Znajdziesz nas też tutaj:

Felietony

TRZY WNIOSKI po turnieju kwalifikacyjnym do Zimowych Igrzysk Olimpijskich

Długo wyczekiwany turniej kwalifikacyjny do Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2022 już za nami. Choć Polska zajęła ostatnie miejsce w grupie, to po tej imprezie możemy wyciągnąć wiele pozytywów. Oto nasze spostrzeżenia, jakie zanotowaliśmy po pierwszym poważnym egzaminie Róberta Kalábera w roli selekcjonera reprezentacji Polski.

Róbert Kaláber odrobił pracę domową… w ⅔

Ogłoszenie powołań przez selekcjonera reprezentacji Polski wywołało sporo skrajnych emocji. Na liście jego wybrańców zabrakło między innymi Radosława Sawickiego, Christiana Mroczkowskiego czy Damiana Kapicy, a więc zawodników, którzy w zeszłym sezonie uplasowali się w ścisłym czubie klasyfikacji kanadyjskiej Polskiej Hokej Ligi. Trener Kaláber twardo bronił jednak swojego przekonania, iż w starciu z mocniejszymi rywalami potrzebuje napastników, którzy dobrze radzą sobie po obydwu stronach tafli. Z powodu kontuzji do Bratysławy nie pojechał również Bartosz Fraszko, a więc kolejny zawodnik ukierunkowany stricte na ofensywę.

Taktyka Kalábera przyniosła widoczny efekt już w pierwszym spotkaniu z Białorusią. Cały zespół walecznie bronił dostępu do bramki Johna Murraya, a bramkarz GKS-u Katowice dwoił i troił się w niej, by zachować czyste konto. Podobny plan meczowy działał również (do pewnego momentu) w starciu ze Słowakami, a porażkę 1:5 należy traktować jako łagodną klęskę, zważywszy na przepaść dzielącą nasz hokej.

Niestety, to co było naszym głównym atutem w bojach z Białorusią i Słowacją (występującymi na co dzień w Elicie), stało się naszym przekleństwem w spotkaniu z notowaną o jeden szczebel niżej Austrią. Staraliśmy się z nimi prowadzić otwartą grę, lecz nasz rywal był lepszy w każdym elemencie hokejowego rzemiosła, o czym boleśnie przekonali nas podopieczni Rogera Badera. To właśnie wtedy zabrakło sprytu, szybkości i techniki wyżej wymienionych zawodników. Jeżeli myślimy w przyszłości o wyrównanej rywalizacji na poziomie dywizji 1A, musimy dopasować się do innego stylu.

Polska nie pasuje do dywizji 1B

Tuż po objęciu sterów reprezentacji identyczną myśl wyraził selekcjoner Róbert Kaláber, a miniony tydzień w pełni utwierdził nas w tym przekonaniu. Jasne, porażka z Austrią boli i nie jest najlepszym potwierdzeniem tej tezy, ale wyżej notowane reprezentacje zaliczyły istne blamaże. Mowa tu o Włochach (którzy przegrali komplet meczów i zdobyli zaledwie jedną bramkę w grupie z Łotyszami, Węgrami oraz Francuzami), Węgrach (porażka 0:9 z Łotwą) i Koreańczykach (przegrana 0:11 z Danią).

Polska była jedyną reprezentacją biorącą udział w turnieju kwalifikacyjnym, będąc sklasyfikowaną na tak niskim szczeblu. Wyniki tego jednak nie odzwierciedlają. W ostatnim roku czterokrotnie mierzyliśmy się z reprezentacją Węgier, byliśmy wtedy jednak dalecy od optymalnego składu. Wydaje się, że mielibyśmy także spore szanse na zwycięstwo z Koreą Południową, a nawet występującymi w Elicie Włochami.

Pandemia koronawirusa, a także niezrozumiałe decyzje IIHF o odwołaniu dwóch następujących po sobie imprez Mistrzostw Świata skutecznie wyhamowały rozwój naszego reprezentacyjnego hokeja. Najbliższa okazja do powrotu na zaplecze Elity przytrafi się nam w przyszłym roku, a wówczas nie możemy pozwolić sobie na podobne potknięcia, co w minionych latach.

W Polsce w hokeja na lodzie gra dwadzieścia osób

A tak przynajmniej twierdzi Alaksandr Łukaszenka. Nie jest tajemnicą, że hokej na lodzie to konik białoruskiego dyktatora, a porażka z biało-czerwonymi dotknęła go do żywego.

Wielcy hokeiści. Pojechali i przegrali z Polską. Tam hokej w ogóle nie jest popularny. Zajmuje się nim dwudziestu ludzi. No jak tak można? Taki wstyd… Ja oczywiście nie obrażam, nie poniżam Polaków. Zuchy, pokonali „wielkich”. [tłumaczenie za onet.pl – dop. red.]

Ogromna niespodzianka odbiła się szerokim echem w mediach w całym kraju, nasi hokeiści zagościli na pierwszych stronach wiodących czasopism sportowych i czołówkach stron internetowych poświęconych tej tematyce, a gratulacje płynęły z całego hokejowego świata. Podobne emocje wywołała u nas ubiegłoroczna wygrana z Kazachstanem, choć skala ostatniego sukcesu jest nieporównywalnie większa. Ciężko oczekiwać, by pojedyncze osiągnięcie wywołało w naszym kraju modę na hokej porównywalną z „Małyszomanią”, liczymy jednak, że dzięki temu większa liczba sponsorów spojrzy przychylniejszym okiem w stronę klubów Polskiej Hokej Ligi, a część najmłodszych kibiców spróbuje swoich sił w tej pięknej dyscyplinie.

 

fot. Polski Hokej

Ostatnie artykuły