Znajdziesz nas też tutaj:

PHL

GKS Tychy kończy serię. Ciężkie przeprawy jastrzębian i krakowian. Oświęcimianie wykorzystali szansę

Wiele się wyjaśniło po dzisiejszych meczach. GKS Tychy pokonał Ciarko STS Sanok 4:1 i tym samym awansował do półfinału. JKH GKS Jastrzębie wygrali na wyjeździe, zaś Re-Plast Unia Oświęcim w końcu pokazała na co ich stać.

Dupuy dał zwycięstwo. Tyszanie meldują się w ćwierćfinale!

Zaledwie czterech meczów potrzebowali mistrzowie Polski do tego by awansować do półfinału. Są zatem pierwszą drużyną w PHL, której udała się ta sztuka. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły, że ten mecz będzie identyczny jak ten wczorajszy. Tak wyglądała pierwsza tercja. Wyrównana, zacięta, a na tablicy wyników widniało 0:0. Worek z bramkami rozwiązał się dopiero w 27. minucie. Jean Dupuy mierzonym strzałem z okolic bulika swój strzał zamienił na gola. Kanadyjczyk powtórzył swój wyczyn trzy minuty później, kiedy “na raty” pokonał bramkarza rywali. To jednak nie był koniec popisu strzeleckiego tyskiej drużyny. Bowiem w 33. minucie Alex Szczechura zaskoczył Patrika Spěšný’ego, dzięki czemu jego drużyna prowadziła już 3:0. Sanoczanie jednak jeszcze wierzyli, że uda się im nadrobić tę stratę i w 42. minucie Eetu Elo zmniejszył dystans do rywali, jednak jego trafienie można nazwać co najwyżej honorowym. Marek Ziętara próbował wszystkiego. Wziął czas, wycofał bramkarza… wszystko na marne. Na domiar złego, Bartłomiej Jeziorski skierował krążek do pustej bramki na 46 sekund przed końcem meczu.

Ciarko STS Sanok – GKS Tychy 1:4 (0:0, 0:3, 1:1)
0:1 Jean Dupuy – Paul Szczechura, Peter Novajovský (26:46),
0:2 Jean Dupuy – Paul Szczechura (29:59),
0:3 Alexander Szczechura – Christian Mroczkowski (33:17),
1:3 Eetu Elo – Riku Sihvonen, Maciej Witan (41:44, 5/4),
1:4 Bartłomiej Jeziorski – Bartosz Ciura, Mateusz Gościński (59:14, do pustej bramki).

Ciarko STS Sanok: Spěšný – Olearczyk, Rąpała; Strzyżowski, Witan, Bukowski – Kamienieu, Piippo; Elo, Viikilä, Sihvonen – Demkowicz, Florczak; Skokan, Wilusz, Bielec – Glazer, Bar; Biały, Ginda, Dobosz.
Trener: Marek Ziętara

GKS Tychy: Murray – Ciura, Novajovský; Dupuy, P. Szczechura, Wronka – Seed, Biro; A. Szczechura, Cichy, Mroczkowski – Mesikämmen, Kotlorz; Gościński, Komorski, Jeziorski – Bizacki, Martin; Marzec, Rzeszutko, Galant.
Trener: Krzysztof Majkowski

Stan rywalizacji: 4:0 dla GKS-u Tychy. Awans GKS-u Tychy.

Oświęcimianie wykorzystali swoją szansę

Re-Plast Unia Oświęcim zwyciężyła w trzecim meczu ćwierćfinałowym z GKS-em Katowice 4:2. O wyniku zdecydowała druga tercja, w której oświęcimianie strzelili dwie bramki. Jutro kolejny mecz o godzinie 18:00.

Seria pomiędzy Re-Plast Unią Oświęcim, a GKS-em Katowice, jest chyba najciekawszą parą w tych ćwierćfinałach. Po dwóch ostatnich meczach obie drużyny mają po jednym zwycięstwie. W pierwszym starciu górą byli biało-niebiescy, którzy wygrali 8:0. Katowiczanie wzięli rewanż w drugim meczu, pokonując rywali 5:0. Dzisiejszy mecz miał być zupełnie inny i poniekąd był.

