Znajdziesz nas też tutaj:
fot. Tomasz Michalczuk

Relacje

Udany rewanż katowiczan. Przesądziły trzy gole w 40 sekund

GKS Katowice udanie zrewanżował się KH Enerdze Toruń za porażkę w półfinale Pucharu Polski i wygrał na Tor-Torze 6:3. Kluczowe dla losów spotkania okazało się 40 sekund w drugiej tercji, gdy to goście zdobyli aż trzy bramki. Dwa gole i asystę zapisał na swoim koncie Mateusz Michalski.

Katowiczanie przyjechali do grodu Kopernika z żądzą rewanżu za półfinałową porażkę w Pucharze Polski. Początek meczu kompletnie nie ułożył się po ich myśli. Już 129 sekundach torunianie stanęli przed szansą gry w podwójnej przewadze. Najpierw bliski otwarcia wyniku był Robert Karczocha, ale Rosjanin nie trafił do pustej bramki. Chwilę później stratę krążka przez Marcina Kolusza wykorzystał Mikałaj Syty i posłał krążek do siatki, pomiędzy parkanami Johna Murraya.

Radość gospodarzy nie trwała długo, bo nieco ponad dwie minuty później był już remis. Szymon Mularczyk sprytnie dobił uderzenie Mateusza Michalskiego i zdobył swoją pierwszą bramkę w tym sezonie. Spotkanie było wyrównane, a akcje przenosiły się spod jednej bramki pod drugą. Jedną z szybkich kontr, kąśliwym strzałem zwieńczył Robert Arrak i zaskoczył katowickiego golkipera. Oba zespoły miały jeszcze inne dogodne okazje, ale zawodnikom zabrakło precyzji, by zaskoczyć bramkarzy.

W pierwszej tercji nie brakowało kuriozalnych decyzji sędziów. Arbitrzy odsyłali zawodników na ławkę kar za wątpliwe przewinienia. Nie umknęło to uwadze Jacka Płachty, który miał sporo do powiedzenia rozjemcom tego starcia.

Wydawało się, że gospodarze kontrolują przebieg meczu. Wszystko zmieniło się jednak w ciągu zaledwie 40 sekund. Wtedy przyjezdni zdobyli trzy gole, które ustawiły dalsze losy spotkania. Najpierw upadek Conrada Möldera w polu bramkowym wykorzystał Mateusz Michalski, wtedy był remis 2:2. Pół minuty później Mateusz Rompkowski świetnie dostrzegł Bartosza Fraszkę i wychowanek Sokołów Toruń posłał krążek do pustej bramki. Katowiczanie objęli wtedy prowadzenie, a zaledwie 10 sekund później było już 2:4, bo fatalne zachowanie toruńskiej obrony wykorzystał Anthon Eriksson i w sytuacji sam na sam, pewnym strzałem pokonał Möldera.

Nawałnica przyjezdnych trwała jeszcze kilka minut, ale wynik już się nie zmienił. Potem spotkanie się wyrównało, a GieKSa postawiła zasieki w tercji neutralnej, które utrudniły „Stalowym Piernikom” przedostanie się pod ich bramkę.

W trzeciej tercji gospodarze próbowali zagrozić przyjezdnym i strzelić kontaktową bramkę. Szybko jednak zweryfikowali ich podopieczni Jacka Płachty. Najpierw drugą bramkę tego wieczora zdobył Michalski, a później pięknym strzałem z klepy popisał się Joona Monto, a guma zatrzepotała w okienku toruńskiej bramki. 

Uśpieni wysokim prowadzeniem katowiczanie, dali się w końcówce zaskoczyć. Johna Murraya pokonał Robert Karczocha, a 20 sekund później krążek ponownie zatrzepotał w siatce. Sędziowie po analizie wideo nie uznali jednak tego trafienia. Gospodarze chcieli jeszcze pójść za ciosem, ale ich napór w ostatnich minutach nie przyniósł już powodzenia.

KH Energa Toruń – GKS Katowice 3:6 (2:1, 0:3, 1:2)
1:0 – Mikałaj Syty (03:31, 5/4)
1:1 – Szymon Mularczyk – Mateusz Michalski, Igor Smal (05:57),
2:1 – Robert Arrak – Mateusz Zieliński (11:57),
2:2 – Mateusz Michalski – Igor Smal (23:53),
2:3 – Bartosz Fraszko – Mateusz Rompkowski, Patryk Wronka (24:23),
2:4 – Anthon Eriksson (24:33),
2:5 – Mateusz Michalski – Mateusz Bepierszcz, Maciej Kruczek (45:03),
2:6 – Joona Monto – Mateusz Michalski, Patryk Wajda (47:28),
3:6 – Robert Karczocha – Lauri Huhdanpää (56:31).

KH Energa: Mölder – Szkodienko, Zieliński; Limma, Arrak, M. Kalinowski – Jaworski, Szkrabow; Vasjonkin, Karczocha, Huhdanpää – Schafer, Rodionow; Zając, Syty, Kogut – Skólmowski, Bajwenko; Wenker, Rożkow, Olszewski.
Trener: Jussi Tupamäki.

GKS Katowice: Murray – Rompkowski, Jakimienko; Fraszko, Lehtonen, Wronka – Kruczek, Wajda; Eriksson, Michalski, Bepierszcz – Hudson, Wanacki; Krężołek, Monto, Kolusz – Musioł, Valtola; Mularczyk, Smal, Prokurat.
Trener: Jacek Płachta

Kliknij, by skomentować

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie artykuły