CHL: Potencjalni rywale JKH GKS Jastrzębie pod lupą

Po przymusowym roku koronawirusowej pauzy kibice hokeja na lodzie ponownie będą mogli ekscytować się rozgrywkami Hokejowej Ligi Mistrzów. Zapraszamy na skrupulatną prezentację każdego z potencjalnych rywali reprezentantów Polskiej Hokej Ligi!

Zanim jednak do niej przejdziemy, nakreślmy zasady panujące w tegorocznej edycji Champions Hockey League oraz sięgnijmy wstecz pamięcią do minionych rozgrywek, jakie miały miejsce w sezonie 2019/2020. Przypomnijmy, iż obrońcą tytułu pozostaje szwedzka Frölunda HC, która w finale pokonała 3:1 czeski Mountfield HK.

Naszym polskim „rodzynkiem” był wówczas GKS Tychy, który sięgnął nawet po zwycięstwo z Vienna Capitals. Austriacy polegli w piwnym mieście 4:2, a dubletem błysnął Filip Komorski.

Tyszanie mieli również reprezentować polski hokej w kampanii 2020/2021, ta jednak ostatecznie nie doszła do skutku. Włodarze CHL ustalili pierwotnie, iż zostanie ona rozegrana w formule pucharowej. Trójkolorowi mieli się zmierzyć w dwumeczu z „Białymi Tygrysami” z Liberca, wszystkie plany pokrzyżował jednak hulający koronawirus.

Dość jednak historii. Nadchodząca edycja zmagań najlepszych europejskich drużyn niesie za sobą sporą nowinkę, która na papierze zwiększa szanse podopiecznych Róberta Kalábera. Mianowicie, w dodatkowym piątym koszyku znalazły się drużyny z krajów biorących udział w kwalifikacjach do Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2022 (a także mistrz Ukrainy) i to właśnie spośród nich zostanie wyłoniony skład grupy G i H. Oznacza to, iż jastrzębianie unikną starcia z najsilniejszymi ekipami ze Szwecji, Czech, Niemiec czy Szwajcarii.

Czy JKH skorzysta z tego handicapu i pokusi się o sprawienie niespodzianki? Ostatecznych rywali mistrzów Polski poznamy już 19 maja. Losowanie rozpocznie się o godzinie 18.00, a terminy meczów zostały wyznaczone na 2 – 5 i 9 – 12 września, 5 – 6 oraz 12 – 13 października. Tymczasem zapraszamy na szczegółowe przedstawienie rywali, z którymi los może sparować hokeistów JKH GKS Jastrzębie.

 

Klagenfurter AC – ICE Hockey League (Austria)

Mistrzowie premierowego sezonu rozgrywek pod szyldem ICE Hockey League, znanych wcześniej jako EBEL. W finale play-offów pokonali 4-1 HC Bolzano, a więc kolejny zespół, na który natknąć się mogą jastrzębianie. Ekipa z Klagenfurtu zbudowana jest głównie wokół Austriaków, lecz kluczowymi postaciami w kluczowym momencie sezonu okazali się być Kanadyjczyk Nick Petersen oraz Słoweniec Rok Tičar. Trener Petri Matikainen szczególnym zaufaniem darzył duńskiego bramkarza niemieckiego pochodzenia – 34-letniego Sebastiana Dahma.

 

HC Bolzano – ICE Hockey League (Włochy)

Jak wyżej wspominaliśmy, „Lisy” bezsprzecznie uległy Klagenfurterowi w finale ICE Hockey League. Włosi kojarzą się jednak polskim kibicom szczególnie dobrze, bowiem w kampanii 2018/2019 GKS Tychy zanotował z nimi pierwsze zwycięstwo polskiego zespołu w historii CHL. W szeregach Bolzano nie brakuje hokeistów urodzonych w Kanadzie, o korzeniach sięgających Italii. Są to: Nick Plastino, Justin Fazio, Anthony Bardaro i Angelo Miceli. Tacy zawodnicy często stanowią połączenie kanadyjskiej szkoły twardego hokeja z gorącym południowym temperamentem, co znajduje poklask u fanów fizycznej gry oraz pięściarskich pojedynków. Jastrzębianie przekonali się o tym boleśnie już w ćwierćfinale Pucharu Wyszehradzkiego, gdy Jakub Gimiński został wręcz zmasakrowany przez Devina DiDiomete reprezentującego wówczas barwy węgierskiego UTE. Najlepiej punktującym zawodnikiem zespołu okazał się być za to filigranowy Dustin Gazley. Między słupkami niezłą robotę wykonywał natomiast Leland Irving, który strzegł niegdyś bramki Calgary Flames.

