Znajdziesz nas też tutaj:

PHL

Podsumowanie 12. kolejki. Hit zawiódł!

Za nami 12. kolejka Polskiej Hokej Ligi. W jej ramach odbyły się trzy mecze, a najciekawiej było w Sosnowcu, gdzie Zagłębie przez długi czas stawiało opór Podhalu. Zawiódł za to hit w Jastrzębiu.

HIT… ZAWIÓDŁ

Po ostatnim meczu pomiędzy JKH GKS-em Jastrzębie a GKS Tychy zakończony wynikiem 7:3, wydawało się, że i dziś padnie sporo bramek. Niestety dzisiejsze spotkanie był bardzo nudne, a jego poziom rozczarowujący. Sytuacji było sporo, po obu stronach. W 11. minucie Christian Mroczkowski pozostawiony bez opieki, wjechał przed bramkę i wymanewrował golkipera gospodarzy, umieszczając krążek pomiędzy jego parkanami. Wydawało się, że kolejne gole są tylko kwestią czasu. Nic bardziej mylnego, bo kolejne minuty można nazwać festiwalem zmarnowanych sytuacji. Świetną okazję miał w 43. minucie zespół gospodarzy. Najpierw Dominik Paś po strzale z klepy odbił poprzeczkę, a krążek spadł pod kij Romana Ráca, który miał przed sobą tylko bramkę. Jak tego nie strzelił? Na to pytanie prawdopodobnie sam zainteresowany nie zna odpowiedzi. Podsumowując cały mecz można stwierdzić, że gdyby nie John Murray, to tyszanie mieliby dziś nie lada kłopot, żeby wywieźć punkty z ulicy Leśnej. Bramkarz reprezentacji Polski rozegrał dziś świetne zawody (chyba najlepszy mecz w tym sezonie). Można śmiało go nazwać bohaterem tego spotkania. W trakcie meczu Patryk Wronka doznał urazu barku. Jak udało się nam dowiedzieć napastnika reprezentacji Polski czeka NAJPRAWDOPODOBNIEJ kilkutygodniowa przerwa od treningów. Ze wstępnych badań “Wronczes” nabawił się zwichnięcia barku drugiego stopnia. Diagnoza ma zostać potwierdzona badaniami, które czekają zawodnika w najbliższych dniach. Strata tego zawodnika, może mieć spore znaczenie w meczu o Superpuchar Polski, które już we wtorek.

JKH GKS Jastrzębie – GKS Tychy 0:1 (0:1, 0:0, 0:0)
0:1 – Christian Mroczkowski – Bartłomiej Pociecha, Michael Cichy (11:12).

MVP: John Murray.

BEPIERSZCZ SHOW I FESTIWAL KAR

Podhale do Sosnowca przyjechało bez trenera Andrieja Gusowa oraz Przemysława Odrobnego. Swoją trzecią okazję do gry dostał zatem Paweł Bizub. Młody golkiper “Szarotek” na początku meczu nie miał zbyt wielu okazji do interwencji. Znacznie bardziej musiał się wykazywać jego vis-a-vis Michał Czernik. Ten jednak w pierwszej odsłonie nie dał się pokonać ani razu, a jedyną bramkę w tej części gry zdobył Tomasz Kozłowski i to Zagłębie sensacyjnie prowadziło. Sosnowiczanami wstrząsneły jednak 44 sekundy w drugiej tercji, gdy to najpierw podwójną, a następnie pojedynczą przewagę wykorzystali “Górale”. Czernika pokonali wtedy Bepierszcz i Pettersson. Dwie minuty później był już jednak remis, bo Bizuba z wielką dozą szczęścia pokonał Rusłan Baszyrow. Przewagę na tafli mieli przyjezdni, ale nie potrafili postawić kropki nad “i” i o wszystkim miała rozstrzygnąć trzecia tercja. W niej potwierdziło się, że Zagłębie gra w tych częściach gry fatalnie. Już w 42. minucie po raz drugi do siatki trafił Bepierszcz. Następnie byliśmy świadkami prawdziwego festiwalu kar, który zaserwował nam arbiter Kryś. To wykorzystali sosnowiczanie, którzy grając 4 na 3 pokonali Bizuba i do remisu doprowadził kapitan Zagłębia – Dominik Nahunko. Miejscowi nie potrafili mieli jeszcze okazję do gry choćby w podwójnej przewadze, ale nie zdołali objąć prowadzenia. Niewykorzystane sytuacje się zemściły i w 49. minucie Kacper Guzik zaskoczył Czernika. Goście nie ułatwiali sobie zadania i co chwilę lądowali na ławce kar. Na ich szczęście Zagłębie fatalnie sobie radziło grając w przewadze. Zapowiadało się na wielkie emocje w ostatnich sekundach, Michał Czernik był już w drodze do swojego boksu, ale w sytuacji sam na sam znalazł się Mateusz Bepierszcz. “Becyc” przypieczętował zwycięstwo Podhala i skompletował hat tricka. Tym samym bardzo cenne trzy punkty pojechały do Nowego Targu.

