Znajdziesz nas też tutaj:

NHL

Za nami pierwszy miesiąc NHL! Sprawdzamy, co słychać w poszczególnych dywizjach

Pierwszy miesiąc NHL upłynął jak z bicza strzelił. Co słychać w najlepszej lidze świata po ponad 30 dniach rozgrywek? Można by rzec, że… jest po staremu. Część drużyn i hokeistów zaskoczyła wszystkich obserwatorów, inne z kolei rozczarowały gorzko swych fanów. Sprawdzamy, jak potoczyły się dotychczasowe losy w poszczególnych dywizjach.

Metropolitan Division

Carolina Hurricanes rozpoczęli sezon od ustanowienia swojego rekordu, notując dziewięć wygranych z rzędu. Wydawało się, że straty Dougiego Hamiltona na rzecz New Jersey Devils oraz Alexa Nedeljkovica, który odszedł do Detroit Red Wings, okażą się bardziej bolesne, jednak chyba nikt już po nich w Raleigh nie płacze. Sprowadzony przed sezonem z Rangersów Tony DeAngelo świetnie wkomponował się w drużynę, a Frederik Andersen jeszcze nigdy nie miał aż tak świetnych liczb. W ataku też wszystko wygląda bardzo dobrze. Duet Aho-Swiecznikow mimo bardzo młodego wieku już jest niesamowicie doświadczony, a przecież cała kariera dopiero przed nimi. Jeżeli nie wydarzy się żadna katastrofa, to nadchodzące lata będą bardzo ciekawe dla kibiców „Canes”

Dowodzeni przez jednego z najlepszych hokeistów na świecie Washington Capitals wracają na właściwe tory. Od czasu wygrania Pucharu Stanleya w 2018 roku drużyna grała poniżej oczekiwań. Tym razem Owieczkin i spółka wzięli się za siebie i odprawiają rywali z kwitkiem jednego po drugim, a „Ovi” – jak na kapitana przystało – ciężar zdobywania bramek wziął na swoje barki. W czternastu spotkaniach aż dwanaście razy trafiał do siatki rywala i w klasyfikacji generalnej na najlepszego strzelca w historii NHL przeskoczył będącego dotychczas na czwartej pozycji Bretta Hulla. Jest też na najlepszej drodze, aby jeszcze w tym sezonie dogonić trzeciego Jaromíra Jágra.

Pod koniec ubiegłego sezonu w New York Rangers doszło do istnego trzęsienia ziemi, gdy Tom Wilson z Washington Capitals właściwie w pojedynkę ich upokorzył. Doszło do wielu zmian, przyszło kilku nowych zawodników i jeden z założycieli ligi gra w końcu na miarę oczekiwań kibiców. W bramce świetnie radzi sobie duet Szestiorkin-Georgijew, obroną dowodzi najlepszy obrońca poprzedniego sezonu Adam Fox, a w ataku brylują Panarin z Zibanejadem.

Problem z ustabilizowaniem formy sięgnął z kolei Philadelphia Flyers, którzy kolejne zwycięstwa przeplatają porażkami. Nie może to jednak dziwić w obliczu zmian, jakie między sezonami dotknęły ekipę z Pensylwanii. Najdotkliwszym z nich wydawało się być odejście Jakuba Voráčka, który przez lata stanowił o sile zespołu.

Zdecydował się on na powrót do rywala z tej samej dywizji – Columbus Blue Jackets – jednak i tam nie wiedzie mu się najlepiej. Po odejściu Johna Tortorelli obowiązki pierwszego trenera przejął jego dotychczasowy asystent, Brad Larsen i na razie daleko mu do najlepszych wyników osiąganych przez jego poprzednika.

Flyers oraz Blue Jackets rozdziela ekipa New Jersey Devils. Do P.K. Subbana, który w szeregach Montreal Canadiens należał do najlepszych obrońców w lidze, dołączył Dougie Hamilton. Blisko 20 milionów dolarów, jakie pochłaniają ich kontrakty, nie przekłada się jednak na przesadnie niższą liczbę traconych bramek. Znacznie więcej spodziewano się po Jahorze Szaranhowiczu, który w zeszłym sezonie należał do najlepszych pierwszoroczniaków, a w trwającej kampanii nie zdobył jeszcze gola. 

