Znajdziesz nas też tutaj:
fot. Magdalena Kowolik/JKH GKS Jastrzębie

Wywiady

Bryk: Musimy iść przed siebie uparcie jak muł

Wczorajszy bezbramkowy mecz JKH GKS-u Jastrzębie z Ciarko STS-em Sanok, mimo swojego niecodziennego przebiegu, stanowi w pewien sposób podsumowanie ostatnich występów mistrzów Polski. Mimo wszelkich chęci i starań, nieraz ciężko jest im osiągnąć zamierzone cele. Mateusz Bryk liczy jednak, że wkrótce gra jego zespołu ulegnie znacznej poprawie.

Wczorajszy mecz JKH GKS-u Jastrzębie z Ciarko STS-em Sanok na pewno zapisze się na dłużej w świadomości kibiców, którzy wybrali się na Jastor. Nie co dzień przecież w hokejowym meczu przez 65 minut gry nie pada ani jedna bramka. Ostatecznie po dwa punkty po rzutach karnych sięgnęli gospodarze, pieczętując swoją optyczną przewagę na lodzie.

Ciężko podsumować konkretnie to spotkanie. Na pewno mógłbym skategoryzować je jako… dziwne. Mieliśmy swoje niewykorzystane sytuacje. Na całe szczęście, zagraliśmy z tyłu odpowiedzialnie, choć w kilku momentach Patrik (Nechvátal – dop. red.) musiał stanąć na wysokości zadania, trzymając wynik. Zabrakło nam sportowej złości przy strzałach i nieco hokejowego szczęścia. Prowadziliśmy dziś mecz, lecz wiedzieliśmy, iż sanoczanie będą starali się grać z kontry. Tak też było, nie licząc kilku fragmentów, kiedy to zagościli w naszej tercji – podsumował Mateusz Bryk.

W bieżącym sezonie potyczki JKH z STS-em należą do zaciętych widowisk. W każdym z dotychczasowych trzech meczów o wyniku decydowała zaledwie jedna bramka. Czy patrząc względem zeszłego sezonu, to jastrzębianie wykonali krok w tył, sanoczanie poczynili progres, a może prawda leży gdzieś pomiędzy?

Nie cofnęliśmy się w rozwoju. Wiemy też, że sanoczanie poczynili wzmocnienia. Nie możemy ciągle szukać wymówek, iż nasza drużyna jest przebudowana i staramy się coś zmienić. Nie oszczędzają nas z kolei kontuzje, gdyż odbiegamy cały czas od optymalnego ustawienia, w szczególności jeśli mowa o obrońcach. Po drodze pojawiają się mniej lub bardziej poważne urazy czy też choroby, choć akurat teraz panuje taki specyficzny okres. Nie usprawiedliwiamy się tym. Nasza gra po udziale w Lidze Mistrzów nieco się posypała. Bywają mecze, kiedy prezentujemy się świetnie z przodu, a nie ma nas przed naszą własną bramką. Są też spotkania, kiedy z tyłu gramy w porządku, a nie istniejemy w ofensywie. Potrzeba nam dwóch – trzech spotkań, gdzie poprowadzimy grę – nawet w brzydkim stylu – i sięgniemy po zwycięstwo. W rezultacie liczę, że uda nam się doprowadzić do serii, która da nam pewność siebie, iż wciąż posiadamy tę samą jakość, co na początku sezonu – wyjaśnił defensor mistrzów Polski.

Kontuzje nie oszczędziły również naszego rozmówcy. Bryk w ostatnim wyjazdowym meczu z Podhalem Nowy Targ powrócił bowiem po urazie kolana, jakiego nabawił się w połowie października w meczu z GKS-em Tychy.

Po powrocie czułem się dziwnie, zresztą tak samo jak dziś. Czy wróciłem za szybko? Ciężko powiedzieć. Nie analizowałem tego pod tym kątem, gdyż nie miałem na to czasu. Trener i drużyna mnie potrzebowali. Nie wiem, czy wstrzymałbym się z moim powrotem na lód. Znów jestem jednak pod grą, więc muszę postarać się, by wrócić na właściwe tory sprzed urazu. Być może nieco to potrwa, lecz liczę, że wszystko zmierza w dobrym kierunku – zapewnił wychowanek Jastrzębskiego Klubu Hokejowego.

Kiedy jastrzębski obrońca wypadł z gry, sytuacja klubu nie wydawała się być jeszcze tak mizerna. Nikt nie dopuszczał bowiem do siebie myśli, iż mistrzowie Polski nie wywalczą awansu do Pucharu Polski. Słaba końcówka drugiej rundy sprawiła jednak, iż na grudniowej imprezie zabraknie obrońców tego trofeum. Mateusz Bryk mógł jedynie przyglądać się niepowodzeniom swojego zespołu z perspektywy trybun.

To był moment, kiedy drużynie przytrafił się dołek, co zresztą znajdowało odzwierciedlenie w osiąganych rezultatach. Przed naszą publicznością w meczach z drużynami ze szczytu tabeli padały wysokie wyniki, z kolei z ekipami z dołu były one na styku. Myślę, że liga jest mocniejsza i bardziej zwariowana, co dodaje jej kolorytu. Ciężko jest jednoznacznie ocenić grę w tym okresie. W niektórych momentach chłopcy realizowali swoje założenie, lecz inne były już brzydkie dla oka. Puchar Polski nie jest jednak jedynym trofeum do zdobycia. Najważniejsze znajduje się jeszcze przed nami. Musimy patrzeć w przód z podniesioną głową, nie załamywać się, nie obrażać się jeden na drugiego i iść przed siebie uparcie jak muł do celu, tak jak w zeszłym roku – dodał z optymizmem reprezentant Polski.

Ciężko nie zauważyć, iż wraz z gorszą formą zespołu, na Jastorze coraz więcej siedzisk świeci pustkami. Czy słabsza frekwencja niepokoi hokeistów Jastrzębskiego Klubu Hokejowego?

Nie koncentrujemy się na tym, co jest na trybunach. Interesuje nas tylko sytuacja na lodzie, a naszym celem są trzy punkty. Wpływ na to, iż kibiców pojawia się nieco mniej, na pewno ma też nasza gra, ale i sytuacja pandemiczna, która w ostatnim czasie znów się rozregulowała. Być może ludzie się tego nieco przestraszyli. Szkoda tych braków z perspektywy zeszłego sezonu, kiedy bez kibiców był on „martwy”. Jestem z Jastrzębia-Zdroju, więc wiem, że to specyficzne miasto. Kibice są podzieleni między piłkę nożną, siatkówkę a hokej, choć ostatnie dwie dyscypliny ze sobą współpracują tak, by mecze ze sobą nie kolidowały. W ostatnim czasie nie dawaliśmy fanom wiele powodów do radości, za to mieli oni okazję do rozczarowań. Liczę jednak, że wkrótce na trybunach pojawi się więcej kibiców – wyraził nadzieję 32-letni hokeista.

Ostatnie artykuły