Zagłębie Sosnowiec – KH Tauron Podhale Nowy Targ 3:5 (1:0, 1:2, 1:3)
1:0 – Tomasz Kozłowski – Łukasz Rutkowski (14:57)
1:1 – Mateusz Bepierszcz – Petr Chaloupka, Michal Vachovec (28:26, 5/3)
1:2 – Alexander Petersson – Bartłomiej Neupauer, Alan Łyszczarczyk (29:10, 5/4)
2:2 – Rusłan Baszyrow – Armen Khoperia (31:30)
2:3 – Mateusz Bepierszcz – Michal Vachovec, Emil Švec (41:06)
3:3 – Dominik Nahunko – Michał Naróg, Jewgienij Nikiforow (41:52, 4/3)
3:4 – Kacper Guzik – Adrian Gajor (48:36)
3:5 – Mateusz Bepierszcz – Emil Švec, Michal Vachovec (59:00)

MVP: Mateusz Bepierszcz.

TWARDE WARUNKI SANOCZAN
Sanoczanie powracali na Podkarpacie uskrzydleni dosyć niespodziewanym zwycięstwem nad Comarch Cracovią, gdzie czekało ich starcie z wicemistrzem Polski. Spotkania STS-u przyzwyczaiły nas już do niezbyt wyrównanego tempa oraz rwanej gry przeplatanej uwolnieniami, lecz o dziwo, sanoccy hokeiści szukali swych szans już od pierwszej minuty. Już w 5. minucie wynik meczu otworzył Konrad Filipek. Co ciekawe, po tym trafieniu z powodu problemów ze sprzętem w oświęcimskiej bramce Sebastian Lipiński zastąpił Clarke’a Saundersa. Goście nie kazali jednak długo czekać na wyrównanie, bowiem Jere Helenius niecałej minuty, by odpowiedzieć na mocny akcent Sanoka. Obydwie strony dążył usilnie do objęcia prowadzenia, lecz sztuka ta udała się oświęcimianom dopiero w połowie regulaminowego czasu gry, za sprawę Eliezera Sherbatova, a chwilę później wynik podwyższył Gregor Koblar. Wydawałoby się, że w tym momencie trzy punkty “Biało-Niebieskich” są formalnością, lecz kontaktowa bramka Wilusza była zapowiedzią wielkich emocji. Kolejny cios zadał Łukasz Krzemień, lecz w końcówce spotkania Marek Strzyżowski dopełnił formalności w przewadze 5 na 3, wlewając w serca sanoczan nadzieję na kolejne sensacyjne rozstrzygnięcie meczu. Cudu jednak nie było, a STS-owi nie pomogła nawet obecność szóstego zawodnika. Ostatecznie trzy punkty powędrowały do Oświęcimia; przebieg tego spotkania był jednak zgoła odmienny od przedmeczowych predykcji.

STS Sanok – Re-Plast Unia Oświęcim 3:4 (1:1, 1:2, 1:1)
1:0 – Konrad Filipek – Riku Sihvonen, Emeli Piippo (4:38),
1:1 – Jere Helenius – Patryk Noworyta, Daniłł Oriechin (5:23),
1:2 – Eliezer Sherbatov – Martin Przygodzki, Aleksiej Trandin (31:21),
1:3 – Gregor Koblar – Luka Kalan (33:22),
2:3 – Mateusz Wilusz – Marcin Biały, Karol Biłas (39:08, 5/4),
2:4 – Łukasz Krzemień – Klemen Pretnar, Luka Kalan (47:05, 5/4),
3:4 – Marek Strzyżowski – Riku Sihvonen, Eemeli Piippo (56:00, 5/3).

MVP: Sebastian Lipiński.

 

Ostatnie artykuły