanie.

Pod koniec roku klub ponownie zerknął jednak przychylnym okiem w kierunku północy, czego efektem jest zakontraktowanie Mikaela Kuronena i Jyriego Marttinena.

Najlepszy transfer

Bartosz Fraszko

Fraszko powraca do GieKSy po rocznej przerwie na reprezentowanie swojego macierzystego klubu. Zaliczył w nim bardzo przyzwoity sezon, przebijając barierę 40 punktów.

Skłoniło to działaczy z Katowic do dania mu kolejnej szansy. Wykorzystuje ją na razie w 100%. Do tej pory w 23 meczach na swym koncie zapisał 21 punktów, a z każdym kolejnym meczem wydaje się rozkręcać.

25-latek liczy zapewne na powrót do reprezentacji Polski. Ostatni raz powołanie otrzymał w sezonie 2017/2018. Do tej pory nie znalazł jeszcze uznania w oczach Róberta Kalábera, ale utrzymanie formy powinno być dla niego przepustką do powrotu do drużyny narodowej.

Najgorszy transfer

Mateusz Adamus

24 mecze i zaledwie 1 bramka. Adamus nigdy nie należał do najbardziej produktywnych zawodników na lodzie, a takim samym dorobkiem punktowym mogą pochwalić się Szymon Skrodziuk i Szymon Mularczyk, a więc inni zawodnicy zakontraktowani z Naprzodu Janów.

W dzisiejszym hokeju od zawodników czwartej formacji wymaga się jednak aktywnego wkładu w wyniki drużyny, a nie tylko obecności w meczowym protokole. W szczególności, że Adamus ma już 33 lata i na lodzie powinien prezentować określoną jakość.

Re-Plast Unia Oświęcim

Ostatnie lata dla oświęcimian są wręcz fantastyczne. Odkąd drużynę zaczął sponsorować Re-Plast, klub powoli dąży do lat świetności za czasów Dworów S.A. Ostatni sezon biało-niebiescy zakończyli ze srebrnym medalem mistrzostw Polski. Dlatego kibice oświęcimskiego klubu mają apetyt na więcej.

Wszystkiego miał dopilnować Nik Zupančič, który jednak na przestrzeni tego sezonu nie sprostał wyzwaniu. Po serii porażek w wykonaniu swojej drużyny (kiedy jednak nie było go na ławce trenerskiej), wpadł w szał w Toruniu (powrót na ławkę trenerską) i stwierdził, że świetnym pomysłem będzie rzucanie bidonami w sędziów. Nie oszczędził też worka z lodem, który również poszybował w stronę sędziów. Słoweniec wobec zaistniałej sytuacji na drugi dzień pożegnał się z drużyną.

W miarę szybko wyszukano nowego szkoleniowca. Kevin Constantine to trener jakiego w PHL jeszcze nie było. Ma tak bogate CV, że naprawdę ciężko w historii naszej ligi znaleźć kogoś lepszego. Przed sezonem doszło kilku ciekawych zawodników, ale czy grają oni na maksimum swoich możliwości? Wątpliwe. Sporym sukcesem dla tej drużyny może być awans do Pucharu Polski. Po raz drugi z rzędu pokonali w półfinale GKS Tychy i ponownie zmierzą się z Jastrzębiem o główne trofeum.

Kto zaskoczył?

Z pewnością zarząd Re-Plast Unii. Dokonał znacznych wzmocnień. Na początku był to Eliezer Sherbatov, mający za sobą staż choćby w KHL. Ponadto do drużyny dołączył Teddy Da Costa. Ale to wszystko nic w porównaniu do późniejszych transferów. Najpierw Kevin Constantine, który ma bogate CV. Następnie tacy zawodnicy jak Brett McKenzie czy Victor Bartley. Jest to z pewnością dobry kierunek i ten klub może być wzorem dla innych drużyn.

Kto zawiódł?