Obie drużyny od pierwszych minut grały iście ofensywnie. Widzieliśmy, że obie ekipy mają ambicję by otworzyć wynik spotkania. Można by rzec, że początkowo więcej z gry mieli gospodarze. To oni częściej zagrażali bramce rywali. W 5. minucie jednak Ryan Glenn popełnił fatalny w skutkach błąd. Stracił on krążek w tercji ataku na linii niebieskiej, a katowiczanie przystąpili do kontrataku. Bartosz Fraszko będąc już blisko bramki, zagrał wzdłuż bramki do Andrieja Stiepanowa, a Białorusin posłał gumę ponad leżącym Clarkiem Saundersem.

Pod koniec pierwszej odsłony zapanował chaos, a tempo spotkania z minuty na minutę spadało. Drużyna gości zagrała jeszcze w przewadze od 17. minuty, ale zaprezentowała się na tyle słabo, że ciekawych, groźnych sytuacji było “jak na lekarstwo”.

Zaczęło się dziać od drugiej tercji. Unia przystąpiła do jeszcze groźniejszych ataków. To przyniosło zamierzony efekt. Bowiem gospodarze wyrównali, za sprawą Eliezera Sherbatova. Sędziowie jednak nie mieli pewności, czy bramka Izraelczyka była strzelona prawidłowo, więc musieli się upewnić przy pomocy powtórki wideo, która jednak nie pozostawiła złudzeń. Mieliśmy więc 1:1.

To jednak wciąż było mało dla podopiecznych Kevina Constanine’a. Nienasyceni hokeiści gospodarzy pokusili się o kolejną bramkę. Bardzo blisko był Brett McKenzie, ale odległość około dwóch metrów do pustej bramki okazała się zbyt duża dla Kanadyjczyka, który przestrzelił w idealnej sytuacji. W 32. minucie Luka Kalan oddał strzał w kierunku katowickiej bramki, a Gilbert Brulé zasłonił widok bramkarzowi na tyle, że krążek wpadł do bramki. Oświęcimianie objęli prowadzenie i wszystko wskazywało na to, że wkrótce powiększą stan swojego konta bramkowego. Podopiecznym Andrieja Parfionowa wykazywali się brakiem dyscypliny i często łapali kary. Jednak gospodarze nie potrafili skorzystać z prezentów danych im przez rywali.

Od początku trzeciej odsłony tego meczu, katowiczanie wyraźnie podkręcili tempo. Jednak dali się zaskoczyć w 47. minucie. Wtedy Daniił Oriechin wykorzystał niefrasobliwość obrony rywali, pognał na bramkę, wymanewrował bramkarza i spokojnie wsadził krążek za linię bramkową. Dwubramkowym wynikiem oświęcimianie nie cieszyli się zbyt długo. Już 21 sekund później Bartosz Fraszko zapakował krążek w długi róg bramki Saundersa.

Wynik chwilę przed końcem ustalił Siemion Garszyn. Rosjanin wjechał przed bramkę i oddał strzał w krótki róg bramki. Trener Andriej Parfionow poprosił od razu o czas i ściągnął bramkarza. To jednak nie pomogło i mecz zakończył się rezultatem 4:2 dla Re-Plast Unii Oświęcim.

Re-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice 4:2 (0:1, 2:0, 2:1)
0:1 – Andriej Stiepanow – Bartosz Fraszko, Jyri Marttinen (04:23),
1:1 – Eliezer Sherbatov – Ryan Glenn, Patrik Luža (25:18),
2:1 – Gilbert Brulé – Klemen Pretnar, Brett McKenzie (31:18, 5/4),
3:1 – Daniił Oriechin – Teddy Da Costa (46:34),
3:2 – Bartosz Fraszko – Maciej Kruczek, Patryk Wajda (46:55),
4:2 – Siemion Garszyn – Teddy Da Costa, Daniłł Oriechin (57:52).