Tabelę zamykają drużyny wobec których wymagania są zdecydowanie wyższe. I tak jak w przypadku Pittsburgh Penguins wytłumaczeniem może być plaga kontuzji wśród rozgrywających, tak New York Islanders nie przypominają samych siebie zwłaszcza w grze obronnej. Jedynym usprawiedliwieniem może być fakt, że wszystkie dotychczasowe mecze rozgrywali oni na wyjeździe, a pierwsze domowe spotkanie, w nowej hali odbędzie się dopiero 20 października przeciwko Calgary Flames.

Carolina Hurricanes top seed in NHL Central Division hockey | Raleigh News & Observer

Atlantic Division

Na czele Dywizji Atlantyckiej plasują się Florida Panthers, którzy zaliczyli wprost wyśmienity start sezonu, odnosząc siedem kolejnych zwycięstw, w czym olbrzymia zasługa trenera Joela Quenneville’a. Utytułowanego szkoleniowca nie ma już jednak w klubie, gdyż po latach dosięgnęła go karma, związana z molestowaniem seksualnym, do jakiego doszło ponad dekadę w 2010 roku w szeregach Chicago Blackhawks. 63-letni szkoleniowiec przez długi czas utrzymywał, iż nic mu nie było wiadomo na ten temat, lecz śledztwo wykazało, iż wraz z resztą czołowych działaczy Blackhawks starał się zamieść sprawę pod dywan, kryjąc odpowiedzialnego za to trenera od wideoanalizy.

„Pantery” znajdują się jednak obecnie na ścieżce trzech kolejnych porażek. Ciekawe, jak potoczą się ich dalsze losy bez charyzmatycznego trenera, dla którego z dużym prawdopodobieństwem mógł być to ostatni etat w NHL. Po początkowych perturbacjach w górę tabeli wspięli się z kolei Toronto Maple Leafs. Ich sytuacja zdawała się być niewesoła po wczesnym paśmie porażek, lecz wraz z upływem czasu udało się im powrócić na właściwy tor. To jednak dopiero pierwszy krok w stronę sukcesu. „Klonowe Liście” swą nieporadnością w fazie play-off wywalczyły sobie status klubu-memu i czeka ich jeszcze wiele trudów, by przełamać tę famę.

Na dobrej drodze ku powrotowi do dawnej chwały znajdują się z kolei Detroit Red Wings. Klub zarządzany przez legendarnego Steve’a Yzermana w międzysezonowej przerwie przeprowadził wiele mądrych ruchów kadrowych, które znacznie przyspieszyły proces odbudowy. Na faworyta do wywalczenia Trofeum Caldera wyrasta także Moritz Seider. Ze zmiennym szczęściem radzą sobie z kolei ostatni triumfatorzy dwóch minionych kampanii NHL – Tampa Bay Lightning – a swej optymalnej formy wciąż poszukują Boston Bruins. Po dobrym starcie do szeregu powrócili również Buffalo Sabres, którzy nareszcie zakończyli swój toksyczny związek z Jackiem Eichelem.

Na dnie osiadły z kolei pozostałe dwie kanadyjskie ekipy: Montreal Canadiens oraz Ottawa Senators. Na finalistach minionych batalii o Puchar Stanleya odbił się wyraźnie brak Careya Price’a, a także odejście kilku kluczowych zawodników stanowiących dotychczas o sile drużyny. Rozczarowuje także młody Cole Caufield, który po wyśmienitym wejściu do drużyny został odesłany do Laval Rocket z AHL. Z kolei „Senatorzy” mogą pozazdrościć Red Wings impetu, z jakim odbili się od dna.

Florida Panthers 2020-21 NHL Season Preview

Central Division

Pomiędzy pierwszą a czwartą drużyną w dywizji centralnej różnica wynosi zaledwie jeden punkt. Przewodzący stawce St. Louis Blues rozegrali jednak jedno spotkanie mniej niż druga w tabeli Minnesota Wild. Siłą „Bluesmenów” jest niewątpliwie gra zespołowa, ciężar zdobyczy punktowych rozkłada się na cały zespół. Cieszy niewątpliwie powrót do gry na wysokim poziomie Władimira Tarasienki, który w końcu jest w pełni zdrowy i czaruje swoją grą lokalnych kibiców. Spore nadzieje fanów związane będą z pewnością z grą Jordana Kyrou, który ma bardzo dobry start do nowego sezonu. Lekkie powody do niepokoju stanowi obsada bramki. Co prawda Jordan Binnington gra na wysokim poziomie, jednak zdarzają mu się niewytłumaczalne zachowania, które mogą doprowadzić go do dyskwalifikacji, a w obwodzie jest tylko 21-letni Joel Hofer.