Nik Zupančič, który miał być pewnym trenerem na lata. Nie okazywał on emocji na ławce trenerskiej. Z naszych informacji wiemy, że rządził on głównie w szatni. Był dobrym psychologiem. Kibice w wielu komentarzach na internecie, nazywali go potocznie “Mumią”. Niektórzy chwalili go za stoicki spokój, ale były też głosy sprzeciwu wobec takiej postawy. Na szczęście Słoweniec postawił się swoim hejterom i pokazał, że potrafi wykrzesać z siebie emocje podczas meczu. Zrobił to w Toruniu, gdzie ostatecznie został ukarany karą meczu. Sędziom nie spodobało się unikanie lecących w nich bidonów.

Najlepszy transfer

Kevin Constantine w porę zażegnał kryzys w zespole Unii Oświęcim. Szybko tchnął w drużynę drugie życie. Nawet tacy zawodnicy jak Teddy Da Costa zaczęli punktować, więc Kanadyjczyk z pewnością miał dobry wpływ na drużynę.

Najgorszy transfer

Jere Helenius miał być strzelbą w Oświęcimiu. Nie był. Był ogromnym rozczarowaniem. Kibice Unii z pewnością za nim nie tęsknią. 17 meczów i 10 punktów, jak na obcokrajowca mającego się wyróżniać to malutko.

Tauron Podhale Nowy Targ

Nowotarskie “Szarotki” pandemiczny sezon zakończyły na przegranej 2:4 w ćwierćfinale z GKS-em Katowice. Był to sezon, w którym przez Nowy Targ przewinęło się aż 17 obcokrajowców! Wielkim ich orędownikiem był trener Phillip Barski, który trzeba przyznać, dobrze prowadził zespół. Było widać, że pod jego okiem gra się zazębia, szczególnie dobrze funkcjonowały przewagi. Szefostwo Podhala zdecydowało się jednak rozstać z kanadyjskim szkoleniowcem, mimo że ten miał jeszcze ważną umowę.

Poszukiwania trenera przyniosły efekt w postaci umowy z Andriejem Gusowem, który z GKS-em Tychy sięgnął po dwa tytuły mistrzowskie, a jako zawodnik reprezentował klub z Nowego Targu. Szybko okazało się jednak, że na solidne wzmocnienia brak jest funduszy. Nie pomogła nawet umowa ze sponsorem tytularnym – spółką Tauron. Postawiono przede wszystkim na zawodników wcześniej znanych z polskich tafli, a do macierzy wrócił Alan Łyszczarczyk, wobec braku startu ligi za oceanem.

Początek obecnego sezonu? Fatalny. Podhale było na tyle zdezorganizowaną drużyną, że znalazło się w ogonie ligowej tabeli. “Szarotkom” zdarzały się przyzwoite mecze z faworytami, ale ogólne wrażenie było nie najlepsze. Udało sprowadzić się Timo Hiltunena oraz Igora Brikuna. Ich przyjście nieco pomogło nowotarżanom, którzy zajmują obecnie szóste miejsce ze stratą zaledwie czterech “oczek” do trzeciej Energi Toruń. Można powiedzieć, że wynik w wykonaniu Podhala jest lepszy niż gra, a szczególnie zawodzi skuteczność, gdzie “Górale” potrafili w piątek wbić 13 bramek Stoczniowcowi, by w niedzielę nie strzelić ani jednej bramki GKS-owi Tychy. Jeśli drużyna Gusowa ustabilizuje formę to będzie groźna dla każdego. Nie obędzie się też bez wzmocnień, zwłaszcza w defensywie, ale na to chyba brak jest funduszy.

Kto zaskoczył?

Zaskoczył, ale negatywnie – Przemysław Odrobny. Do niedawna reprezentacyjny bramkarz w 14 meczach puścił średnio 2,83 bramki na mecz i zachował zaledwie 88,8% obronionych strzałów. Frustracja słabymi występami “Wiedźmina” doprowadziła do sprowadzenia Igora Brikuna i wydaje się, że to Białorusin będzie nową “jedynką” w Podhalu. Trener Gusow musi się zdecydować na jednego bramkarza, bo takie zmiany co mecz nie wpłyną korzystnie na obu golkiperów.