Re-Plast Unia: Saunders – Pretnar, Swindlehurst; Kalan, Kowalówka, Koblar – Glenn, Luža; Sherbatov, McKenzie, Brulé – Bezuška, Zat’ko; Garszyn, Da Costa, Oriechin – P. Noworyta, M. Noworyta; Trandin, Krzemień, Przygodzki
Trener: Kevin Constantine

GKS Katowice: Šimboch – Kruczek, Wajda; Fraszko, Pasiut, Stiepanow – Marttinen, Franssila; Kuronen, Rohtla, Kubalík – Andersons, Krawczyk; Michalski, Starzyński, Wanat – Mularczyk, Zieliński; Nahunko, Paszek, Adamus
Trener: Andriej Parfionow

Stan rywalizacji (do czterech zwycięstw): 2:1 dla Re-Plast Unii Oświęcim.
Następny mecz: w poniedziałek w Oświęcimiu o 18:00.

Jastrzębianie o krok od półfinału!

JKH GKS Jastrzębie zwyciężył w trzecim meczu z Tauron Podhalem Nowy Targ 4:3. Jednak o wyniku musiała przesądzić dogrywka. Choć od początku mecz oglądało się bardzo dobrze, to na pierwszą bramkę trzeba było czekać do 16. minuty. Wtedy Siemion Babincew po podaniu zza bramki nie dał szans Patrikowi Nechvátalowi. Nowotarżanie jednak nie dowieźli tego wyniku do końca tercji. W 19. minucie Maciej Urbanowicz dobił strzał Zacka Phillipsa, a minutę później Zackary Phillips dał swojej drużynie prowadzenie. W 27. minucie wydawało się, że jest już po meczu, gdyż Ēriks Ševčenko posłał krążek do odsłoniętej bramki. “Szarotki” jednak nie dały za wygraną. Emil Švec zmniejszył stratę do rywali, bowiem zmienił tor lotu krążka tuż przed nosem jastrzębskiego bramkarza. Gospodarze poszli o krok dalej i wyrównali wynik spotkania. Kasper Bryniczka wykorzystał świetne zagranie Roberta Mrugały. O wyniku musiała zadecydować dogrywka. Wobec kary Karela Kubáta, gospodarze grali o jednego mniej. To skrzętnie wykorzystali goście, a mianowicie Roman Rác, który pokonał bramkarza strzałem w długi róg bramki.

Tauron Podhale Nowy Targ – JKH GKS Jastrzębie 3:4 po dogrywce (1:2, 0:1, 2:0, d. 0:1)
1:0 – Siemion Babincew – Alaksandr Kułakou, Kasper Bryniczka (15:54),
1:1 – Maciej Urbanowicz – Martin Kasperlík (18:07, 5/4),
1:2 – Zackary Phillips – Marek Hovorka, Maciej Urbanowicz (19:28),
1:3 – Ēriks Ševčenko – Radosław Sawicki (26:03),
2:3 – Emil Švec – Alaksandr Kułakou, Timo Hiltunen (47:24, 5/4),
3:3 – Kasper Bryniczka – Robert Mrugała (50:34),
3:4 – Roman Rác (63:29).

Tauron Podhale: Brykun – Chaloupka, Kubát; Švec, Vachovec, Bepierszcz – Jaśkiewicz, Szurowski; Hiltunen, Neupauer, Pettersson – Sulka, Mrugała; Babincew, Bryniczka, Kułakou – Wsół, Wielkiewicz; Gajor, Słowakiewicz, Worwa
Trener: Andriej Gusow

JKH GKS: Nechvátal – Górny, Bryk; Sawicki, Rác, Kasperlik – Klimíček, Kostek; Phillips, Hovorka, Wróbel – Ševčenko, Horzelski; Paś, Wałęga, Sołtys – Matusik, Michałowski; Urbanowicz, Jarosz, R. Nalewajka
Trener: Robert Kalaber

Stan rywalizacji (do czterech zwycięstw): 3-0 dla JKH GKS-u Jastrzębie.
Następny mecz: w poniedziałek o 18:00 w Nowym Targu.

