Znajdziesz nas też tutaj:

Wywiady

Wanacki: Daliśmy dupy

Zapewne nie tak wyobrażali sobie początek przygody z Pucharem Polski sympatycy i hokeiści GKS-u Katowice. Już po pierwszym meczu wiadomo, że to nie im będzie dane walczyć o to trofeum. Jakub Wanacki mimo, że wpisał się na listę strzelców to nie zdołał zapewnić swojej drużynie awansu do finału.

GKS Katowice przegrał z KH Energą Toruń 4:5 i tym samym pożegnał się z Pucharem Polski. Choć katowiczanie trzy razy wychodzili na prowadzenie w tym spotkaniu, nie zdołali dowieźć korzystnego wyniku do końcowej syreny. Na około siedem minut przed końcem gwóźdź do katowickiej trumny wbił Kamil Kalinowski.

– Ciężko cokolwiek powiedzieć. Taka drużyna jak nasza nie może tracić pięciu goli. Jak się traci tyle bramek, to trudno o dobry wynik. Oczywiście należą się gratulacje dla drużyny z Torunia, bo byli lepszą ekipą. Mam nadzieję, że to będzie dla nas jakiś sygnał ostrzegawczy. Nikt z nas nie ukrywa, że mieliśmy plan by zagrać w finale i dobrze się pokazać. Tymczasem pakujemy się po pierwszym meczu. Co można więcej powiedzieć? Po prostu daliśmy dupy – powiedział Jakub Wanacki.

Podopieczni Jacka Płachty aż dwukrotnie w meczu półfinałowym stracili gola w osłabieniu. Najpierw stało się tak w 16. minucie po bramce Michała Kalinowskiego i tak samo padła druga bramka w tym spotkaniu. Tym razem sposób na Johna Murraya znalazł Robert Arrak.

– Każda bramka może nas martwić. Nie tylko te które traciliśmy w przewadze, ale ogólnie każdy gol nas bolał. Ciężko mi powiedzieć na gorąco, ale przy pięciu straconych bramkach każda jest istotna, czy to stracona w przewadze czy w osłabieniu – ocenił obrońca GKS-u Katowice.

Początek drugiej i trzeciej tercji rozpoczynały się straconą bramką w wykonaniu hokeistów “GieKSy”. Takie ciosy na otwarcie odsłony drogo kosztowały katowiczan. Wszystkie założenia taktyczne musiały zostać zmodyfikowane.

– Wychodzimy, mówimy sobie w szatni co mamy grać, widać że jesteśmy gotowi, chcieliśmy. Naprawdę ciężko mi cokolwiek jeszcze powiedzieć. Jestem sfrustrowany, bo mieliśmy zdecydowanie większe ambicje i aspiracje, a po pierwszym meczu już nas tu nie ma. To jest brutalne bo to tylko jeden mecz, ale w takich meczach trzeba pokazywać jaką się jest drużyną – stwierdził 30-latek.

Podopieczni Jacka Płachty mieli problem z kontratakami rywali. Nie potrafili wykorzystać wielu przewag i wydaje się, że to były główne przyczyny porażki. Jak to jednak wyglądało z perspektywy samych zawodników?

– Do zwycięstwa zabrakło dziś tak naprawdę wszystkiego. Można tu wymienić przede wszystkim brak konsekwencji i dyscypliny. Nie pamiętam żebyśmy kiedykolwiek w tym sezonie stracili pięć bramek. Być może coś było, ale może był to pojedynczy przypadek. Tak to naprawdę nie pamiętam kiedy zagraliśmy taki mecz jak ten dzisiejszy – zakończył defensor “GieKSy”.

(fot. hokej.gkskatowice.eu)

Ostatnie artykuły