Kto zawiódł?

Zawodnik z aspiracjami do gry w NHL i AHL powinien zdecydowanie wyróżniać się na naszych taflach. Alan Łyszczarczyk popisał się wprawdzie kilkoma ładnymi zagraniami, ale dał się poznać także jako zawodnik nieskuteczny. Tu chyba udzieliła mu się forma całego Podhala i indolencja strzelecka przeszła na największy polski talent ostatnich lat.

Najlepszy transfer

Zeszły sezon spędził w Comarch Cracovii i nie błyszczał. Jego usługami zainteresowało się Podhale i jest on chyba najsolidniejszym punktem nowotarskiej defensywy, a i w ataku potrafi dać coś od siebie. Adrian Gajor rzadko osłabia swoją drużynę, za to dysponuje precyzyjnym strzałem i dobrym przeglądem pola. Zdecydowanie dobry ruch ze strony działaczy Podhala.

Najgorszy transfer

Rozegrał w KHL 173 mecze, a na jej bezpośrednim zapleczu 245, wydawało się, że Andriej Ankudinow będzie liderem ataku nowotarskiego Podhala. Rosjanin rozegrał 16 meczów, w których ani razu nie trafił do siatki rywali! Zaliczył jedynie 9 asyst i podziękowano mu za grę w Nowym Targu. Zdecydowanie przeciętny zawodnik, który nie był żadną wartością dodaną dla Podhala. Szkoda, bo zapowiadało się znacznie lepiej, a został spory zawód.

Comarch Cracovia

Krakowianie tego roku do udanych zaliczyć po prostu nie mogą. Szybki wpierdziel w fazie play-off w pierwszej rundzie z JKH GKS-em Jastrzębie. Tak skończył się dla nich zeszły sezon. Co by nie mówić. Wokół Cracovii stworzyła się gęsta atmosfera, a ludzie bezpośrednio z hokejem związani krytykowali działania klubu za budowanie zespołu na ostatnią chwilę.

Nowy sezon miał być nowym rozdaniem. Od początku robiono transfery i to dość dobre jeśli chodzi o ich jakość. Przede wszystkim lepszy bramkarz i nowa krew w ataku. Więcej spodziewaliśmy się po Richardzie Nejezchlebie, który za naszą południową granicą zbierał dobre recenzje. Dobrze do drużyny wszedł też Erik Němec. Był to zdecydowany lider drużyny. W obronie dobrze prezentował się za to Michal Gutwald.

Rozczarowujące jest z pewnością miejsce w tabeli w obecnej kampanii. Siódme miejsce nie przystoi tak utytułowanej drużynie, tym bardziej, że jeszcze do niedawna byli jedną z najgroźniejszych drużyn. Obecnie są jednymi z wielu. Cracovia znów zaczęła robić transfery i znów będzie to ważny gracz na polskiej scenie hokejowej w nadchodzących play-offach.

Najlepszy transfer

Odejście Miroslava Kopřivy to z pewnością najlepszy ruch transferowy Comarch Cracovii. Czech był cieniem własnego siebie w porównaniu do swojego poprzedniego sezonu. Po fatalnych w jego wykonaniu play-offach z JKH GKS-em Jastrzębie. Kto wie? Może inny bramkarz zrobiłby cokolwiek żeby uratować drużynę przed porażką?

Najgorszy transfer

Štěpán Csamangó zaliczył taki spadek formy, że to aż niewiarygodne. Faktem utwierdzającym nas w tym przekonaniu jest porównanie dwóch sezonów. W 2018/2019 w 57 meczach zaliczył 47 punktów za 23 bramki i 24 asysty. Zdecydowanie jaśniejsza postać “Pasów”. Jednak w tym  sezonie… To jest jakiś dramat.  17 meczów i tylko 9 punktów (5G+4A). Współczujemy krakowskim kibicom, że muszą oglądać niemoc tego zawodnika. Żal nam też włodarzy krakowskiego klubu, którzy muszą mu płacić wynagrodzenie w ramach kontraktu.

