Znajdziesz nas też tutaj:

Relacje

Puchar Polski nie dla obrońców trofeum! Powrót Cracovii po czterech latach [WIDEO]

Pojedynek Comarch Cracovii z JKH GKS-em Jastrzębie obfitował we wszystkie elementy, które charakteryzują dobre widowisko. Liczne zwroty akcji, indywidualne popisy oraz gra z pełnym zaangażowaniem – tego wszystkiego doświadczyli dziś kibice, którzy wybrali się na hokejową ucztę przy Siedleckiego. Ostatecznie, górą okazali się być gospodarze, którzy zamknęli mistrzom drogę do Pucharu Polski.

Zaległe starcie 11. kolejki nie tylko zamykało drugą rundę zmagań Polskiej Hokej Ligi, ale też miało kluczowy wpływ na obsadę nadchodzącego Pucharu Polski. Drużyna, która wywalczyłaby w tym meczu trzy punkty, uzupełniłaby wraz z KH Energą Toruń resztę stawki. Wyjątkiem była wygrana Comarch Cracovii po rzutach karnych bądź dogrywce, bowiem wówczas awansem uzyskałyby obydwa krzyżujące dziś ze sobą kije zespoły. Kibice „Stalowych Pierników” drżeli zatem przed meczem, czy krakowianie i jastrzębianie nie poszli na układ, który byłby korzystny dla obydwu stron i wyrzucałby za burtę ekipę z grodu Kopernika.

Zgodnie z oczekiwaniami, obydwie strony nie starały się szarżować od pierwszego wznowienia. Na pierwszą groźniejszą sytuację przyszło nam poczekać do piątej minuty, kiedy to Frenks Razgals przedarł się skrzydłem i oddał mocny strzał z nadgarstka mierzony na dłuższy słupek. David Zabolotny był jednak na posterunku. Chwilę później karę zainkasował Samuel Mlynarovič i to jastrzębianie musieli się starać, by nie stracić gola.

Ku niezadowoleniu trenera Róberta Kalábera, jego podopieczni nie wywiązali się z tego zadania. O ile Patrik Nechvátal poradził sobie z kąśliwym uderzeniem Aleša Ježka, a następnie błyskawiczną dobitką Erika Němca, to był bezradny wobec precyzyjnego strzału Jewgienija Bodrowa. Doświadczony rosyjski napastnik wymienił kilka podań w tercji ofensywnej z Saku Kinnunenem, a następnie zdecydował się na strzał z klepy, otwierając tym samym wynik meczu.

Nie da się ukryć, iż to właśnie od tego momentu „Pasy” zaczęły dominować na lodzie, nie pozwalając przyjezdnym na zbyt wiele. Najlepszą okazję do wyrównania goście stworzyli sobie w pierwszej przewadze, lecz krążek strącony przez Arkadiusza Kostka minął nieznacznie poprzeczkę. Hokeiści dowodzeni przez Rudolfa Roháčka mogli wkrótce ukąsić po raz drugi, ale Collin Shirley nie zdołał skierować krążka do siatki, stojąc przed pustą bramką, toteż po dwudziestu minutach musieli zadowolić się jednobramkowym prowadzeniem.

Mistrzowie Polski doskonale zdawali sobie sprawę, iż z taką grą nie mają co marzyć o zameldowaniu się w Pucharze Polski. Drugą odsłonę mogli rozpocząć z przytupem – mocny strzał Kamila Górnego wywołał sporo zamieszania przed bramką Zabolotnego, lecz znajdujący się najbliżej „gumy” Artūrs Ševčenko nie trafił czysto w krążek, mając dogodną sytuację do dobitki.

Gospodarze wciąż dyktowali jednak warunki gry, co doprowadziło do podwyższenia ich prowadzenia. Ponownie udało im się wykorzystać sytuację w przewadze – Jiří Gula huknął potężnie z dystansu, zdobywając drugiego gola dla „Pasów”. Liczne wykluczenia mocno skomplikowały sytuację ekipy znad czeskiej granicy, a na ich nieszczęście, rywale świetnie rozpracowali „power-playe”.

Jastrzębianie nie pozostali jednak dłużni, a ich pierwsze trafienie również było owocem wykorzystanej przewagi. Roman Rác, Siarhiej Bahalejsza oraz Egils Kalns wymieniali między sobą krążek, aż wreszcie słowacki napastnik pokusił się o strzał z bulika i zdobył gola, wykorzystując fakt, iż Zabolotny był zasłonięty, toteż nie miał wielkich szans na skuteczną interwencję. W kolejnych minutach tempo spotkania nieco opadło i ciężko było wyłonić decydującą stronę.