Największa gwiazda Minnesota Wild, Kiriłł Kaprizow jak na razie nie zachwyca. Najlepszy debiutant poprzedniego sezonu dość późno zdecydował się na podpisanie nowego kontraktu z Wild, co prawdopodobnie miało ogromny wpływ na jego obecną dyspozycję. Co prawda ma on przebłyski, jednak od zawodnika tego pokroju wymaga się znacznie więcej. Na jego szczęście reszta zespołu gra bardzo solidnie w ataku i bezbłędnie wykorzystuje błędy obrońców przeciwnych drużyn.

Trzon zespołu Winnipeg Jets nie zmienia się od lat. Drobne poprawki, które są dokonywane wydają się odnosić pozytywny skutek. Pierre-Luc Dubois zdobywa średnio punkt na mecz, jednak ciężko byłoby w tej chwili wyobrazić sobie zespół z Kanady bez Kyle’a Connora. 24 latek gra co prawda w Winnipeg od sześciu sezonów, jednak wszystko wskazuje na to, że ten sezon będzie jego najlepszym w dotychczasowej karierze, a powołanie do reprezentacji na IO powinno być formalnością.

Jeden z faworytów do sięgnięcia po Puchar Stanleya, Colorado Avalanche, od początku sezonu walczy czy to z kontuzjami, czy też z COVID-19. Jeszcze nie zdarzyło im się rozegrać meczu w optymalnym zestawieniu, jednak ich gra z każdym kolejnym rozegranym spotkaniem wygląda coraz lepiej. Na pewno po słabym początku nie należy ich skreślać – mając w składzie takich zawodników jak MacKinnon czy Makar, zawsze będzie się faworytem.

Dallas Stars w niczym nie przypomina dzisiaj zespołu, który jeszcze dwa lata temu dotarł do finału Pucharu Stanleya. Słabo w ataku, słabo w obronie i zaledwie cztery wygrane mecze w tym sezonie nie napawają optymizmem na dalszą część rozgrywek.

Przed rozpoczęciem obecnego sezonu Chicago Blackhawks dokonali kilku ciekawych transferów, a najgłośniejszym z nich było ściągnięcie z Vegas Golden Knights Marca-Andre Fleury’ego, który miał być gwarancją powrotu drużyny do play-offów. Zespół pod wodzą weteranów Patricka Kane’a oraz Jonathana Toewsa kompletnie sobie jednak nie radzi. Młodzi nie są jeszcze na odpowiednio wysokim poziomie, a w dodatku klub prześladują non stop demony przeszłości.

Najgorsza do tej pory w całej lidze Arizona Coyotes jest w sytuacji – wydaje się – beznadziejnej. Nie dość, że gra zespołu jest bezbarwna, kompletnie nic im nie wychodzi, to po zakończeniu obecnego sezonu pozostają oni bez domu, bowiem kontrakt na korzystanie z obecnej hali nie zostanie przedłużony. Zaledwie jedna wygrana w czternastu spotkaniach na pewno nie pomoże w poszukiwaniach nowego miejsca do gry od nowego sezonu.

Blues release 2020-21 regular-season schedule

Pacific Division

Bez większej niespodzianki na czele dywizji Pacific. Notujący świetny start w nowym sezonie Edmonton Oilers pewnie liderują w grupie i nawet ostatnia wyjazdowa porażka z Buffalo Sabres niczego nie zmieniła. Najskuteczniejszy atak ligi, dowodzony przez parę McDavid-Draisaitl oraz wzmocniony w tym sezonie przez Zacka Hymana przechodzi przez linie obronne przeciwników jak walec. Mimo iż to dopiero początek sezonu, na północy Alberty pojawia się coraz więcej głosów mówiących o Pucharze Stanleya.