Kto zaskoczył? 

Poniekąd na miano największego zaskoczenia zasługuje zarząd Comarch Cracovii. Po wielu latach w końcu przestano stawiać na miernej jakości Czechów/Słowaków. W końcu postawiono na zaciąg kanadyjski. Taylor Doherty, David Goodwin i Jeremy Welsh to bardzo mocne nazwisko i chwała za to, że polskie kluby coraz chętniej patrzą na rynek amerykański.

Kto zawiódł?

Rudolf Roháček zdaniem wielu kibiców już nie gwarantuje sukcesów, co miało miejsce jeszcze kilka lat temu. Skarżą się na niego kibice, którzy apelują do klubu o zwolnienia Czecha. Fani “Pasów” mają dość przestarzałego systemu gry. Oczekują czegoś więcej. Więc albo sam trener będzie chciał się jeszcze podszkolić, albo Cracovię czeka stagnacja.


Ciarko STS Sanok

Tegoroczny beniaminek może ten rok zaliczyć do udanych. Zespół ten stawia przede wszystkim na wychowanków. Ponadto do drużyny zatrudnieni zostali obcokrajowcy pokroju Riku Sihvonena czy Eetu Elo. Sanoczanie prowadzeni twardą ręką Marka Ziętary na pewno nie zawodzą. Zwycięstwa z wyżej notowanymi drużynami takimi jak Comarch Cracovia czy GKS Tychy to dobry prognostyk na przyszłość. Rok 2020, w wykonaniu podkarpackiego klubu był dobry, a wszystko wskazuje na to, że zapewnili już sobie awans do fazy play-off, więc 2021 może być jeszcze lepszy. Szkoda byłoby zaprzepaścić ten potencjał poprzez zatrudnianie niepewnej jakości obcokrajowców kosztem zdolnej młodzieży.

Kto zaskoczył?

Cała drużyna! Mało kto przed sezonem zakładał, że sanoczanie zdobędą 23 punkty i będą pewni awansu do topowej ósemki. Tym bardziej, że drużyna grała samymi wychowankami i garstką Finów.

Kto zawiódł?

Sanocka defensywa. Były takie mecze, gdzie błędy obrońców były na tyle rażące, że zastanawialiśmy się długo “o czym on myślał”. Niestety, ale obrońcy to najsłabsze ogniwo sanockiej drużyny. Bardzo często jest tak, że rywale bez problemu wjeżdżają pod bramkę, kompletnie niepilnowani. Niemal jak do siebie.

Najlepszy transfer?

Eetu Elo kilkakrotnie pokazał jak strzelać rzuty karne. Zapewnił on wiele punktów swojej drużynie i jest jaśniejszym punktem swojej ekipy.. W głównej mierze dzięki niemu wygrali z Comarch Cracovią na początku sezonu. A w tej drużynie każdy punkt jest ważny.

Można też w tej rubryce odnotować dobrą postawę Patrika Spěšnýego. Nie raz i nie dwa ratował swą drużynę przed utratą bramki. Był pewnym punktem swojej drużyny i to on zapewnił sanoczanom zwycięstwo nad GKS-em Tychy na własnym lodzie. Wtedy zapamiętana została jego interwencja, w ostatnich minutach, kiedy (z metra? może pół?) wybronił strzał Michaela Cichego.

Najgorszy transfer?

Mimo wszystko uważamy, że zawodzi Jesperi Viikilä. Miał być jednym z lepszych w Sanoku, a nie ma nawet średniej punktu na mecz. 24 mecze i 15 punktów (6G+9A) to za mało jak na zawodnika, który grał jeszcze sezon temu w Mestis w Finlandii.

Zagłębie Sosnowiec

Nie był to najbardziej udany rok dla kibiców z Sosnowca. W styczniu musieli zmierzyć się oni z całkowitym odpuszczeniem walki o udział w fazie play-off. Następstwem tego była degradacja Marcina Kozłowskiego na stanowisko drugiego trenera, a także spore wietrzenie szatni.