 

Red Bull Salzburg – ICE Hockey League (Austria)

Trzeci zespół z ICE Hockey League – sparowanie się jastrzębian z przedstawicielem tych rozgrywek można brać niemalże za pewnik. Dla klubu finansowego przez giganta rynku napojów energetycznych sezon zakończył się na półfinale, gdzie poległ 1-4 z przyszłym mistrzem. „Czerwone Byki” nie obrały konkretnego kierunku w budowaniu składu, tak więc  w ich szeregach mogliśmy w zeszłym sezonie podziwiać zawodników ze Szwecji, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Słowenii czy Niemiec. Prym wiedli jednak zawodnicy z Ameryki Północnej, na czele z Rickiem Schofieldem. Pewne miejsce w bramce miał za to niezwykle doświadczony Jean-Philippe Lamoureux, a więc starszy brat Jocelyne i Monique – niezwykle utytułowanych hokeistek, w których dorobku figuruje po sześć złotych medali światowego czempionatu. Lamoreaux to istna hokejowa dynastia – łącznie hokejem parała się szóstka rodzeństwa oraz ich ojciec Pierre. Mężem Jocelyne jest natomiast Brent Davidson – co prawda nie zrobił on wielkiej kariery, lecz przez trzy lata zarabiał na chleb grą w Szwecji, Danii i we Włoszech. Red Bull Salzburg szczególnie miło może wspominać kampanię 2018/2019, kiedy to udało im się dojść aż do półfinału rozgrywek.

 

Dragons de Rouen – Ligue Magnus (Francja)

Do wyłonienia mistrza Francji niezbędne okazały się być zaledwie… 22 spotkania. Ostatecznie tytuł najlepszej ekipy sezonu 2020/2021 przypadł „Smokom” z Rouen i to oni będą reprezentowali ojczyznę Napoleona w nadchodzącym sezonie Hokejowej Ligi Mistrzów. W przyszłym sezonie w szeregach ekipy z północnej części kraju zabraknie Nicolasa Deschampsa, który od czterech sezonów należał do kluczowych zawodników, a w zeszłej kampanii okazał się być najlepiej punktującym hokeistą zespołu. Zawodnik, w CV którego figurują trzy występy w barwach Washington Capitals, przystał bowiem na ofertę Grenoble. Dragons oparli swój skład głównie o zawodników pochodzących z Kanady (zarówno francusko- jak i angielskojęzycznej części), a w bramce najwięcej minut zanotował Matija Pintarič – etatowego reprezentant Słowenii. Jako ciekawostkę możemy przytoczyć ciekawą inicjatywę „The Dragons bring you back home”, której ideą jest zapewnienie kibicom bezpiecznego powrotu do domu, gdy nie są w stanie prowadzić auta. Już teraz w redakcyjnym gronie zastanawiamy się, czy oferta obejmuje również sympatyków hokeja znad Wisły.

 

Frisk Asker – Eliteserien (Norwegia)

Play-offów nie rozegrano również w Norwegii. O pierwszym miejscu nie decydowała liczba punktów, lecz ich średnia na mecz, dlatego też prawo do reprezentowania Norwegii na międzynarodowej arenie CHL przypadło Frisk Asker. Zwycięzcą klubowej klasyfikacji kanadyjskiej został Bobby MacIntyre, który świetnie rozpoczął swoją przygodę z europejskim hokejem. Kolejny udany sezon zanotował natomiast 36-letni szwedzki golkiper Nicklas Dahlberg, który wyrasta powoli na istną ikonę klubu.

 

Rungsted Seier Capital – Metal Ligaen (Dania)

Ekipa z Rungsted świętowała mistrzostwo po zwycięstwie 4-2 nad Aalborg Pirates, pieczętując tym samym pierwsze miejsce wywalczone po sezonie zasadniczym. Rungsted Seier Capital zaprezentował niezwykle ofensywny styl, zdobywając w 48 spotkaniach „okrągłe” 200 bramek, co daje rewelacyjną średnią ponad 4 goli na mecz. W minionym sezonie pierwsze skrzypce odgrywało dwóch niezwykle doświadczonych Szwedów: Mattias Persson oraz Marcus Olsson, a w bramce najczęściej występował ich rodak Cristopher Nilhstrop (który po sezonie ogłosił zakończenie sportowej kariery).

 

Donbas Donieck – UHL (Ukraina)

„Kopciuszek” w gronie zespołów, jakie uzyskały awans do Hokejowej Ligi Mistrzów. Kadra czempionów Ukrainy składała się głównie z zawodników krajowych oraz rosyjskich, a w szatni zespołu znajdziemy również hokeistów zaznajomionych z grą w Polskiej Hokej Lidze: Ņikita Kolesņikovs i Nikita Bucenko jeszcze nie tak dawno mieli okazję do występów dla (odpowiednio) Comarch Cracovii oraz Zagłębia Sosnowiec. Kluczowym zawodnikiem okazał się być Andriej Sigariow, a więc zawodnik z bogatą przeszłością w KHL. Starterem w bramce był natomiast Aleksiej Trifonow – prawdziwy obieżyświat, świetnie zaznajomiony ze wschodnim hokejem.