Znajdziesz nas też tutaj:

Wywiady

Urbanowicz: Sukces i porażkę dzieli czasem niewiele

Maciej Urbanowicz z mieszanymi uczuciami ocenił wczorajsze spotkanie JKH GKS-u Jastrzębie z Comarch Cracovią. Z jednej strony, jego zespół zainkasował ważne trzy punkty, z drugiej – gra jastrzębian ponownie była daleka od ideału. Kapitan mistrzów Polski z optymizmem patrzy jednak w przyszłość, zaznaczając, iż drużyna skupia się na wywalczeniu jak najlepszej pozycji przed rozpoczęciem się fazy play-off.

JKH GKS Jastrzębie rozpoczął zmagania trzeciej rundy Polskiej Hokej Ligi od zwycięstwa w starciu z Comarch Cracovią, lecz ponownie styl podopiecznych Róberta Kalábera pozostawił wiele do życzenia.

Dobrze zaczęliśmy ten mecz. Chcieliśmy grać, utrzymywać się przy krążku, zdominować swojego rywala. Na początku graliśmy prosty, odpowiedzialny hokej. Mieliśmy ten mecz pod kontrolą, zdobyliśmy pierwsi gola, a potem wypracowaliśmy dwubramkowe prowadzenie. To jest jednak nasz problem – nie potrafimy rozgrywać równych meczów. Przesypiamy pewne partie; nie robimy tego, co do nas należy. Na lodzie panuje bałagan. Tak to wygląda od początku sezonu, ale nie potrafimy tego na razie zmienić. Cały czas o tym rozmawiamy, chcemy rozegrać równe sześćdziesiąt minut, ale na razie to nam się nie udaje – ocenił Maciej Urbanowicz.

Ekipa znad czeskiej granicy trzykrotnie osiągała dwubramkowe prowadzenie, lecz za każdym razem ich rywal zdołał złapać kontakt. Tym razem pogoń „Pasów” okazała się być jednak nieskuteczna i trzy punkty zostały na Jastorze.

Mimo prowadzenia 2:0, dostaliśmy od razu bramkę na 2:1. Super, że potem „Horzel” [Marcin Horzelski – dop. red.] podwyższył na 3:1, dało nam to nieco spokoju, ale znów rywal nas dogonił na jedno trafienie. W Krakowie też zaprzepaściliśmy trzecią tercję, byliśmy zdenerwowani, czy tym razem uda nam się dowieźć prowadzenie do końca. Fajnie, że odskoczyliśmy na 4:2, ale znów Cracovia strzeliła na 4:3 i do końca było nerwowo. Dziś to wybroniliśmy, ale to wciąż nie jest nasz hokej. Nie gramy tak, jakbyśmy tego chcieli i jak byśmy sobie życzyli w szatni. Brakuje nam konsekwencji przez sześćdziesiąt minut, co się ciągnie tak na dobrą sprawę od Champions Hockey League. Tam również przytrafiały się mecze, gdzie po dwóch tercjach prowadziliśmy z lepszymi przeciwnikami, a w ostatnich 20 minutach przegrywaliśmy. Niestety, nie zagramy w Pucharze Polski. Zabrakło nam punktu – na własne życzenie. Mamy czas, by przygotować się do play-offów, przepracować ten okres dobrze. Zostały jeszcze blisko trzy rundy. Najważniejsze, by uplasować się jak najwyżej, by zacząć te play-offy z jak najlepszej pozycji. Nie składamy broni. Chcemy grać lepiej, bo wiemy, że nas na to stać – nie ukrywał skrzydłowy ekipy znad czeskiej granicy.

Zarówno hokeiści JKH GKS-u Jastrzębie, jak i ich kibice chcieliby zamienić wczorajsze spotkanie z pojedynkiem rozegranym 2 listopada. Gdyby jastrzębianie zainkasowali wówczas choć jeden punkt, dziś mogliby myśleć o nadchodzącym występie w Pucharze Polski. Co zadecydowało o tym, iż zespół, który sięgał po to trofeum w zeszłych trzech edycjach, nie pojawi się na tej imprezie po raz pierwszy od 2016 roku?