O sposobie budowy nowej ekipy napisaliśmy już osobny tekst. Wspominamy o tym także niżej. Przemilczmy więc ten temat i przekażmy fanom Zagłębia wyrazy najszczerszego współczucia.

Dziś mamy 31 grudnia, a do tego czasu hokeistów znad Brynicy było stać na zaledwie jedno zwycięstwo, w dodatku nad ostatnim Stoczniowcem Gdańsk. W klubie nic nie funkcjonuje, tak jak powinno. Miejscowa młodzież ma coraz mniej pola gry, kosztem zagranicznego szrotu, kompletnie nic nie wnoszącego do zespołu.

Skończmy już zadręczać Zagłębie, pisząc o ich marnej grze. Niech włodarze klubu sami dokonają rachunku sumienia, a 2021 rok jest dla nich doskonałą okazją do spełnienia swoich obietnic.

Największe zaskoczenie

Rusłan Baszyrow

Rosjanin rodem z Ufy na pierwszy rzut oka niczym nie wyróżniał się spośród testowanego na pęczki szrotu. Wpisy w CV w postaci gry dla klubów z niższych lig francuskich czy też w ekstralidze Estonii na pewno nikogo nie rzucały na kolana. Dla 23-letniego napastnika to nie była jednak pierwsza przygoda w Polsce. Wcześniej miał on już występować w rozgrywkach EUHL dla zespołów z Nowego Targu i Krynicy-Zdroju.

Już pierwsze sparingi udowodniły jednak, że Baszyrow pozytywnie wybija się ponad sosnowiecką przeciętność. Charakteryzuje się całkiem sporym sprytem oraz inteligencją na tafli.

Aktualnie jest najlepiej punktującym zawodnikiem zespołu, a o jego usługi (nieskutecznie, przynajmniej na razie) zabiegało się Podhale Nowy Targ.

Największy zawód

Obietnice działaczy, a rzeczywistość

Zagłębiakom zamarzyło się pójście drogą JKH GKS Jastrzębie, a więc przetrwanie lat chudych dzięki młodzieży z regionu. W Sosnowcu zapomniano jednak, że podczas pracy z młodymi hokeistami zdarzają się wzloty i upadki, a kluczem do sukcesu jest cierpliwość.

Kiedy w Sosnowcu wyniki zaczęły rozczarowywać, w klubie zaczęto szukać wzmocnień bez jakiejkolwiek wizji budowy drużyny. Szukano wzmocnień na Wschodzie i Zachodzie, ale każdy kolejny transfer przynosił coraz to większe rozczarowanie.

Działanie Zagłebia Sosnowiec w 2020 rok to była jakaś kpina.

Najlepszy transfer

Rusłan Baszyrow i Jewgienij Nikiforow

Aż strach pomyśleć, w jakim miejscu znajdowałby się klub, gdyby nie ten rosyjski duet. O Baszyrowie napisaliśmy już wyżej, nadmieńmy więc w tym miejscu tylko, że znakomicie uzupełnia się z Nikiforowem.

Nikiforow dołączył do Sosnowca na chwilę po inauguracji sezonu. Nie potrzebował zbyt wiele czasu na wkomponowanie się do drużyny, a obecnie na jego koncie znajduje się 17 punktów za 8 bramek i 9 asyst.

Nie imponuje aż taką przebojowością jak Baszyrow, ale mimo to wciąż należy do czołowych zawodników Sosnowca. Może nie są to zawodnicy skrojeni na czołówkę PHL, ale wydaje się, że po sezonie nie mieliby problemu ze znalezieniem miejsca w niższych formacjach większości klubów.

Najgorszy transfer

Eduard Kaščák

Parodysta. Sabotażysta. Satyryk hokeja. Wilk w owczej skórze.