Ostatnie trzy minuty drugiej odsłony przypominały istne trzęsienie ziemi, potwierdzając przy okazji stare porzekadło, iż niewykorzystane okazje lubią się mścić. Nie uprzedzajmy jednak faktów. Dwubramkowe prowadzenie gospodarzom mógł przywrócić duet Jewgienij Popiticz – Iwan Jacenko, jaki ruszył z dwójkową akcją na bramkę JKH. Popiticz otrzymał od Jacenki otwierające drogę do siatki podanie, lecz fenomenalną interwencją popisał się Nechvátal, zapobiegając utracie gola. Jastrzębianie bez namysłu ruszyli z kontrą, a Zabolotny skapitulował wobec nieszczególnie mocnego strzału Urbanowicza.

Jakby tego było mało, już kilka chwil po wznowieniu ze środka tafli, sam na sam na bramkę przyjezdnych popędził Erik Němec, lecz bramkarz JKH ponownie nie dał się pokonać. Następnie to jastrzębianie zdołali się zadomowić w tercji obronnej Cracovii, aż w końcu na uderzenie z nadgarstka zdecydował się Siarhiej Bahalejsza, dopełniając tego, co jeszcze kilkadziesiąt sekund wcześniej zdawało się być tylko mrzonką gości.

Po powrocie na lód na trzecią tercję Nechvátal wciąż bronił jak w transie, a kiedy nie był on w stanie sam bezpośrednio zatrzymać krążka, w sukurs przychodziła mu konstrukcja bramki, jak miało to miejsce przy próbie Saku Kinnunena. Strzelecki impas był w stanie dopiero przełamać niezawodny Damian Kapica. 29-letni przeprowadził imponujący rajd na jastrzębską bramkę, zwieńczony pokonaniem czeskiego golkipera w sytuacji sam na sam.

W 53. minucie po raz kolejny swój udział przy golu miał notujący świetne zawody Saku Kinnunen. Oddał on atomowe uderzenie na bramkę Nechvátala, a krążek przed nosem jastrzębskiego golkipera trącił jeszcze Jewgienij Bodrow i gospodarze ponownie objęli prowadzenie. Zwycięstwo Cracovii przypieczętował z kolei Erik Němec, wykorzystując fatalny błąd JKH przy wyprowadzaniu krążka. Czeski napastnik otrzymał „gumę” wprost na kija, a następnie mierzonym uderzeniem z nadgarstka wpisał się na listę strzelców. Kara Macieja Urbanowicza, jaką sprokurował na minutę przed końcową syreną, przekreśliła wszelkie szanse przyjezdnych znad czeskiej granicy na skuteczną pogoń.

Tym oto sposobem, Comarch Cracovia powraca do zmagań o Puchar Polski po czterech latach nieobecności. Jastrzębianie nie będą mieli z kolei okazji obronić trofeum, po które sięgali w minionych trzech edycjach. Turniej finałowy odbędzie się wraz z końcem grudnia na nowo otwartym Lodowisku imienia braci Nikodemowiczów w Bytomiu.

Comarch Cracovia – JKH GKS Jastrzębie 5:3 (1:0, 1:3, 3:0)
1:0 – Jewgienij Bodrow – Saku Kinnunen, Iwan Jacenko (6:35, 5/4),
2:0 – Jiří Gula – Grigorij Miszczenko, Damian Kapica (23:46, 5/4),
2:1 – Roman Rác – Siarhiej Bahalejsza, Egils Kalns (29:34, 5/4),
2:2 – Maciej Urbanowicz – Roman Rác, Kamil Górny (37:43),
2:3 – Siarhiej Bahalejsza – Dominik Jarosz, Frenks Razgals (38:46),
3:3 – Damian Kapica – Saku Kinnunen, David Zabolotny (46:48),
4:3 – Jewgienij Bodrow – Saku Kinnunen, Artiom Woroszyło (52:24),
5:3 – Erik Němec – Grigorij Miszczenko (57:49).

Strzały: 42 – 38.

Minuty karne: 6 – 12.

Cracovia: Zabolotny – Gula, Šaur; Miszczenko, Němec, Kapica – Dudáš, Müller; Ismagiłow, Bodrow, Woroszyło – Ježek, Kinnunen; Brynkus, Jacenko, Popiticz – Dziurdzia, Gosztyła; Augustyniak, Shirley, Csamangó.
Trener: Rudolf Roháček.

JKH GKS: Nechvátal – Kostek, Bahalejsza; Baszyrow, Rác, Kalns – Górny, Ē. Ševčenko; Urbanowicz, Pavlovs, A. Ševčenko – Horzelski, Kamienieu; R. Nalewajka, Jarosz, Ł. Nalewajka – Matusik, Gimiński; Pelaczyk, Mlynarovič, Razgals.
Trener: Róbert Kaláber.

Ostatnie artykuły