Znajdziesz nas też tutaj:

PHL

Podsumowanie 9. kolejki. Zadyszka Energi?

Piątkowy wieczór dostarczył nam wielu emocji. Tym razem odbyły się wszystkie zaplanowane mecze, a najciekawiej było w Toruniu.

MISTRZOWIE DALI LEKCJĘ

Mecz z kategorii “mission impossible” dla gospodarzy. Faworyt od początku był jeden, a tyszanie nie zawiedli. Choć gdańszczanie przy wyniku 0:1 (po golu Komorskiego) mieli szansę by wyrównać. To dwie dobre okazje przy przewadze 5 na 3 to zdecydowanie za mało. Trójkolorowi oddali bardzo dużo strzałów na bramkę Michała Kielera, ale skuteczność przyszła dopiero w drugiej tercji. Zaczęło się dziać od 34. minuty po drugim golu Komorskiego. Chwilę po nim strzelali jeszcze Szymon Marzec i Jarosław Rzeszutko. Drużyna gości jeszcze w trzeciej tercji dołożyli trzy bramki za sprawą Jarosława Rzeszutki, Bartłomieja Pociechy i Filipa Komorskiego, dla którego był to pierwszy hattrick w sezonie. O tym jak bardzo jednostronny to był mecz może świadczyć statystyka strzałów, która wyniosła 14-51. Mistrzowie Polski umocnili się na pozycji lidera i po dziewięciu meczach mają na swoim koncie 24 punkty. Po drugiej stronie tabeli znajduje się GKH Stoczniowiec Gdańsk, które w tym sezonie nie zdobyło ani jednego punktu.

GKH Stoczniowiec Gdańsk – GKS Tychy 0:7 (0:1, 0:3, 0:3)
0:1 – Filip Komorski – Christian Mroczkowski, Patryk Wronka (03:55)
0:2 – Filip Komorski – Patryk Wronka, Christian Mroczkowski (33:22)
0:3 – Szymon Marzec – Radosław Galant, Jean Dupuy (38:11)
0:4 – Jarosław Rzeszutko – Peter Novajovský (39:22,5/4)
0:5 – Jarosław Rzeszutko – Patryk Wronka, Radosław Galant (45:01)
0:6 – Bartłomiej Pociecha – Jakub Witecki, Bartłomiej Jeziorski (50:58)
0:7 – Filip Komorski – Christian Mroczkowski, Peter Novajovský (56:21)

MVP: Filip Komorski.

PO RAZ DRUGI ZABRAKŁO SZCZĘŚCIA

Mecz KH Energi Toruń z JKH GKS-em Jastrzębie miał stawkę drugiego miejsca w tabeli. Lepiej weszli w niego gospodarze, którzy stworzyli sobie groźniejsze akcje, ale nie mogli przełamać Patrika Nechvatala. Ta sztuka udała im się w 13. minucie, gdy bez przyjęcia, spod niebieskiej uderzył Adrian Jaworski, a krążek poszybował w samo okienko. Już w 17. minucie był jednak remis, bo fatalne podanie Jegora Rożkowa przeciął Zackary Phillips, a bramkę zdobył Marek Hovorka. Oba zespoły starały się o drugie trafienie, by objąć prowadzenie. Udało się to gospodarzom i ponownie strzał z dystansu zdołał zaskoczyć Nechvatala, autorem bramki został Jegor Szkodienko. Torunianie parli po kolejne trafienie, jastrzębianie wyprowadzali groźne kontry, ale krążek nie chciał wpaść do siatki. Wydawało się, że do szatni Energa zejdzie z jednobramkową zaliczką, ale na 23 sekundy przed zakończeniem drugiej tercji, szczęśliwie krążek wylądował na łopatce kija Radosława Sawickiego, a ten wiedział, co z nim zrobić i umieścił go w siatce. Rozwiązanie miało przynieść ostatnie 20 minut. Bliżej strzelenia zwycięskiej bramki byli gospodarze, ale nie mieli pomysłu na pokonanie Patrika Nechvatala, który przy strzałach z bliskiej odległości spisywał się bez zarzutu. Nie pomogła nawet ponad minuta gry w podwójnej przewadze. Niewykorzystane sytuacje się zemściły, bo w 57. minucie zwycięską bramkę zdobył Łotysz Māris Jass. Jastrzębianie grali wtedy z przewagą jednego zawodnika, bowiem torunianie zostali ukarani za sześciu hokeistów na lodzie. Podopieczni Juryja Czucha, który mecz oglądał w TV, bowiem jest zakażony koronawirusem (zdrowia!), do ostatnich sekund walczyli o wyrównującą bramkę, ale nawet manewr z wycofaniem Svenssona nie powiódł się i “Stalowe Pierniki” drugi raz z rzędu przegrały u siebie rezultatem 2:3. Ekipa znad czeskiej granicy po tym zwycięstwie awansowała na 2. miejsce w tabeli.

