TOP 5 najgorszych transferów sezonu 2020/2021 – ranking

Po wybraniu pięciu najlepszych transferów, czas na te najgorsze. Niemal w każdej drużynie był ktoś kto zawiódł. W tym sezonie rozczarowań było wiele, więc trudno było wybrać “czołową” piątkę. Odpuściliśmy też wybieranie zawodników z Zagłębia Sosnowiec, gdyż prawdopodobnie musieliśmy wybierać zawodników tylko z tejże drużyny.

Uwaga, kolejność nie jest przypadkowa!

5. Brycen Martin (GKS Tychy)

Kanadyjczyk ma bardzo dobre CV. Przed grą w GKS-ie Tychy reprezentował drużyny z ECHL czy AHL. Można było się więc spodziewać, że będzie wartością dodaną, ekipy z piwnego miasta. W Polsce można powiedzieć, że grał bardzo nierówno. Od spotkań dobrych, do tych beznadziejnych. Wyróżniał się przede wszystkim dobrym strzałem z nadgarstka i to był chyba jego jedyny atut. Gra w destrukcji? Beznadziejna. Obrońca popełniał sporo prostych błędów i to nawet we własnej w tercji. Najlepszym przykładem był jego “babol” w ostatnim meczu z Comarch Cracovią w półfinale. Gdzie nieatakowany podał krążek Emilowi Oksanenowi. Zdarzało mu się popełniać więcej takich błędów. Oczekiwania wobec Martina na pewno były większe. Defensywa tyszan to była pięta achillesowa tego zespołu w minionym sezonie. To właśnie Kanadyjczyk miał sprawić, aby drużyna nie tylko strzelała więcej bramek, ale też mniej traciła. Jego niepewność była aż nadto widoczna. Tyszanie w tym sezonie nie mogą się pochwalić żadnym sensownym transferem poza Jeanem Dupuyem, który po kiepskim początku wyrósł na czołową postać zespołu. Zupełnie inaczej było właśnie z kanadyjskim obrońcą. Pod dobrym początku, z czasem był coraz gorszy i popełniał coraz więcej prostych błędów.

4. Mikael Kuronen (GKS Katowice)

Ciężki wybór. W redakcji debatowaliśmy nad tym, czy ma być on na podium. Znalazł się jednak tuż za nim. Fin w przeszłości rozegrał ponad 300 meczów w Liidze. Dla laików wspomnimy tylko, że jest to jedna z najlepszych lig na świecie. Za co go zapamiętamy? Przede wszystkim, za niewiarygodne wręcz pudła w stuprocentowych sytuacjach. Gdzie byłaby GieKSa gdyby wykorzystał wszystkie “setki”? Trudno dywagować i gdybać. Jednak na pewno kilka bramek więcej byłoby na ich koncie. Chaos, chimeryczność i nieskuteczność. Te trzy cechy najlepiej podsumowują występy Fina w PHL. Trudno oceniać go dobrze, za 10 punktów w 27 meczach. Razem z Jesse Rohtlą mieli wprowadzić drużynę na inny poziom. Wprowadzili, ale na nie w tę stronę, w którą oczekiwano.

3. Paul Swindlehurst (Re-Plast Unia Oświęcim)

Na trzecie miejsce na podium zdecydowanie zasłużył reprezentant Wielkiej Brytanii. Dobre warunki fizyczne, w przeszłości grał w Champions Hockey League czy w Belfaście Giants. Kto by się spodziewał, że to będzie taka wtopa? Nic na to przecież nie wskazywało. Jeśli jednak zawodnik nie rozegrał ani jednego spotkania w sezonie, to można było się chociaż domyślać, że będzie miał spore braki w przygotowaniu. Po wywalczeniu sobie miejsca w składzie nie wyróżniał się niczym szczególnym w ataku. W obronie też nie był murem nie do przejścia. Według portalu Hokej.Net, który od tego sezonu zaczął prowadzić statystyki +/-, Brytyjczyk wypadł na -2. Przygoda z oświęcimskim klubem już jednak się zakończyła. Swindlehurst wrócił do ojczyzny, ku uciesze wielu fanów Re-Plast Unii Oświęcim.

2. Tomáš Kubalík (GKS Katowice)

Drugie miejsce zajął Czech, z ogromnym bagażem doświadczenia i bogatym CV. W NHL strzelił nawet jedną bramkę. Widać jednak różnicę klas pomiędzy NHL, a PHL, bo w naszej lidze strzelił dwa gole. Zawodnik ten miał przecież na swoim koncie też występy w czeskiej reprezentacji. Jego brat mimo młodego wieku już raczej przebił cały jego dorobek. W Katowicach spodziewano się po nim chociażby pewnej pracy w ataku. A Czech nie robił nic. Był wolny, nieskuteczny, a pod koniec został odstawiony od składu. Wydawało się, że katowiczanie robią dobre transfery, biorąc pod uwagę ściągnięcie choćby Andrieja Stiepanowa. Jednak Kubalík to kompletny niewypał. Nie zostanie zapamiętany niczym szczególnym, poza jego doskonałymi zdolnościami magicznymi. Potrafił znikać na cały mecz!

1. Brett McKenzie (Re-Plast Unia Oświęcim)

Zaszczytne, pierwsze miejsce w naszym rankingu zajmuje właśnie Kanadyjczyk. W ECHL czołowa postać. Kilka występów w AHL. Dołączając do Re-Plast Unii Oświęcim, miał być odpowiedzialny przede wszystkim za strzelanie bramek. W Unii zawodził na całej linii. Po to się ściąga obcokrajowców jego pokroju, żeby to właśnie oni rozstrzygali stykowe wyniki. W ćwierćfinale z GKS-em Katowice został zapamiętany z tego, że nie skierował on krążka do pustej bramki, będąc kilka metrów przed nią. Najwidoczniej CV to nie wszystko. Kanadyjczyk był zdecydowanie najgorszym transferem w PHL. Miał tak naprawdę wszystko czego chciał. Grał obok Gilberta Brulé czy Eliezera Sherbatova, którzy charakteryzowali się niezłą dynamiką. McKenzie dochodził do wielu okazji, ale skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. Powinna być to przestroga dla innych klubów, że nazwisko to jednak nie wszystko. Zawodnik nie grał prawie rok, co było widoczne.

2 myśli na temat “TOP 5 najgorszych transferów sezonu 2020/2021 – ranking

  • 18 kwietnia, 2021 o 09:04
    Permalink

    Nie rozumiem jednego, dlaczego zarówno Wasz portal jsk u ten spod ukraińskiej granicy nie umieścił co najmniej na podium najgorszych transferów Pana Brule ?????

    • 18 kwietnia, 2021 o 13:02
      Permalink

      Widocznie byli gorsi

Możliwość komentowania została wyłączona.