Kolejka niespodzianek. Lider i wicelider solidarnie przegrywają

Za nami przedostatnia kolejka PHL! Już za niedługo czekają nas emocje związane z fazą play-off. Dziś jednak najwięksi kandydaci do mistrzowskiej korony pokazali, że każdy może ich ograć.

POWRÓT TORUNIAN DAŁ TRZECIE MIEJSCE

Arcyważne starcie w grodzie Kopernika znakomicie rozpoczęli przyjezdni. Już w 4. minucie wynik strzałem z dystansu otworzył Ryan Glenn, a w 7. minucie wrzutkę Miroslava Zaťki przekierował Daniił Oriechin i gospodarze zostali posłani na deski.

Agresywna gra Unii skutkowała błędami w wyprowadzeniu krążka przez Energę, ale „Stalowym Piernikom” udało się strzelić kontaktową bramkę za sprawą Dienisa Sierguszkina. Wyrównać po chwili mógł Jegor Orłow, ale jego strzał w okienko bramki Saundersa okazał się minimalnie niecelny.

Mecz mógł się podobać, gra była prowadzona w szybkim tempie, a akcje przenosiły się z jednego końca tafli na drugi. Znakomitą okazję na wyrównanie zmarnował na początku drugiej tercji Gleb Bondaruk. Po stronie Unii dwie świetnie okazje miał Oriechin, ale najpierw przestrzelił, a następnie torunian uratował słupek.

Wydawało się, że biało-niebiescy będą mogli ponownie objąć dwubramkowe prowadzenie, gdy na ławce kar usiadł Adrian Jaworski, ale to gospodarze umieścili krążek w siatce. Sierguszkin znalazł się sam na sam z Saundersem i pewnym strzałem pokonał Kanadyjczyka.

Potem to karta się odwróciła i na początku trzeciej odsłony w podwójnej przewadze przez 96 sekund grali torunianie. W momencie gdy na lód wrócił Teddy Da Costa precyzyjnym strzałem z nadgarstka popisał się Artiom Smirnow i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Chwilę później było już 4:2, a swoje premierowe trafienie na taflach PHL zdobył Jegor Orłow. Rosjanin umieścił krążek w samym okienku oświęcimskiej bramki.

Podopieczni trenera Czucha mieli jeszcze kilka okazji do gry w liczebnej przewadze, ale nie potrafili zrobić z tego użytku. Przyjezdni postawili wszystko na jedną kartę i wycofali bramkarza, ale wtedy “gumę” do pustej bramki posłał Elias Elomaa, czym definitywnie zamknął mecz.

Dzięki tej wygranej, torunianie na pewno zajmą trzecie miejsce po sezonie zasadniczym i w ćwierćfinale zmierzą się z szóstym zespołem w tabeli.

KH Energa Toruń – Re-Plast Unia Oświęcim 5:2 (1:2, 1:0, 3:0)
0:1 – Ryan Glenn – Siemion Garszyn, Teddy Da Costa (03:57),
0:2 – Daniił Oriechin – Miroslav Zaťko, Peter Bezuška (06:29),
1:2 – Dienis Sierguszkin – Pawieł Nowożyłow (11:48),
2:2 – Dienis Sierguszkin – Jegor Fieofanow, Jegor Orłow (31:23, 4/5),
3:2 – Artiom Smirnow – Elias Elomaa (41:39, 5/4).
4:2 – Jegor Orłow – Michał Kalinowski, Jegor Fieofanow (45:07),
5:2 – Elias Elomaa – Dmitrij Kozłow (58:08, 5/6, do pustej bramki)

KH Energa Toruń: Svensson – Kozłow, Orłow; Nowożyłow, Fieofanow, Sierguszkin – Smirnow, Gusevas; Bondaruk, Czwanczikow, Szabanow – Szkodienko, A. Jaworski; Elomaa, K. Kalinowski, Saloranta – Podsiadło; M. Kalinowski, Rożkow, Jaakola oraz Olszewski.
Trener: Juryj Czuch

Re-Plast Unia: Saunders – Glenn, Luža; Sherbatov, Kalan, Koblar – Swindlehurst, Pretnar; McKenzie, Trandin, Brulé – Bezuška, Zat’ko; Garszyn, Da Costa, Oriechin – Wanacki, M. Noworyta; S. Kowalówka, Krzemień, Przygodzki.
Trener: Kevin Constantine

MVP: Dienis Sierguszkin.