Dość niespodziewanie za plecami „Nafciarzy” znajdują się będący w przebudowie Anaheim Ducks. Po dość niemrawym początku notują oni serię sześciu kolejnych zwycięstw. Duża w tym zasługa weterana Ryana Getzlafa, który zdążył pobić klubowy rekord na najlepiej punktującego w historii Ducks. Głównym architektem świetnej pozycji w tabeli jest jednak gra dwóch innych zawodników. Bramkarz John Gibson jest od początku sezonu w rewelacyjnej formie, a Troy Terry mimo młodego wieku gra niezwykle skutecznie w ataku trafiając do siatki rywali 11 razy oraz notując 8 asyst w zaledwie 14 rozegranych spotkaniach.

Po bardzo dobrym początku w wykonaniu Calgary Flames przyszło załamanie formy. Pięć ostatnich spotkań bez wygranej znacznie osłabiło morale zespołu z południa Alberty. Kibice Flames nie mają jednak zbyt wielu powodów do zmartwień. W świetnej dyspozycji jest mistrz świata Andrew Mangiapane, który podobnie jak Oliver Kylington zalicza najlepszy sezon w karierze. Wliczając w to bramkarski duet Markström-Vladař , który gra naprawdę bardzo dobrze, wydaje się, że zażegnanie kryzysu przez Darrena Suttera jest tylko kwestią czasu.

Gdy w zaledwie czwartym meczu ciężkiej kontuzji kolana doznał Drew Doughty wydawało się, że Los Angeles Kings po raz kolejny będą odgrywali rolę chłopców do bicia. Rzeczywistość okazała się całkiem inna, a „Królowie” notują w tej chwili najlepszą serię zwycięstw w lidze. Napędzani przez weteranów Anžego Kopitara, Dustina Browna oraz Jonathana Quicka Kings rozbijają kolejnych rywali jak za najlepszych czasów, gdy sięgali po Puchar Stanleya w 2014 roku.

Uznawani za głównych faworytów do sięgnięcia po Puchar Stanleya, drużyna Vegas Golden Knights, początku sezonu nie może uznać za udany. Duża w tym zasługa kontuzji, które trapią ekipę ze stolicy hazardu. Strata takich zawodników jak Mark Stone czy Max Pacioretty pozostawiłaby ogromną dziurę w składzie każdej drużyny. A jeśli doliczymy do tego sprowadzonego z Buffalo Sabres Jacka Eichela, to łatwo można sobie wyobrazić ogromną siłę jaką Vegas będzie dysponowało po powrocie tych graczy do kadry meczowej. Na domiar złego do wyżej wymienionej trójki kontuzjowanych po ostatnim meczu dołączył Alec Martinez, który oberwał łyżwą w twarz, wskutek czego stracił zęba oraz miał założonych ponad pięćdziesiąt szwów.

San Jose Sharks są ofiarami działań menedżera generalnego, który kilkoma błędnymi decyzjami kadrowymi na dobrą sprawę zapewnił swojej drużynie jedynie walkę o jak najlepsze miejsce w drafcie na kilka kolejnych lat. Czterech z weteranów, gdzie najmłodszy z nich ma 31 lat, pochłania około 40% limitu płacowego i dopiero po zakończeniu sezonu 2024/2025 pojawi się możliwość przeprowadzenia większego transferu co sprawia, że jedyna szansa na ciekawe wzmocnienie to trafny wybór w drafcie. Dodając do tego problemy z COVID-19, które zdziesiątkowały drużynę w ostatnim tygodniu, otrzymujemy pełny obraz przeciętności, w jaką popadły „Rekiny”.

Bez większych niespodzianek na dnie tabeli. Pomimo nie najgorszego składu Vancouver Canucks grają zgodnie z oczekiwaniami. Duża w tym zasługa zarówno menedżera generalnego, którego decyzje personalne są niezrozumiałe dla kibiców, jak i trenera, który nie potrafi wykorzystać potencjału jaki drzemie w największych gwiazdach Canucks. Przed rozpoczęciem sezonu wszyscy kibice zastanawiali się czy Seattle Kraken będzie w stanie nawiązać do rewelacyjnego, pierwszego sezonu Vegas Golden Knights. Po czternastu rozegranych kolejkach wiemy już, że będzie to niezwykle ciężkie zadanie do wykonania. Zaledwie cztery wygrane i 9 punktów na nikim nie robią najmniejszego wrażenia, a w tabeli generalnej tylko Arizona Coyotes jest gorszą drużyną.

Five questions facing Edmonton Oilers

Ostatnie artykuły