Znajdziesz nas też tutaj:

Relacje

Mistrz lepszy od lidera! GieKSa goniła, lecz nie dogoniła [WIDEO]

JKH GKS Jastrzębie pokonał dziś przed własną publicznością GKS Katowice 5:3. Gospodarze objęli już czterobramkowe prowadzenie, lecz GieKSa walczyła o korzystny wynik do samego końca.

Dziś nadszedł czas na ostatni w tym sezonie zasadniczym pojedynek mistrzów Polski z katowickim liderem tabeli. W poprzedniej kolejce jastrzębianie przerwali swą dobrą passę, ulegając na wyjeździe 1:2 Re-Plast Unii Oświęcim. Mało bramek przyniosło nam również minione starcie GKS-u Katowice z GKS-em Tychy. Górą okazała się być jednak katowicka GieKSa, której do zwycięstwa wystarczyły dwa trafienia.

Otwarcie wyniku nadeszło, kiedy tak na dobrą sprawę nie wszyscy kibice zdołali jeszcze porządnie zagrzać swe siedziska. Pierwsza formacja gospodarzy ruszyła śmiało do ataku już od pierwszego wznowienia, co przyniosło wymierny efekt. W podbramkowym zamieszaniu krążek odnalazł Artūrsa Ševčenkę, a ten nie miał problemów, by pokonać źle ustawionego Johna Murraya.

Nieco ponad pięć minut później kolejny cios wyprowadził jego starszy brat Ēriks, choć i Artūrs maczał palce przy tej akcji. Skupił on bowiem na sobie uwagę obrońców, a następnie wycofał krążek do najeżdżającego defensora. Ten huknął z pierwszego krążka, nie pozostawiając Murrayowi szans na skuteczną interwencję.

Należy przyznać, iż katowiczanie nie mieli w pierwszej odsłonie zbyt wiele z gry. Stan ten nie uległ znacznej zmianie po powrocie na lód. To gospodarze wciąż byli stroną dominującą. W 27. minucie przed wyborną okazją w pojedynku jeden na jednego z bramkarzem stanął Martin Kasperlík. Dynamiczny skrzydłowy przedobrzył jednak ze zwodami, a golkiper przyjezdnych pewnie go powstrzymał.

To, co nie udało się Kasperlíkowi, już chwilę później sprawił Jauhienij Kamienieu. Reprezentacyjny obrońca otrzymał krążek przed linią niebieską i zdecydował się na uderzenie na bramkę Murraya. Krążek zatrzepotał w siatce, a trener Płachta zarządził zmianę bramkarza, posyłając w bój Macieja Miarkę.

Udało mu się tym samym dodać impulsu swym podopiecznym, gdyż dokładnie pół minuty później strzeleckie konto GieKSy otworzył Marcin Kolusz. Strącił on strzał Mateusza Rompkowskiego, czym skutecznie zmylił Patrika Nechvátala.

Hokeiści ze stolicy województwa śląskiego nie poszli jednak za ciosem. Mistrzowie Polski popisali się kolejną składną akcją, a Miarka został zmuszony do kapitulacji przez Frenksa Razgalsa, który posłał krążek do siatki po otwierającym podaniu Romana Raca.

Jastrzębianie strzelali, a katowiczanie marnowali swe okazje. Koncertowo zaprzepaścili oni chociażby trójkową akcję, a skutecznością nie popisał się również Jakub Wanecki, który po opuszczeniu ławki kar znalazł się oko w oko z Nechvátalem. Nie zdołał umieścić jednak krążka między jego parkanami, a następnie pomylił się przy próbie dobitki.

Kiedy w trzeciej tercji Dominik Paś otrzymał świetne podanie od Gleba Bondaruka, a następnie pokonał w indywidualnym pojedynku Macieja Miarkę wydawało się, że to już koniec emocji na dziś. GieKSa zdołała wykrzesać z siebie jednak dodatkowe pokłady ambicji. Sygnał do ataku rzucił Matias Lehtonen, który uderzył w przewidywalny, lecz skuteczny sposób.

Niedługo później katowiczanie zbliżyli się do gospodarzy na odległość dwóch trafień. Kolejną bramkę w krótkim czasie dołożył bowiem Aleksandr Jakimienko. Pozwoliło to wypracować jego ekipie przewagę psychologiczną i po raz pierwszy tego wieczoru to właśnie ona miała do przedłożenia więcej argumentów, spychając rywali do głębokiej defensywy.

W osiągnięciu korzystnego rezultatu przyjezdnym miał pomóc szósty zawodnik z pola. Dominik Paś ruszył z kontrą i w niewytłumaczalny sposób nie wpisał się na listę strzelców. Holował bowiem zbyt długo krążek i został powstrzymany w ostatniej chwili. Jego błąd nie wpłynął jednak na ostateczne rozstrzygnięcie, toteż jastrzębianin prześpi dzisiejszą noc bez koszmarów.

JKH GKS Jastrzębie – GKS Katowice 5:3 (2:0, 2:1, 1:2)
1:0 – Artūrs Ševčenko (0:38),
2:0 – Ēriks Ševčenko – Artūrs Ševčenko (5:45),
3:0 – Jauhienij Kamienieu – Vitālijs Pavlovs, Frenks Razgals (26:56),
3:1 – Marcin Kolusz – Mateusz Rompkowski (27:26),
4:1 – Frenks Razgals – Rac, Pavlovs (28:45),
5:1 – Dominik Paś – Gleb Bondaruk (44:40),
5:2 – Matias Lehtonen – Mateusz Rompkowski, Marcin Kolusz (46:51),
5:3 – Aleksandr Jakimienko – Mateusz Rompkowski, Patryk Wronka (47:27).

JKH GKS: Nechvátal – Górny, Bryk; Kasperlík, Rác, Kalns – Ē. Ševčenko, Kamienieu; A. Ševčenko, Pavlovs, Razgals – Kostek, Bahalejsza; Urbanowicz, Paś, Bondaruk – Gimiński, Horzelski; R. Nalewajka, Jarosz, Pelaczyk.
Trener: Róbert Kaláber.

GKS Katowice: Murray (od 26:57 Miarka) – Rompkowski, Valtola; Fraszko, Lehtonen, Wronka – Kruczek, Wajda; Eriksson, Michalski, Mularczyk – Hudson, Wanacki; Krężołek, Monto, Kolusz – Musioł, Jakimienko; Bepierszcz, Smal, Prokurat.
Trener: Ireneusz Jarosz.


betclic

Ostatnie artykuły