WIELKIE ZAGŁĘBIE POKONUJE TYSZAN!

Zagłębie Sosnowiec miało być w dzisiejszym meczu chłopcem do bicia. Jednak to oni dziś dyktowali warunki na lodzie. Zaczęło się od objęcia prowadzenia w 4. minucie. Aleksandr Wasiljew wykorzystał dobre podanie od Jewgienija Nikiforowa i otworzył wynik spotkania. Tyszanie mimo tego, że grali momentami wręcz beznadziejnie, odpowiedzieli w 17. minucie. Jean Dupuy mierzonym i silnym strzałem w krótki róg pokonał Michała Czernika.

Początki tercji nie należały dziś do mistrzów Polski. 20 sekund po rozpoczęciu drugiej odsłony sosnowiczanie wyprowadzili kontratak, Wasiljew zagrał do Nikiforowa, a ten skierował krążek do pustej bramki. Po 40 minutach mieliśmy więc sensację, a nic nie zapowiadało, że w trzeciej tercji będzie czekał na nas istny thriller.

Zaczęło się tak jak poprzednio. Szybka bramka na początku tercji w wykonaniu gospodarzy. Bowiem już w 43. minucie Wasiljew oddał strzał w samo okienko tyskiej bramki. Błyskawicznie, bo nieco ponad minutę później, w przewadze odpowiedział Michael Cichy.

To jednak nie przeszkodziło podopiecznym Grzegorza Klicha w zdobyciu kolejnego gola. W 45. minucie Jewgienij Nikiforow umieścił krążek obok przesuniętego Murraya. Jednak w 47. minucie odpowiedzieli tyszanie za sprawą Bartłomieja Jeziorskiego. Chwilę później zawodnicy Zagłębia stwierdzili, że nic im nie grozi i zaczęli zabawy za własną bramką. Cóż może pójść nie tak? Jak się okazało – wszystko. Krążek przejął Szymon Marzec, błyskawicznie wyłożył go Patrykowi Wronce, a ten strzelił w długi róg i doprowadził do wyrównania. W 50. minucie Jean Dupuy odzyskał gumę i podał ją do Filipa Komorskiego, który skutecznie wykończył akcję. Wydawało się, że wynik pozostanie bez zmian. Ale wtedy do krążka dopadł Michaił Syrojeżkin, cały na biało. Strzelił z klepy na tyle mocno i celnie, że John Murray stwierdził, że nie będzie narażał swojego życia i nie podejmie się interwencji.

O wyniku musiała więc przesądzić dogrywka. Ogólnie wyglądała dość niemrawo. Michael Cichemu udało się obić poprzeczkę, ale to do gospodarzy należało ostatnie słowo. Aleksandr Radionow mocnym strzałem dał swojej drużynie arcyważne zwycięstwo dające im nic.

Zagłębie Sosnowiec – GKS Tychy 6:5pd. (1:1, 1:0, 3:4)
1:0 – Aleksandr Wasiljew – Jewgienij Nikiforow, Armen Khoperia (03:06),
1:1 – Jean Dupuy – Patryk Wronka, Paul Szczechura (16:48),
2:1 – Jewgienij Nikiforow – Aleksandr Wasiljew, Rusłan Baszyrow (20:20),
3:1 – Aleksandr Wasiljew – Jewgienij Nikiforow (42:25),
3:2 – Michael Cichy – Paul Szczechura, Alexander Szczechura (43:06, 5/4),
4:2 – Jewgienij Nikiforow – Aleksandr Wasiljew (44:53),
4:3 – Bartłomiej Jeziorski – Mateusz Gościński (47:12),
4:4 – Patryk Wronka – Szymon Marzec (49:50, 4/5),
4:5 – Filip Komorski – Jean Dupuy (50:31,4/5),
5:5 – Michaił Syrojeżkin – Iwan Rybczik, Tomasz Kozłowski (57:19),
6:5 – Aleksandr Rodionow – Iwan Rybczik (64:40.)

Zagłębie: Czernik – Khoperia, Rodionow; Nikifirow, Wasiljew, Baszyrow – Syrojeżkin, Ļeščovs; Smal, Dubinin, Rybczik – Naróg, Luszniak; Sikora, Kozłowski, Blanik – Domogała, Gniewek; Piotrowski, Rutkowski, Bernacki
Trener: Grzegorz Klich.

