Znajdziesz nas też tutaj:

Felietony

Z piekła do nieba i znowu do piekła – sezon GKS-u Katowice w pigułce

Jak należy postrzegać sezon w wykonaniu GKS-u Katowice? Czy mogło być lepiej? Na pewno. Czy mogło być gorzej? Zdecydowanie. Dziś na tapet bierzemy drużynę, która uratowała sezon w niemal ostatniej chwili, lecz poległa z kretesem w walce o medal.

Zmiany

Włodarze katowickiego klubu od początku pozostawali przy tym by od nowego sezonu 2020/2021, trenerem pozostał Piotr Sarnik, który przejął pałeczkę po odchodzącym Risto Dufvie. Poza tym, urządzono w klubie prawdziwą czystkę. Z Katowicami pożegnali się zawodnicy, którzy pełnili kluczowe role w poprzednim sezonie. Mamy oczywiście na myśli Marcina Kolusza, Teddy’ego Da Costę, Damiana Tomasika, Robina Rahma czy Mathiasa Porselanda.

Do klubu przyszli solidni zawodnicy, tacy jak choćby Filip Stoklasa, Dariusz Wanat, Maciej Kruczek czy Mateusz Zieliński. Ciężko im było jednak zastąpić bardziej doświadczonych zawodników.

Forma w kratkę

Katowiczanie grali bardzo nierówno. Od meczów dobrych po fatalne; sam styl pozostawiał jednak wiele do życzenia. Czarę goryczy przelała przegrana na własnym lodzie z Comarch Cracovią 3:4. Po tym meczu włodarze wraz z trenerem Sarnikiem stwierdzili, że najlepszym rozwiązaniem będzie zakończenie współpracy. Mecz z „Pasami” był ostatnim meczem drugiej rundy. Katowiczanie wówczas zajmowali szóste miejsce.

Do gaszenia pożaru wezwano szkoleniowca, który miał już w CV pracę przy polskim hokeju. Nowym trenerem został Andriej Parfionow. To on miał być odpowiedzialny za postawienie GieKSy na nogi. To mu się udało, bo sezon zakończył na czwartym miejscu.

Nietrafione transfery

Zanim jednak przejdziemy do fazy play-off, warto wspomnieć o transferach, które zostały dopięte w trakcie sezonu. Mamy wrażenie, że zarówno my, jak i kibice GieKSy wolelibyśmy o nich zapomnieć. Mikael Kuronen? Szybki i… nic poza tym. Tylu stuprocentowanych sytuacji w naszej lidze nie zmarnował chyba nikt. Bezapelacyjnie jedna z większych wtop transferowych w PHL. Tomáš Kubalík? Ma brata, znanego z występów w NHL, a on sam wystąpił w 12 spotkaniach najlepszej ligi świata i chyba tyle można dobrego o nim powiedzieć. Od kilku sezonów ma widoczne problemy z formą, które uwypukliły się szczególnie podczas jego pobytu na Śląsku. Kiriłł Lamin, miał wprowadzić spokój w defensywie. Zapewnił solidność, ale nie zaprezentował fajerwerków. Na dużego plusa zasługuje transfer Andrieja Stiepanowa. 35-letni Białorusin pod koniec sezonu zasadniczego brał ciężar gry na swoje barki i praktycznie sam wygrywał mecze GKS-u Katowice.

Warto jednak dodać, że wchodząc w fazę play-off, byliśmy wręcz zdziwieni tak szybką zmianą drużyny, która w kilka tygodni odrobiła straty i awansowała na czwarte miejsce w tabeli. Spory niepokój budziła jednak sromotna porażka w ostatnim meczu sezonu zasadniczego – Cracovia rozgromiła GieKSę aż 10:1.

Niedosyt

Podopieczni Andrieja Parfionowa trafili w pierwszej rundzie play-off na Re-Plast Unię Oświęcim. Pierwszy mecz zakończył się masakrą. Wynik 0:8 to najniższy wymiar kary. Jednak w sporcie, a zwłaszcza w hokeju trzeba pamiętać, że mecz meczowi nierówny. W 24 godziny katowiczanie zdołali się podnieść, odpowiednio zmotywować, a efektem tego było zwycięstwo 5:0 nad biało-niebieskimi. Wtedy rywalizacja przeniosła się do Oświęcimia, skąd po dwóch meczach musieli zadowolić się jednym zwycięstwem, choć głośniej niż o tych wynikach było o proteście złożonym przez oświęcimskich włodarzy. Katowiczanom groził nawet walkower, ale okazało się że… protest był złożony po terminie, więc w zasadzie „nic się nie stało”. Nie wiemy, kto w tej sytuacji zawinił, jednak zastanawia nas fakt, że nawet mimo prowadzenia trener nie zdecydował się postawić na młodzieżowców. Kiedy GieKSa wróciła na Korfantego, po bardzo emocjonującym meczu pokonała Re-Plast Unię 3:2 po dogrywce.

Ostatni cios hokeiści z Górnego Śląska zadali w meczu numer sześć w Oświęcimiu. Bohaterem tego wieczoru został Grzegorz Pasiut, który wykorzystał swój najazd podczas serii rzutów karnych.

Do półfinału przystąpili z pełnym optymizmem, choć jastrzębianie szybko go ostudzili. Mecze z przyszłymi mistrzami Polski były wyjątkowo zacięte, a wyniku po pierwszych dwóch meczach decydowała jedna bramka. Gorzej jednak było w trzecim meczu półfinałowym, kiedy katowiczanie przegrali 1:4. Nie złożyli jednak broni, bo w czwartym meczu udało im się przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Jednak w piątym spotkaniu, podopieczni Roberta Kalabera nie dali żadnych szans rywalom, ogrywając ich 5:1.

Doszło zatem do „małego finału” o brązowy medal. Podopiecznym Andrieja Parfionowa przyszło grać z ich największym rywalem – GKS-em Tychy. Tyszanie jednak nie pozostawili złudzeń swoim oponentom i w trzech meczach zapewnili sobie brąz.

Wiele do poprawy

Podsumowując ten sezon w wykonaniu GKS-u Katowice, musimy stwierdzić, że tej drużynie brakowało przede wszystkim szczęścia. Włodarze robili co mogli, by uratować ten sezon. Co przez to rozumiemy? Choćby to, że zdecydowali się na zmianę trenera w odpowiednim momencie. Transfery, w trakcie sezonu, które przynajmniej na papierze wydawały się dobre. Kto wie? Może gdyby na trybunach zasiedli kibice, którzy słyną z gorącego dopingu, katowiczanie osiągnęliby lepszy wynik? Tego już się nie dowiemy.

Wiemy jednak, że nadchodzący sezon może być dla tej drużyny najlepszy od lat. Sensowne transfery, nowy trener i pozostawienie kluczowych zawodników mogą wyjść na korzyść tej drużyny. Pozostaje wierzyć, że GieKSa da nam w tym sezonie wiele emocji.

Ostatnie artykuły