Znajdziesz nas też tutaj:

PHL

Podsumowanie 24. kolejki. Lider zatrzymany. Wielki powrót tyszan. Derby dla “Szarotek” (WIDEO)

Ligowy rok 2020 się zakończył. Na następne mecze musimy poczekać do stycznia. Co prawda czekają nas jeszcze półfinałowe zmagania w ramach Pucharu Polski, ale to nie to samo. Dziś padły naprawdę nieoczekiwane i zaskakujące wyniki. Najciekawiej było w Krakowie i Jastrzębiu. Przewaga jastrzębian stopniała do zaledwie dwóch punktów nad GKS-em Tychy

HIT ZAWIÓDŁ. EMOCJE OD TRZECIEJ TERCJI

O pierwszej i drugiej tercji nie napiszemy nic, bo nic się nie działo. Były co prawda sytuacje, ale dziś świetnie w bramce radzili sobie Igor Brykun i Clarke Saunders. Na miano “tego lepszego” zasługuje ten pierwszy, bo w niektórych sytuacjach bronił naprawdę świetnie. Zaczęło się dziać od trzeciej tercji. Worek z bramkami w 42. minucie rozwiązał Eliezer Sherbatov, który dobrze się ustawił po tym jak odbity krążek trafił na jego kij. Radość gospodarzy nie trwała długo. Sześć minut później Alan Łyszczarczyk znalazł sposób na bramkarza biało-niebieskich, wyrównując stan rywalizacji. W 51. minucie Timo Hiltunen umieścił krążek pod samą poprzeczką, po świetnym podaniu Alexa Petterssona. Wydawało się, że goście “dowiozą” ten wynik do końcowej syreny, ale na przeszkodzie stanął im Ryan Glenn. Kanadyjczyk wyrównał wynik meczu strzałem w długi róg, tuż nad parkanem Białorusina, czym zapewnił punkt swojej drużynie. O końcowym rezultacie musiała przesądzić dogrywka. W 63. minucie Emil Švec strzałem z nadgarstka tuż nad lodem pokonał Clarke’a Saundersa. Goście wpadli w euforię. Derby Małopolski tym razem padły łupem nowotarżan.

Re-Plast Unia Oświęcim – Tauron Podhale Nowy Targ 2:3 d. (0:0, 0:0, 2:2, d. 0:1)
1:0 – Eliezer Sherbatov – Martin Przygodzki, Ryan Glenn (41:20, 5/4),
1:1 – Alan Łyszczarczyk – Patryk Wsół, Michal Vachovec (47:15),
1:2 – Timo Hiltunen – Alexander Pettersson, Fabian Kapica (50:39),
2:2 – Ryan Glenn – Teddy Da Costa (57:27),
2:3 – Emil Švec – Alexander Pettersson (62:56).

Re-Plast Unia: Saunders – Luža, Glenn; Sherbatov, Da Costa, Oriechin – Zaťko, Bezuška; S. Kowalówka, Kalan, Koblar – M. Noworyta, P. Noworyta; Malicki, Trandin, Przygodzki – Kusak, Krzemień, Prusak.
Trener: Kevin Constantine.

Tauron Podhale: Brykun – Chaloupka, P. Wsół; Švec, Vachovec, Bepierszcz – Mrugała, Gajor; Pettersson, Neupauer, Hiltunen – Sulka, Kamieniecki; Worwa, Słowakiewicz, Bochnak – B. Wsół oraz F. Kapica, Bryniczka, Łyszczarczyk.
Trener: Andriej Gusow.

MVP: Alex Pettersson.