GKS Tychy: Murray – Ciura, Novajovský; Dupuy, P. Szczechura, Wronka – Seed, Biro; A. Szczechura, Cichy, Mroczkowski – Pociecha, Kotlorz; Gościński, Komorski, Jeziorski – Bizacki, Mesikämmen; Witecki, Rzeszutko, Marzec
Trener: Krzysztof Majkowski.

MVP: Aleksandr Wasiljew.

WYRÓWNANY BÓJ W GDAŃSKU DLA SANOCZAN

Długo wydawało się, że pierwsza tercja pojedynku w małej hali “Olivia” zakończy się bezbramkowym remisem. Tuż przed jej końcem udało się jednak trafić do siatki przyjezdnym, a najsprytniejszy w podbramkowym zamieszaniu okazał się Riku Sihvonen.

Drugą partię od prawie minutowej podwójnej przewagi rozpoczęli hokeiści Stoczniowca. Nie potrafili jej jednak wykorzystać. Natomiast chwilę później Patrik Spěšný popisał się kapitalną interwencją po strzale Filipa Pesty. Po stronie STS-u do pustej bramki nie trafił za to Eetu Elo.

Później to jednak gospodarze doszli do głosu. Najpierw w podbramkowym zamieszaniu wyrównał Pesta, a chwilę później tuż po zakończeniu podwójnej przewagi, przy stanie 5 na 4, strzałem przy słupku popisał się Maciej Rompkowski i zaskoczył Czecha w barwach Sanoka.

Trener Marek Ziętara w przerwie pobudził swoich podopiecznych i ci już po 56 sekundach trzeciej partii doprowadzili do wyrównania. Jesperi Viikilä zmienił tor lotu krążka po strzale Eemeliego Piippo i zaskoczył Mikołaja Szczepkowskiego.

Niedługo później sanoczanie odzyskali prowadzenie, bo po podbramkowym “kotle” do gdańskiej siatki trafił Tomasz Skokan. W końcówce goście mieli jeszcze szansę na podwyższenie wyniku, ale rzutu karnego nie wykorzystał Sihvonen, pieczętując tylko słupek bramki Szczepkowskiego.

GKH Stoczniowiec Gdańsk – Ciarko STS Sanok 2:3 (0:1, 2:0, 0:2)
0:1 Riku Sihvonen – Eetu Elo, Eemeli Piippo (18:47)
1:1 Filip Pesta – Mateusz Strużyk, Jakub Stasiewicz (33:59)
2:1 Maciej Rompkowski – Jakub Stasiewicz, Oskar Lehmann (36:44, 5/4)
2:2 Jesperi Viikilä – Eemeli Piippo, Eetu Elo (40:55, 5/4)
2:3 Tomasz Skokan – Maciej Witan, Hubert Demkowicz (46:50)

GKH Stoczniowiec: Szczepkowski – Mat. Rompkowski, Wala; Vitek, Mocarski, Zając – Lehmann, Leśniak; Strużyk, Pesta, Stasiewicz – Liśkiewicz, Mac. Rompkowski; Mich. Rybak, Sadowski, Mac. Rybak – Żurauski, Bandarenka; Wołoszyk, Drozd-Niekurzak, Łabinowicz.
Trener: Krzysztof Lehmann

Ciarko STS Sanok: Spěšný – Olearczyk, Rąpała; Strzyżowski, Wilusz, Biały – Kamienieu, Piippo; Elo, Viikilä, Sihvonen – Demkowicz, Biłas; Bukowski, Witan, Filipek – Florczak, Bar; Łyko, Skokan, Bielec.
Trener: Marek Ziętara

PODHALE POTWIERDZA ASPIRACJE DO MISTRZOSTWA

Wydawało się, że oprócz wyniku z Krakowa czy Sosnowca nic nas nie zaskoczy. Naprzeciw wyszli nam hokeiści z Nowego Targu. Drużyna, która od dwóch meczów nie potrafiła zdobyć choćby bramki, dziś pokonała GieKSę 3:1. Mecz był prowadzony w nawet niezłym tempie. Gra była wyrównana, o czym świadczy choćby fakt, że pierwsza tercja była bezbramkowa. Dopiero w 28. minucie Tomáš Kubalík otworzył wynik meczu, który w sytuacji sam na sam pokonał Ihara Brykuna. Gospodarze odpowiedzieli jeszcze w tejże tercji. Michal Vachovec zmienił tor lotu krążka po strzale Chaloupki. Kolejny cios zadały “Szarotki”. W 49. minucie Maciej Sulka wrzucił krążek na bramkę, który odbił się od jednego z rywali, co kompletnie zaskoczyło Macieja Miarkę. Dzieła zniszczenia dokonał Timo Hiltunen, który wykorzystał okres gry w przewadze. Trzeba przyznać, że mimo niekorzystnego wyniku, w barwach GKS-u Katowice dobrze zaprezentował się dziś Maciej Miarka.