KH Energa Toruń – JKH GKS Jastrzębie 2:3 (1:1, 1:1, 0:1)
1:0 – Adrian Jaworski – Jarosław Dołęga (12:43)
1:1 – Marek Hovorka – Zackary Phillips (16:05)
2:1 – Jegor Szkodienko – Gleb Bondaruk, Kamil Kalinowski (27:02)
2:2 – Radosław Sawicki – Jan Sołtys, Māris Jass (39:37)
2:3 – Māris Jass – Dominik Paś (56:25, 5/4)

MVP: Patrik Nechvatal.

PORAŻKA PO WALCE

Na kilka godzin przed meczem, wyszło na jaw, że w Sanoku nie zagra Przemysław Odrobny. W jego zastępstwie, między słupkami pojawił się Paweł Bizub. Wynik został otwarty bardzo szybko. Już po 40 sekundach na listę strzelców wpisał się Marek Strzyżowski. Radość gospodarzy nie trwała długo, gdyż już 37 sekund później gola wyrównującego zdobył Fabian Kapica, dla którego było to pierwsze trafienie w Polskiej Hokej Lidze. Wydawało się, że pierwsza odsłona zakończy się remisem, jednak na 36 sekund przed jej zakończeniem, sposób na Patrika Spěšnego znalazł Łukasz Siuty. Prowadzenie “Szarotek” utrzymywało się do 33. minuty, wtedy liczebną przewagę na bramkę zamienił Kamil Olearczyk po świetnym dograniu Marka Strzyżowskiego. Oba zespoły popełniały sporo błędów, a z tego więcej okazji zrodziło się dla gości. Świetnie spisywał się jednak Spěšný i trzymał gospodarzy w grze. “Szarotki” w 45. minucie objęły jednak prowadzenie, którego, jak się potem okazało, nie oddały do samego końca. Wynik w na dziewieć minut przed końcem ustalił Alan Łyszczarczyk.

Ciarko STS Sanok – Tauron KH Podhale Nowy Targ 2:4 (1:2, 1:0, 0:2)
1:0 Marek Strzyżowski – Maciej Witan, Marcin Biały (00:40)
1:1 Fabian Kapica – Andriej Ankudinow (01:17)
1:2 Jakub Worwa – Adrian Słowakiewicz, Ernest Bochnak (19:24)
2:2 Kamil Olearczyk – Marek Strzyżowski, Marcin Biały (32:06, 5/4)
2:3 Ernest Bochnak – Adrian Słowakiewicz (45:25)
2:4 Alan Łyszczarczyk – Alexander Pettersson, Andriej Ankudinow (50:42, 5/4)

MVP: Adrian Słowakiewicz.