ENERGA ZNÓW NA ZERO Z TYŁU. FATALNE PRZEWAGI

Już od początku piątkowego spotkania pełne ręce roboty miał Michał Kieler. Świetną okazję do otwarcia wyniku miał Jegor Rożkow, ale jego strzał z najbliższej odległości parkanem odbił gdański bramkarz. Później gospodarze mogli objąć prowadzenie, ale sytuacji sam na sam z Mateuszem Studzińskim nie wykorzystał Jakub Stasiewicz. Niewykorzystana sytuacja się zemściła i Kieler musiał skapitulować po dwójkowej akcji Kamila Kalinowskiego z Konstą Jaakolą, którą sfinalizował ten drugi. Torunianie nieustannie cisnęli i nie dawali miejscowym czasu na wyprowadzenie krążka z własnej tercji, a ci rozpaczliwie wybijali krążek na uwolnienie. Wysoki forechecking zmusił gospodarzy do błędów, a jeden z nich bezlitośnie wykorzystał Artiom Osipow. Drugą odsłonę od kolejnego ciosu rozpoczęli goście, a Kielera pokonał Jegor Rożkow, który jeszcze rok temu występował w Gdańsku. Torunianie mieli mnóstwo okazji do strzelenia kolejnych bramek, ale zbyt koronkowo rozgrywali swoje akcje i chcieli wjechać z krążkiem do pustej siatki. Dopięli jednak oni swego i czwarty raz “guma” zatrzepotała w bramce za sprawą Gleba Bondaruka. Niecałą minutę później krążek do bramki wpakował Jegor Fieofanow. Miejscowi mogli odpowiedzieć, ale świetnie pomiędzy słupkami spisywał się Mateusz Studziński. Szóstą i jak się okazało ostatnią bramkę na początku trzeciej tercji zdobył niezawodny Artiom Osipow. Rosjanin miał jeszcze szansę na hat tricka, ale nieczysto trafił w krążek po zagraniu Dienisa Sierguszkina. Ostatnie kilka minut to festiwal kar, którego głównym aktorem był sędzia Michał Baca. Biało-niebieskich nie było stać na ani jedno trafienie i drugi raz w tym sezonie derby Pomorza zakończyły się czystym kontem dla “Stalowych Pierników”. Trener Juryj Czuch nie ma jednak powodów do zadowolenia. Jego podopieczni fatalnie zaprezentowali się podczas gry w przewadze, bo wykorzystali zaledwie 1 z 11 takich okresów gry. Torunianie muszą popracować nad tym elementem jeśli chcą wygrać z JKH GKS-em Jastrzębie w meczu półfinałowym, który odbędzie się 27 grudnia.

GKH Stoczniowiec Gdańsk – KH Energa Toruń 0:6 (0:2, 0:3, 0:1)
0:1 – Konsta Jaakola – Kamil Kalinowski, Jarosław Dołęga (06:22)
0:2 – Artiom Osipow (16:59)
0:3 – Jegor Rożkow – Ville Saloranta, Dmitrij Kozłow (22:35)
0:4 – Gleb Bondaruk – Michaił Szabanow, Andriej Czwanczikow (30:43)
0:5 – Jegor Fieofanow – Dienis Sierguszkin, Bartosz Skólmowski (31:41)
0:6 – Artiom Osipow – Dienis Sierguszkin, Dmitrij Kozłow (41:38)

Stoczniowiec: Kieler – Mat. Rompkowski, Wala; Vitek, Mocarski, Zając – Lehmann, Leśniak; Stasiewicz, Pesta, Sadowski – Maciejewski, Mac. Rompkowski; Mac. Rybak, Drozd-Niekurzak, Mi. Rybak – Liśkiewicz, Drąg – Wołoszyk, Strużyk, Bandarenka.
Trener: Krzysztof Lehmann.

KH Energa: Studziński – Skólmowski, Szkodienko; Osipow, Fieofanow, Sierguszkin – Jaworski, Gusevas; Dołęga, K. Kalinowski, Jaakola – Smirnow, Kuzniecow; Bondaruk, Czwanczikow, Szabanow – Podsiadło, Kozłow; Saloranta, Rożkow, M. Kalinowski.
Trener: Juryj Czuch.