Torunianie z nożem na gardle. Cracovia wygrywa w dogrywce

Początek niedzielnego meczu był bliźniaczo podobny do sobotniego. To krakowianie mieli optyczną przewagę i częściej niepokoili bramkarza Energi. Jednak sytuacji sam na sam ze Svenssonem nie wykorzystał Richard Nejezchleb, a gdy krążek znalazł się w siatce po zagraniu Jeremy’ego Welsha, sędziowie odgwizdali spalonego w polu bramkowym.

W 11. minucie guma dość przypadkowo dotarła do Pawieła Nowożyłowa, a ten w akcji sam na sam z Pieriewozczikowem się nie pomylił i wyprowadził torunian na prowadzenie. Po chwili przyjezdni mieli szansę do podwyższenia wyniku, gdy grali w przewadze, ale to lepsze szanse wykreowali sobie hokeiści “Pasów”. Najpierw sam na sam ze Svenssonem znalazł się Damian Kapica, ale ten tylko ostemplował słupek, a chwilę później akcję 2 na 0 koncertowo złym podaniem do partnera zmarnował Nejezchleb.

Nowożyłow mógł znakomicie rozpocząć drugą odsłonę, ale gdy “Stalowe Pierniki” grały w przewadze, tylko obił słupek krakowskiej bramki. Później znów do głosu doszli miejscowi i raz po raz ostrzeliwali świątynię Szweda z KH Energi. Ten jednak w kapitalnym stylu odbił strzały Sebastiana Brynkusa i Štěpána Csamangó.

Torunianie również mieli swoje okazje, ale jak w transie bronił Pieriewozczikow, a raz w sukurs przyszła mu poprzeczka, gdy kontrę 3 na 1 finalizował Artiom Osipow, W międzyczasie urazu nabawili się Kamil Kalinowski oraz Adrian Jaworski.

W trzeciej tercji przez długi czas skutecznie bronili się przyjezdni, ale w 51. minucie szczęście uśmiechnęło się do “Pasów” i po sporym zamieszaniu krążek wylądował na łopatce kija Emila Oksanena, a Fin umiescił go w pustej bramce. Torunianie mogli jednak błyskawicznie odpowiedzieć, ale po raz kolejny Cracovię uratowała poprzeczka.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na nieuchronnie zbliżającą się dogrywkę. Nie zmieniła tego nawet przewaga, którą w ostatniej minucie rozgrywały “Pasy”. Do wyłonienia zwycięzcy niezbędna była dodatkowa tercja.

W niej co prawda krakowianie nie wykorzystali liczebnej przewagi, bo na taflę powrócił Jegor Rożkow, ale w tym samym momencie do siatki trafił Dmitrij Kostromitin. Rywalizacja wróci więc do Torunia, ale gospodarze tego meczu będą mieli nóż na gardle.

Comarch Cracovia – KH Energa Toruń 2:1 po dogrywce (0:1, 0:0, 0:1, d. 1:0)
0:1 – Pawieł Nowożyłow – Dmitrij Kozłow (10:09),
1:1 – Emil Oksanen – Taylor Doherty, Taavi Tiala (50:01),
2:1 – Dmitrij Kostromitin (61:14, 4/4).

Comarch Cracovia: Pieriewozczikow – Dudaš, Ignatowicz; Brynkus, Welsh, Csamangó – Kostromitin, Sołowiow; Oksanen, Němec, Tiala – Gutwald, Doherty; Murphy, Goodwin, Kapica – Gula, Šaur; Nejezchleb, Ježek, Franek.
Trener: Rudolf Roháček

KH Energa Toruń: Svensson – Kozłow, Orłow; Nowożyłow, Fieofanow, Sierguszkin – Szkodienko, Jaworski – Bondaruk, Czwanczikow, Szabanow – Smirnow, Kuzniecow; Elomaa, K. Kalinowski, Jaakola – Gusevas, Olszewski; Dołęga, Rożkow, Osipow.
Trener: Juryj Czuch

Stan rywalizacji (do czterech zwycięstw): 3:1 dla Comarch Cracovii.
Następny mecz: w środę w Toruniu o 18:30.

Ostatnie artykuły