BYŁY KAPITAN BEZ SENTYMENTÓW, BEZNADZIEJNY KOWALÓWKA

Zarówno hokeiści Cracovii, jak i GKS-u Katowice rozpoczęli rozgrywki zdecydowanie poniżej oczekiwań, gromadząc na swym koncie po dziesięć punktów w siedmiu meczach. Dzisiejsze spotkanie zapowiadało się więc dla kibiców niezwykle ciekawie. Miała to być swoista weryfikacja, na jakim etapie znajdują się obecnie obydwie drużyny. Wnioski można było wyciągnąć już po pierwszych dwudziestu minutach gry. Fatalnie dysponowany Robert Kowalówka przepuścił cztery bramki, czym całkowicie pogrzebał nadzieje swych kolegów na pozytywne rozstrzygnięcie meczu. Najpierw pokonał go ex-“Pasiak” i dawny kapitan Cracovii, Maciej Kruczek, następnie mocnym strzałem “przebił” go Patryk Wajda. Grzegorz Pasiut dopełnił formalności przy grze w podwójnej przewadze, a akcja Patryka Krężołka mogłaby posłużyć za najlepszy komentarz dzisiejszej dyspozycji Kowalówki. Cierpliwość Rudolfa Roháčka się wyczerpała i między słupkami stanął Michael Petrásek. W kolejnych dwóch odsłonach tempo meczu ewidentnie opadło. Morale krakowian ulotniło się daleko poza lodowisko po czterech straconych golach, katowiczanie byli natomiast zadowoleni ze sporej zaliczki. Honorowe trafienie na konto gospodarzy zapisał jeszcze Tomáš Franek, a wynik meczu ustalił ostatecznie Miika Franssila.

Comarch Cracovia – GKS Katowice 1:5 (0:4, 1:0, 0:1)
0:1 – Maciej Kruczek (4:34),
0:2 – Patryk Wajda – Maciej Kruczek (12:12),
0:3 – Grzegorz Pasiut – Bartosz Fraszko, Mateusz Zieliński (17:01, 5/3),
0:4 – Patryk Krężołek – Grzegorz Pasiut, Bartosz Fraszko (19:02)
1:4 – Tomáš Franek (26:17),
1:5 – Miika Franssila – Filip Starzyński, Filip Stoklasa (53:35, 5/4).

MVP: Grzegorz Pasiut

UNIA POKAZAŁA PAZUR

Do Sosnowca zawitali oświęcimscy hokeiści, którzy przed meczem byli oceniani jako faworyci do zwycięstwa. Sosnowiczanie w tym sezonie mają kłopot ze zdobywaniem bramek. To się zemściło po siedmiu minutach. Po błędzie jednego z obrońców gospodarzy, Patryk Malicki wykorzystał sytuację sam na sam i otworzył wynik spotkania. W 16. minucie wyrównał Igor Smal, który dobił strzał Nahunki. Po pierwszej tercji mieliśmy remis i nic nie zapowiadało, żeby nagle drużyna gości miała odskoczyć rywalom. W 26. minucie Daniił Oriechin pięknie przymierzył w samo okienko bramki i wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Re-Plast Unia szybko poszła za ciosem, bo już cztery minuty później było 1:3. Eliezer Sherbatov pięknym strzałem w długi róg pokonał Michała Czernika. Tuż przed zakończeniem drugiej odsłony Słoweńcy pokazali klasę. Luka Kalan świetnie obsłużył Gregora Koblara, a ten nie dał szans bramkarzowi gospodarzy. Z czasem mecz się nieco wyrównał, ale drużyna gości nie spuszczała z tonu. Biało-niebiescy nadal atakowali, ale dobrze w obronie grali podopieczni Grzegorza Klicha. Jednak ostatnie słowo należało do wicemistrzów Polski. Gregor Koblar został znów dobrze obsłużony przez Lukę Kalana i ustalił wynik spotkania na 1:5. W tabeli Re-Plast Unia Oświęcim zajmuje 4. miejsce z 17 punktami na koncie. Komplikuje się sytuacja Zagłębia Sosnowiec, które aby awansować do topowej ósemki musi zdobywać punkty. Po dziewięciu meczach zajmują 9. lokatę z pięcioma punktami.

Zagłębie Sosnowiec – Re-Plast Unia Oświęcim 1:5 (1:1, 0:3, 0:1)
0:1 – Patryk Malicki (06:50),
1:1 – Igor Smal – Dominik Nahunko, Rusłan Baszyrow (15:23),
1:2 – Daniił Oriechin – Jere Helenius, Łukasz Krzemień (25:50),
1:3 – Eliezer Sherbatov – Aleksiej Trandin (29:26),
1:4 – Gregor Koblar – Luka Kalan, Sebastian Kowalówka (39:21),
1:5 – Gregor Koblar – Luka Kalan – Sebastian Kowalówka (56:04, 5/4).

MVP: Gregor Koblar.

 

Ostatnie artykuły