MVP: Artiom Osipow

Z PIEKŁA DO NIEBA. LEWARTOWSKI BOHATEREM

Mecz pomiędzy Comarch Cracovią, a GKS-em Tychy z pewnością nie zawiódł. Sprawdziły się nasze przedmeczowe analizy, mówiące o tym, że w starciach pomiędzy tymi drużynami zazwyczaj sporo się dzieje. Tak było i tym razem. Na początku meczu dość szybko na prowadzenie wyszli gospodarze. Stało się to w 2. minucie meczu kiedy Konsta Mesikämmen zagrał… w zasadzie do nikogo. Bezpański krążek przejął Mateusz Bezwiński, który natychmiastowo dograł do Tomáša Franka, a ten strzałem w okienko pokonał Johna Murraya. Szybko padła druga bramk dla Comarch Cracovii. Bowiem jeszcze w pierwszej tercji, w 14. minucie w ogromnym zamieszaniu Damian Kapica wpakował “gumę” do pustej bramki. Minutę później mieliśmy już 3:0. Jakub Šaur pokonał tyskiego golkipera strzałem w krótki róg… z linii niebieskiej. Bramka ta obciąża konto bramkarza reprezentacji Polski. Po tej sytuacji trener Krzysztof Majkowski zdecydował się postawić na Kamila Lewartowskiego. Była to świetna decyzja. Jeszcze przed końcem pierwszej odsłony “Pasy” grały o dwóch zawodników mniej. To na ich nieszczęście skończyło się bramką. Bartłomiej Pociecha miał dużo miejsca, dzięki czemu umieścił krążek w samym okienku krakowskiej bramki. Druga odsłona to istna pogoń za wynikiem. Na początku drugiej tercji, Olaf Bizacki zmniejszył dystans do rywala, po ładnym strzale z nadgarstka. Natomiast w 29. minucie wyrównał Mateusz Gościński po świetnej asyście Konsty Mesikämmena, który tym samym zrehabilitował się za pierwszą straconą bramkę. Sytuacja skomplikowała się na chwilę przed przerwą. W 38. minucie Štěpán Csamangó, zasłonił “Lewara” i zmienił trajektorię lotu krążka, po strzale Jakuba Šaura i znów dał swojej drużynie prowadzenie. Tyszanie jednak walczyli, by wyrównać. To im się udało. Robert Kowalówka nie zdołał złapać strzału, a guma potoczyła się za jego plecy. Tuż przed linią do bramki wepchnął ją Christian Mroczkowski. O wyniku musiała zdecydować dogrywka. W niej gospodarze musieli przez dwie minuty bronić się w trzech na czterech rywali, którzy jednak nie zdołali pokonać Roberta Kowalówki. Świetną okazję na kilka sekund do końca miał Radosław Galant. Krążek po jego uderzeniu zatańczył na linii i obrońcy wyjaśnili tą sytuację. Tak więc doszło do rzutów karnych. A w nich lepiej zaczęli gospodarze. Po trzech kolejkach było już 2:0 za sprawą Erika Němeca. Wtedy do głosu doszli tyszanie i wyrównali na 2:2, po trafieniach Patryka Wronki i Jeana Dupuya. Ostatnie słowo należało do Filipa Komorskiego, jednak trzeba wyróżnić Kamila Lewartowskiego, który był dziś pewnym punktem drużyny i to w głównej mierze dzięki niemu tyszanie mogą się cieszyć z dwóch zdobytych punktów.

– Po pierwszej tercji wróciliśmy z dalekiej podróży. Przy 0:3 po piętnastu minutach wierzyliśmy, że mamy jeszcze dużo czasu by ten wynik odrobić. Jednak trzeba przyznać, że graliśmy tą pierwszą tercję słabo. Wynik 1:3, w pełni oddawał obraz tego meczu. Kończyliśmy ten mecz na trzy ataki od czasu trzeciej bramki. Chwała chłopakom za to, że z wyniku 0:3, udało im się wyciągnąć doprowadzić do remisu. Potem mieliśmy moment kryzysu, co gospodarze skrzętnie wykorzystali. Myślę, że trzecia tercja przebiegła na naszą korzyść. Szkoda, że w dogrywce nie udało się zdobyć bramki, choć było ku temu bardzo blisko. Najważniejsze jednak, że wygraliśmy, dwa punkty są nasze. W korespondencyjnym pojedynku z JKH GKS-em Jastrzębie odrobiliśmy do nich dwa punkty, na nikogo nie musimy już liczyć, a tylko na siebie w ewentualnej walce o fotel lidera. Brawa za dzisiejszy mecz należą się Kamilowi Lewartowskiemu – powiedział nam Krzysztof Majkowski, trener GKS-u Tychy.