KH Tauron Podhale Nowy Targ – GKS Katowice 3:1 (0:0, 1:1, 2:0)
0:1 – Tomáš Kubalík – Jesse Rohtla, Mateusz Zieliński (27:58),
1:1 – Michal Vachovec – Petr Chaloupka, Karel Kubát (37:21),
2:1 – Maciej Sulka (48:39),
3:1 – Timo Hiltunen – Alexander Pettersson, Bartłomiej Neupauer (59:21, 5/4).

Podhale: Brykun – Chaloupka, Kubát; Hiltunen, Vachovec, Pettersson – Jaśkiewicz, Gajor; Babincew, Neupauer, Kułakow – Sulka, Mrugała; Bepierszcz, Bryniczka, Švec – Wsół, Szurowski; F. Kapica, Słowakiewicz, Worwa.
Trener: Andriej Gusow

Katowice: Miarka – Krawczyk, Liamin; Krężołek, Pasiut, Stiepanow – Marttinen, Mularczyk; Kuronen, Rothla, Kubalík – Kruczek, Wajda; Michalski, Starzyński, Fraszko – Andersons, Zieliński; Wanat, Nahunko, Adamus.
Trener: Andriej Parfionow

MVP: Ihar Brykun.

KRAKOWIANIE ODZYSKUJĄ GODNOŚĆ

Comarch Cracovia sprawiła nie lada sensację. Zacznijmy może od tego, że w składzie “Pasów” znalazło się aż trzech Polaków! To bardzo miłe ze strony trenera bo jak wiemy mogło być ich mniej. Wróćmy jednak do meczu. Obie drużyny od początku prowadziły grę w szybkim tempie. Było sporo akcji, a jedną z nich wykorzystał nawet David Goodwin w 16. minucie. W drugiej tercji tempo nieco spadło, ale na brak bramek nie mogliśmy narzekać. W 28. minucie Zackary Phillips wyrównał wynik meczu, ale to nie zatrzymało krakowskiej lokomotywy. Bowiem już 152 sekundy później Taylor Doherty dał swojej drużynie prowadzenie. Na kolejną bramkę czekaliśmy do 51. minuty kiedy to Maksim Ignatowicz zaliczył premierowe trafienie na polskich taflach! Martin Kasperlik podał w jego kierunku, a Rosjanin skierował krążek łyżwą do własnej bramki! Krakowianie poszli za ciosem. Już w 52. minucie odpowiedzieli za sprawą Aleš Ježka, który strzałem z klepy pokonał bramkarza rywali.

Comarch Cracovia – JKH GKS Jastrzębie 3:2 (1:0, 1:1, 1:1)
1:0 – David Goodwin – Damian Kapica, Taylor Doherty (15:37),
1:1 – Zackary Phillips – Maciej Urbanowicz, Marek Hovorka (27:32),
2:1 – Taylor Doherty – Luke Ferrara, David Goodwin (30:00),
2:2 – Martin Kasperlík (50:54),
3:2 – Aleš Ježek – Štěpán Csamangó, Sebastian Brynkus (51:55).

Cracovia: Pieriewozczikow – Dudaš, Ignatowicz; Murphy, Goodwin, Kapica – Doherty, Gutwald; Ferrara, Welsh, Němec – Saukko, Kostromitin; Tiala, Sołowjow, Oksanen – Gosztyła, Gula; Brynkus, Ježek (2), Csamangó.
Trener: Rudolf Roháček.

JKH GKS: Nechvátal – Bryk, Ševčenko; Phillips, Urbanowicz, Hovorka – Klimíček, Kostek; Kasperlík, Rác, Sawicki – Jass, Horzelski; Wałęga, Sołtys, Paś – Michałowski, Górny; Wróbel, Jarosz, Pelaczyk.
Trener: Róbert Kaláber.

MVP: Taylor Doherty.