Mecz w Toruniu. Mecz w Sanoku. Trzecie tercje – w Sanoku przegraliśmy ją 0:3. W Krakowie też rozegraliśmy świetną drugą tercję, by w trzeciej przegrać 0:3. Tak naprawdę, wystarczył nam jeden punkt, a znów się nie udało. Popełniliśmy głupie błędy, co się powiela od początku sezonu. Nie potrafimy na razie tego zmienić. Chcemy, rozmawiamy, analizujemy naszą grę. Składa się na to wiele małych rzeczy: od przygotowania, od Hokejowej Ligi Mistrzów, od tego, że gramy co dwa – trzy dni bez pauzy. Tak naprawdę teraz mamy pierwszą przerwę, gdy trochę odetchniemy i odpoczniemy. Mam nadzieję, że ta runda będzie lepsza – wyznał kapitan mistrzów Polski.

Ostatnie występy Macieja Urbanowicza nie są jednak naznaczone jedynie rozczarowaniami. Przy okazji wcześniejszego domowego meczu z Zagłębiem Sosnowiec, rozegrał on szczególne spotkanie. Był to dla niego bowiem 400. ligowy mecz w bluzie JKH.

Nawet nie wiedziałem, że to już 400. spotkanie. Cieszę się z tego symbolicznego meczu.  Chciałbym grać dalej, chciałbym byśmy wygrywali i chciałbym pomagać tej drużynie jak najdłużej, by powalczyć w tym sezonie o mistrzostwo Polski. Statystyki są jednak tylko statystykami. Idziemy przed siebie. To był fajny jubileusz, ale chcemy jeszcze więcej – zaznaczył popularny „Urbi”.

Związek Urbanowicza z Jastrzębskim Klubem Hokejowym rozpoczął się już dwanaście lat temu, gdy opuścił szeregi swojego macierzystego Stoczniowca Gdańsk. Występował tam przez kolejne sześć sezonów, by w 2015 roku przenieść się do Comarch Cracovii. Nad czeską granicę zawitał ponownie w 2019 roku, po rocznym pobycie w GKS-ie Katowice.

Gdy byłem jeszcze młodszy, nie spodziewałem się, że trafię do Jastrzębia-Zdroju. Grając tu, zawsze mi było jednak dobrze. Cenię sobie ten hokej, stabilizację i taktykę, wszystkich kibiców zgromadzonych na hali, prezesów i trenerów. W 2015 roku musiałem jednak odejść. Po strajkach górniczych w klubie się nie przelewało i nie miałem możliwości, by pozostać. Odszedłem do Cracovii; budowano tam wówczas drużynę na CHL. Po trzech latach nadarzyła się okazja do powrotu. Po rozmowie z Leszkiem Laszkiewiczem i trenerem Kaláberem szybko podjąłem decyzję. Ostatnie dwa i pół roku było dla nas fantastyczne, wygrywaliśmy wszystko. W moim pierwszym sezonie po powrocie pokonaliśmy w play-offach Cracovię, która wcześniej wydawała się być rywalem nie do przejścia. Powstrzymała nas pandemia; nie rozegraliśmy tego sezonu do końca, choć była szansa na sukces. Nie muszę mówić, jak potoczył się już kolejny sezon. Chcemy dalej nad tym pracować, wciąż myślimy o medalu. Na lodzie musimy jednak zmienić na lepsze dużo detali – dodał etatowy reprezentant Polski.

Przed hokeistami JKH pierwsza od dawna okazja do odpoczynku. Już wkrótce reprezentacja Polski spróbuje swych sił w ramach Baltic Cup Challenge. Trener Kaláber dał odpocząć sprawdzonym zawodnikom, powołując głównie młodych graczy z PHL.

Jest to inny sezon. Przygotowania różniły się ze względu na kwalifikacje olimpijskie. Część zawodników była w reprezentacji, część z zawodników trenowała w klubie i byliśmy pomieszani. Następnie przyszła Hokejowa Liga Mistrzów. Była to dla nas fajna przygoda, lecz później nie mieliśmy okazji do wytchnienia. Nie było czasu, by się zregenerować i odpocząć. Później zabrakło nam przez to jednego punktu. Sukces a porażkę dzieli czasem bardzo niewiele. Jeden punkt wydaje się być niczym, a w ostatecznym rozrachunku może być decydujący. Gdybyśmy go mieli, bylibyśmy w Pucharze Polski i wówczas każdy byłby zadowolony. Musimy sobie razem pomagać na lodzie i myślimy o play-offach. To jest nasz cel – zakończył 35-letni hokeista.

Ostatnie artykuły