Comarch Cracovia – GKS Tychy 4:5 k. (3:1, 1:2, 0:1, 0:0 d., 2:3 k.)
1:0 – Tomáš Franek – Mateusz Bezwiński (1:55),
2:0 – Damian Kapica – Taavi Tiala (13:19),
3:0 – Jakub Šaur – Jiří Gula, Taavi Tiala (14:54, 5/4),
3:1 – Bartłomiej Pociecha – Jean Dupuy, Radosław Galant (17:36, 5/3),
3:2 – Olaf Bizacki (24:49),
3:3 – Mateusz Gościński – Konsta Mesikämmen, Filip Komorski (28:41),
4:3 – Štěpán Csamangó – Joseph Widmar, Jiří Gula (37:50),
4:4 – Christian Mroczkowski – Olaf Bizacki (45:39),
4:5 – Filip Komorski (65:00, decydujący rzut karny).

Comarch Cracovia: Kowalówka – Gula, Šaur; Tiala, Němec, Kapica – Musioł, Gutwald; Ferrara, Ježek, Nejezchleb – Doherty, Dudáš; Brynkus, Widmar, Csamangó – Kamiński, Gosztyła; Drzewiecki, Bezwiński, Franek.
Trener: Rudolf Roháček.

GKS Tychy: Murray (od 14:55 Lewartowski) – Kotlorz, Pociecha; Jeziorski, Komorski, Gościński – Mesikämmen, Seed; Dupuy, Ubowski, Marzec – Havlík, Ciura; Witecki, Wronka, Mroczkowski – Kogut, Bizacki; Gruźla, Galant, Krzyżek.
Trener: Krzysztof Majkowski.

MVP: Kamil Lewartowski.

GIEKSA ZATRZYMAŁA LICZNIK

Jastrzębianie zagrali zdecydowanie najgorszy mecz od wielu tygodni. Ciężko jest jednak mówić o skrajnie fatalnej postawie. Byłoby to bowiem deprecjonowanie świetnej gry obronnej katowiczan i postawy Juraj Šimboch między słupkami bramki. Pierwsze 40 minut meczu nie przyniosło żadnego trafienia, co było wypadkową niezłej pracy bramkarzy, ale też nieskuteczności napastników. W tym ostatnim aspekcie szczególnie niechlubnie wykazał się Mikael Kuronen. Po zawodniku, który w zeszłym sezonie występował regularnie w fińskiej Liidze, powinno wymagać się o wiele więcej opanowania pod bramką. Wynik meczu dopiero w trzeciej tercji otworzył Mateusz Zieliński, zaskakując zasłoniętego Nechvátala kąśliwym uderzeniem z dystansu. Katowiczanie popełnili chwilę później podwójny błąd, który kosztował ich dwuminutowe wykluczenia Jessego Rohtli oraz Patryka Wajdy. Gospodarze nie zmarnowali tej sytuacji, a Marek Hovorka umieścił krążek w praktycznie pustej bramce, obok kompletnie bezradnego bramkarza. Tempo meczu z każdą kolejną minutą zwiastowało coraz większe emocje, aż do momentu, kiedy niefrasobliwość jastrzębskiej defensywy wykorzystał Kuronen, dogrywając bezbłędnie krążek Rohtli, któremu nie pozostało nic innego, jak tylko uderzyć bez zbędnego zastanowienia. Mimo usilnych starań obydwu stron, wynik nie uległ już zmianie. Dzisiejsze starcie lidera z podopiecznymi Andrieja Parfionowa był najlepszym dowodem, że wielkie emocje mogą towarzyszyć nie tylko spotkaniom okraszonym sporą liczbą bramek.

JKH GKS Jastrzębie – GKS Katowice 1:2 (0:0, 0:0, 1:2)
0:1 – Mateusz Zieliński – Patryk Krężołek (44:00),
1:1 – Marek Hovorka – Māris Jass, Roman Rác (45:20, 5/3),
1:2 – Jesse Rohtla – Bartosz Fraszko, Mikael Kuronen (55:08).

JKH GKS: Nechvátal – Bryk, Górny; Sawicki, Rác, Kasperlík – Klimíček, Ševčenko; Wróbel, Hovorka, Phillips – Jass, Horzelski; Paś, Wałęga, Sołtys – Michałowski, Kostek; Pelaczyk, Jarosz, Ł. Nalewajka.
Trener: Róbert Kaláber.

GKS Katowice: Šimboch – Kruczek, Wajda; Krężołek, Pasiut, Wanat – Andersons, Zieliński; Mularczyk, Starzyński, Wanat, Michalski – Franssila, Krawczyk; Fraszko, Rohtla, Kuronen – Schmidt oraz Skrodziuk, Paszek, Adamus.
Trener: Andriej Parfionow.

