GKS Katowice pokonuje Re-Plast Unię Oświęcim i wyrównuje stan rywalizacji

GKS Katowice pokonał Re-Plast Unię Oświęcim 2:0. Tym samym katowiczanie wyrównali stan rywalizacji do czterech zwycięstw. Spotkanie rozstrzygnęło się w trzeciej tercji kiedy drużyna gości zdobyła dwie bramki.

Wobec pandemii zabrakło kibiców na trybunach. Szkoda, bo fani stworzyliby niesamowitą otoczkę wokół tej rywalizacji. Brakuje gorącego dopingu, okrzyków i poniekąd emocji związanych z meczem. My, jako dziennikarze czujemy się jak na meczach sparingowych.

Czego jeszcze zabrakło? W pierwszej tercji przede wszystkim groźnych sytuacji. Od początku obie ekipy szachowały się, czekając na błąd przeciwnika. Ciężko się oglądało to spotkanie i nie pomogły nawet okresy gier w przewadze. Oświęcimianie dwa razy grali o jednego zawodnika więcej, a katowiczanie raz. Jednak podbramkowych akcji było tyle, że prawdopodobnie rozgrzewka przedmeczowa była bardziej emocjonująca. Z ciekawych sytuacji możemy wyróżnić dwie. W 15. minucie Grzegorz Pasiut wyjeżdżając zza bramki, oddał strzał z bekhendu. Po stronie gospodarzy Daniił Oriechin mógł otworzyć wynik spotkania, ale jego strzał z bliskiej odległości poszybował nad bramką.

Popis nieskuteczności trwał w najlepsze. Doskonałą okazję miał Mateusz Michalski, który po błędzie Ryana Glenna znalazł się w sytuacji sam na sam, ale nie zdołał wykończyć swojego najazdu, bowiem lepszy okazał się Clarke Saunders. Również i GieKSa miała swoje okazje. Choćby sytuacja Grzegorza Pasiuta, który miał przed sobą pustą bramkę, ale bramkarz Unii fenomenalnie interweniował.

Oświęcimianie wyglądali na coraz bardziej zmęczonych. Trener decydował się na coraz krótsze zmiany. Pod koniec drugiej odsłony gospodarze nie wyglądali najlepiej kondycyjnie. Wicemistrzowie Polski zostali w szatni w trzeciej tercji. Dlaczego? Bartoszowi Fraszce wystarczyły tylko 62 sekundy po wznowieniu ostatnich dwudziestu minut do tego, by przerwać impas strzelecki.  Napastnik GieKSy, znalazł się w sytuacji jeden na jeden z bramkarzem. Po szybkim najeździe ulokował gumę pomiędzy parkanami Saundersa.

Gospodarze próbowali narzucić swój styl gry, ale trzeba przyznać, że katowiczanie świetnie prezentowali się w defensywie. Unici mieli problem z samym wjazdem do tercji, nie mówiąc już o oddaniu strzału. Piętą achillesową drużyny gości było utrzymanie dyscypliny. Dominowały głupie, ale naprawdę głupie kary. Jednakże potrafili się z nich wybronić, a gospodarze w przewagach grali zbyt nonszalancko. Jesse Rohtla zaraz po wyjeździe z boksu kar dostał krążek i wyjechał sam na sam. Wydawało się, że już będzie 2:0, ale Clarke Saunders może zapisać na swoje konto świetną interwencję.

Rywalizacja była bardzo wyrównana do ostatnich minut. Jednak to goście mieli więcej z gry. Tworzyli więcej niebezpiecznych akcji, kiedy gospodarze mieli problem z wjechaniem do tercji, a kiedy już wjechali to nie potrafili się w niej utrzymać. Na około minutę przed końcem Kevin Constantine ściągnął bramkarza, a kilkanaście sekund później poprosił o czas. To nie przyniosło żadnego efektu. Ponadto, Andriej Stiepanow ulokował krążek w pustej bramce na 10 sekund przed końcową syreną. Tym samym GKS Katowice wyrównał stan rywalizacji.

Re-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice 0:2 (0:0, 0:0, 0:2)
0:1 – Bartosz Fraszko – Andriej Stiepanow, Grzegorz Pasiut (41:02),
0:2 – Andriej Stiepanow – Maciej Kruczek, Grzegorz Pasiut (59:50, do pustej bramki)

Re-Plast Unia: Saunders – Glenn, Luža; Sherbatov, McKenzie, Brulé – Swindlehurst, Pretnar; S. Kowalówka, Kalan, Koblar – Bezuška, Zat’ko; Garszyn, Da Costa, Oriechin – P. Noworyta, M. Noworyta; Trandin, Krzemień, Przygodzki.
Trener: Kevin Constantine

GKS Katowice: Šimboch – Marttinen, Franssila; Kuronen, Rohla, Michalski – Kruczek, Wajda; Fraszko, Pasiut, Stiepanow  – Lamin, Krawczyk; Wanat, Starzyński, Nahunko – Zieliński, Andersons;, Paszek, Adamus, Mularczyk.
Trener: Andriej Parfionow.

Stan rywalizacji (do czterech zwycięstw): 2:2
Następny mecz: w poniedziałek o 18:00 w Oświęcimiu.