Aż dziw bierze, że był on w stanie nabierać kolejnych pracodawców na jego usługi. Wielka szkoda, że żaden z trenerów w niższych ligach juniorskich na Słowacji nie powiedział Eduardowi, że defensor do obrony własnej bramki ma używać kija, a nie rąk. Rzucanie przeciwników na bandę też jest niemile widziane.

Strach pomyśleć, jaki poziom prezentowali jego konkurenci do gry w składzie w czasie testów, że sosnowiczanie postanowili wybrać właśnie jego. A może głównym czynnikiem były warunki finansowe?

Na szczęście zarząd w miarę szybko poszedł po rozum do głowy i w listopadzie zakończono ten iście toksyczny związek.


GKH Stoczniowiec Gdańsk

Prezes Marek Kostecki upierał się, że po zajęciu drugiej lokaty na zapleczu PHL, jego drużynie należy się miejsce wśród najlepszych ekip w kraju. Obniżenie kwoty wpisowego przez spółkę PHL i inne korzystne okoliczności (wycofanie PKH Gdańsk), sprawiły, że klub znad Motławy zagościł w Polskiej Hokej Lidze. Skład jednak od razu wskazywał, że Stoczniowiec będzie okupował ostatnie miejsce w tabeli. Podopieczni Krzysztofa Lehmanna wygrali jednak dwa mecze. Najpierw pokonali Zagłębie Sosnowiec, a później sporą sensacją była wygrana z Re-Plast Unią Oświęcim. Na tym jednak koniec pozytywów w klubie znad morza. Wysokie porażki, mecze bez zdobytej chociaż jednej bramki i największy pogrom, czyli 1:13 z Tauron Podhalem Nowy Targ. To prawdziwy obraz tej drużyny. Jedynym plusem może być fakt, że ogrywa się w niej kilku młodych, zdolnych hokeistów, którzy w przyszłości być może będą stanowić o sile naszej reprezentacji.

Kto zaskoczył?

Pozytywnym zaskoczeniem jest z pewnością postawa Michała Zająca. Wychowanek bytomskiej Polonii sam zgłosił się do Stoczniowca z chęcią gry, bowiem rozpoczął studia w Gdańsku. Został on przyjęty do zespołu i nie da się ukryć, że jest on jednym z jego liderów. Jego atutem jest przede wszystkim szybkość i zwinność, a także instynkt, który tak potrzebny jest napastnikowi. Jeśli Polonia Bytom powróci do PHL to powinna jak najszybciej sprowadzić swojego wychowanka z powrotem.

Kto zawiódł?

Trudno jednoznacznie wskazać zawodnika, który zawiódł. Nie mieliśmy wielkich oczekiwań wobec gdańskiego zespołu. Z pewnością więcej spodziewano się po Mateuszu Rompkowskim, ale nawet jemu udzielił się poziom zespołu i nieco się do niego dostosował. Po tak doświadczonym zawodniku nie spodziewaliśmy się tak wielu bezmyślnych kar i błędów. Miał być on ostoją defensywy, a tak nie jest.

Najlepszy transfer

Gdyby nie Michał Kieler, wyniki Stoczniowca byłyby jeszcze gorsze. 25-letni golkiper w wielu spotkaniach ratował swój zespół przed dwucyfrówką i pogromem. Nie oznacza to, że wychowanek Zagłębia Sosnowiec nie popełniał błędów, ale zdecydowanie był najjaśniejszym punktem nadmorskiej ekipy. Na pewno będzie to dla niego najbardziej zapracowany sezon i szybko nadrobi dwa lata siedzenia na ławce w Katowicach.

Najgorszy transfer

Czy słyszał ktoś coś o Ilji Kruku? No właśnie. My też nie. Nie wiemy skąd szefostwo Stoczniowca go wytrzasnęło, ale 18-letni Białorusin to zdecydowanie najgorszy zawodnik, który przywdziewał koszulkę z charakterystyczną literą “S”. Właściwie o jego grze nie można powiedzieć żadnego pozytywnego słowa. Całkowicie nieznany i bezbarwny zawodnik.

Ostatnie artykuły