MVP: Jesse Rohtla.

FINOWIE DALI ZWYCIĘSTWO

Oczekiwania wobec hokeistów Zagłębia Sosnowiec były wysokie jak nigdy dotąd, natomiast skończyło się jak zawsze. A nawet nieco gorzej, bo nikt nie spodziewał się przecież lania sprawionego przez beniaminka z Sanoka. W ostatnich kilkunastu dniach drużyna Zagłębia została wzmocniona takimi hokeistami jak Imants Ļeščovs, Aleksandr Rodionow, Aleksandr Wasiljew czy Iwan Rybczik. W połączeniu z Jewgienijem Nikiforowem oraz Rusłanem Baszyrowem, a więc zawodnikami zdecydowanie wybijającymi się ponad poziom przedostatniej drużyny w tabeli, mieli oni dać nadzieję na włączenie się do walki o play-offy. Dzisiejszy mecz był jednak najlepszą lustracją krajobrazu nędzy i rozpaczy, jaka maluje się przy Zamkowej. Po raz kolejny sprawdziło się, iż od “łapanki” bardziej wartościowe jest długofalowe i konsekwentne budowanie kadry. Szalę zwycięstwa na korzyść sanoczan przechylili Finowie, którzy mieli udział przy czterech bramkach. Po pierwszej tercji było już praktycznie po zawodach. Trafienia wyprowadzone przez Eetu Elo, Mateusza Wilusza i Macieja Witana skutecznie ustaliły dalsze losy. Pierwsze trafienie sosnowiczan padło natomiast łupem Baszyrowa, lecz w końcówce drugiej odsłony trzybramkową zaliczkę przywrócił Jesperi Viikilä. Trzecie tercja również przebiegała pod dyktando gospodarzy, którzy potwierdzili swą wyższość po drugiej bramkce Viikili oraz Elo. Na otarcie łez, Rusłan Baszyrow zapisał na swym koncie drugie trafienie. Dzisiejszy mecz stanie się na pewno symbolem głębokich zmian, do jakich będzie musiało dojśc w szatni Zagłębia, by postarać wyprowadzić się klub na prostą. Wizja trenera Klicha ewidentnie się nie sprawdza. Początkowe plany ogrywania młodzieży szybko zostały zweryfikowane po ściągnięciu zastępu obcokrajowców, którzy osiągają jeszcze gorsze wyniki. Problem sosnowiczan tkwi przede wszystkim w ich braku dyscypliny oraz jakiejkolwiek organizacji taktycznej.

Ciarko STS Sanok – Zagłębie Sosnowiec 6:2 (3:0, 1:1, 2:1)
1:0 Eetu Elo – Riku Sihvonen, Karol Biłas (08:58)
2:0 Mateusz Wilusz – Kamil Olearczyk, Marek Strzyżowski (18:00, 5/4)
3:0 Maciej Witan – Karol Biłas (19:18)
3:1 Rusłan Baszyrow – Imants Ļeščovs (25:21)
4:1 Jesperi Viikilä – Eetu Elo, Riku Sihvonen (37:36)
4:2 Rusłan Baszyrow – Jewgienij Nikiforow (44:43, 5/4)
5:2 Jesperi Viikilä – Riku Sihvonen, Jakub Bukowski (49:29, 5/4)
6:2 Eetu Elo – Jesperi Viikilä, Riku Sihvonen (50:44, 5/3).

Ciarko STS: Spěšný – Olearczyk, Rąpała; Strzyżowski, Wilusz, Bielec – Kamienieu, Piippo; Elo, Viikilä, Sihvonen – Demkowicz, Biłas; Bukowski, Witan, Filipek – Glazer, Skokan; Łyko, Ginda, Dobosz.
Trener: Marek Ziętara.

Zagłębie: Porter – Ļeščovs, Rodionow; Nikiforow, Dubinin, Baszyrow – Syrojeżkin, Naróg; Bernacki, Kozłowski, Rybczik – Jākobsons, Luszniak; Kulas, Sikora, Smal – Wasiljew, Khoperia; Bombardier, Blanik, Stojek.
Trener: Grzegorz Klich.

MVP: Eetu Elo.

Ostatnie artykuły