Znajdziesz nas też tutaj:

PHL

Zieliński: Mecz był do wygrania

Mateusz Zieliński w meczu z GKS-em Tychy zdobył swoją pierwszą bramkę w sezonie. Obrońca KH Energi Toruń podsumował dla nas wczorajsze spotkanie i zapowiedział atak przez “Stalowe Pierniki” pozycji lidera Polskiej Hokej Ligi.

Z Klepy: Przegraliście dziś w twierdzy Tor-Tor z GKS-em Tychy 2:3, jak podsumujesz to spotkanie?

Mateusz Zieliński, obrońca KH Energi Toruń: Początek meczu był w naszym wykonaniu dobry, potem straciliśmy bramkę w drugiej tercji, ale udało się wyrównać po naszym strzale. Chwilę później wyszliśmy na prowadzenie, ale te bramka na 2:2 na sekundę przed końcem nas trochę załamała. Typowa bramka do szatni. W trzeciej tercji znów po naszym błędzie Tychy strzeliły, staraliśmy się, robiliśmy wszystko, żeby doprowadzić do remisu, ale nie udało się.

Pierwsza tercja w waszym wykonaniu była bardzo dobra. “Siedliście” na rywala, ale zabrakło udokumentowania tej optycznej przewagi golem. Ciężko było wam przełamać Kamila Lewartowskiego?

– Kamil bronił dzisiaj bardzo dobrze. Trzeba go pochwalić za to. W końcówce obronił kilka naszych doskonałych okazji i goście dociągnęli to zwycięstwo do samego końca.

Strzeliliście dwie bramki w odstępie 55 sekund i wyszliście na prowadzenie w drugiej tercji, czy wtedy uwierzyliście, że można go dzisiaj pokonać i pójść za ciosem?

– Zaczęliśmy prowadzić grę, niestety sekundę przed końcem tej tercji straciliśmy bramkę do szatni, co nas podłamało, ale na trzecią tercję wyszliśmy tak, jakby było 0:0. Niestety tyszanie pierwsi strzelili bramkę na 3:2 i nam nie udało się tego uratować przed końcem.

W trzeciej tercji rzuciliście się do ataku, zasypaliście rywali strzałami, łącznie oddając ich 44. Czego zabrakło do wyrównania?

– Na pewno skuteczności, bo takich doskonałych okazji do wyrównania mieliśmy cztery. Tak, jak mówiłem wcześniej – Kamil dobrze się spisywał w tyskiej bramce i niestety trzy punkty jadą do Tychów.

Zdobyłeś swoją pierwszą bramkę w sezonie, jak się z tym czujesz? Wiem, że już wcześniej na nią polowałeś i miałeś okazje, ale krążek nie chciał wpaść do bramki.

– Mogłem ją strzelić już też wcześniej dzisiaj w pierwszej tercji, ale wtedy się nie udało. Pierwsza bramka w sezonie na pewno cieszy. Dobrą pracę na bramkarzu wykonali napastnicy, zasłaniając Kamila Lewartowskiego i krążek w końcu wpadł do siatki. Mam nadzieję, że to nie ostatni gol w sezonie.

Macie za sobą dwie porażki, można by powiedzieć że pechowe. Jedną bramką przegraliście w Krakowie i teraz z Tychami, mimo walki do końca o wyrównującą bramkę. Czy takie przegrane bolą?

– W Krakowie przespaliśmy pierwszą tercję, dostaliśmy szybko trzy bramki, co później nie było łatwe do odrobienia. Dziś znów zabrakło tej jednej bramki. Szkoda, bo mecz był do wygrania, ale cóż trzeba walczyć dalej.

Po małym maratonie meczowym teraz czeka Was kilka dni przerwy i w piątek starcie z liderem z Katowic. Jak się zapatrujesz na ten mecz?

– W poniedziałek mamy dzień wolny, także będzie chwila na regenerację. Potem zabieramy się za analizę i przygotowania do meczu z Katowicami. Mam nadzieję, że wygramy ten mecz i zasiądziemy w fotelu lidera.

Rozmawiał: Mikołaj Pachniewski.

fot. Tomasz Michalczuk.

Ostatnie artykuły