Znajdziesz nas też tutaj:

CHL

CHL: Faza pucharowa rozpoczęta [WIDEO]

Przedwczoraj ruszyły pierwsze starcia w ramach fazy pucharowej Champions Hockey League. Nie obyło się bez kilku niespodzianek. Za tydzień odbędą się spotkania rewanżowe.

W pierwszym meczu było nam dane oglądać parę szwajcarsko-niemiecką. HC Fribourg-Gottéron zmierzył się z Red Bullem Monachium. Przed meczem mówiło się o wyrównanym pojedynku, z lekkim wskazaniem na gospodarzy. Jednak to monachijczycy wznieśli się na wyżyny swoich umiejętności. Wynik otworzył Killian Mottet, który sam zabrał się z krążkiem i choć pierwszy strzał został odbity przez bramkarza rywali, tak przy dobitce skapitulował. W 17. minucie fatalny błąd popełnił Reto Berra. Były bramkarz Calgary Flames czy Colorado Avalanche chciał wybić krążek Justina Schütza, ale zrobił to na tyle niefortunnie, że odsłonił znaczną część bramki, guma znalazła się tuż za nim. To jednak nie był koniec „popisów” szwajcarskiego golkipera. W 26. minucie przepuścił strzał pomiędzy parkanami. Jednak styl, w jakim to zrobił wołała o pomstę do nieba. Przy trzeciej bramce dla rywala niewiele miał do powiedzenia, jednak zbyt pasywnie zachowali się jego koledzy z obrony. Frederik Tiffels miał na tyle czasu, by dwa razy obić parkan Berry, a dopiero za trzecim razem krążek zatrzepotał w siatce po jego strzale. W 39. minucie Reto Berra znów dał o sobie znać. Konrad Abeltshauser czekał długo przed bramką, a bramkarz szwajcarskiej drużyny położył się, jednak na tyle nieudolnie, że monachijski napastnik szybko oddał strzał, który odbił się od rywala i wpadł do bramki. Po drugiej tercji, szkoleniowiec gospodarzy zdecydował się zmienić bramkarza. To przyniosło skutek, gdyż drugi bramkarz gola już nie puścił. W 45. minucie David Desharnais zdobył bramkę na 2:4 po rzucie karnym. Po pierwszym meczu Szwajcarzy tracą do rywala dwie bramki i są w złym położeniu przed zbliżającym się meczem rewanżowym.

HC Fribourg-Gottéron – Red Bull Monachium 2:4 (1:1, 0:3, 1:0)
1:0 – Killian Mottet (07:25),
1:1 – Justin Schütz (16:13),
1:2 – Jonathon Blum (25:35,4/5),
1:3 – Frederik Tiffels (35:40),
1:4 – Konrad Abeltshauser (38:51),
2:4 – David Desharnais (44:28, rzut karny).

W tym meczu cokolwiek innego niż zwycięstwo gości byłoby odbierane jako sensacja. Fiński klub dominował od początku do końca. Objął prowadzenie już w 6. minucie za sprawą Scotta Pooleya, który oddał niski strzał, tuż nad lodem, z którym nie poradził sobie zasłonięty bramkarz gospodarzy. Sześć minut później Vili Saarijärvi jako drugi wpisał się na listę strzelców. Scott Pooley oddał strzał po którym krążek odbił się od słupka i trafił pod kij Fina, który nie miał kłopotów ze zdobyciem gola. Hokeiści z Bolzano nie poddawali się i w 32. minucie zdobyli bramkę kontaktową. Michael Halmo zachował zimną krew w zamieszaniu podbramkowym i to on wepchnął krążek za linię bramkową. Radość włoskiego klubu nie trwała jednak zbyt długo. Bowiem na chwilę przed przerwą Anrei Hakulinen szczęśliwie wpisał się na listę strzelców.

HC Bolzano – Lukko Rauma 1:3 (0:2, 1:1, 0:0)
0:1 – Scott Pooley (5:29),
0:2 – Vili Saarijärvi (11:46),
1:2 – Michael Halmo (31:08),
1:3 – Anrei Hakulinen (38:18)

Tegoroczny debiutant w Champions Hockey League spełnia wszelkie oczekiwania kibiców. Choć łatwo na pewno nie było, bowiem drużyna z Zurychu również jest bardzo mocna. Obie ekipy stoczyły wyrównany pojedynek. Wynik otworzył się w 18. minucie. Najpierw bramkę zdobył Adam Tambellini, ale 20 sekund po nim na listę strzelców wpisał się Justin Sigrist. Dopiero w drugiej tercji zaczęły się prawdziwe emocje. W 29. minucie Denis Hollenstein pokonał bramkarza rywali strzałem między parkany. Siedem minut później Dennis Everberg dołożył tylko łopatkę po doskonałym podaniu Reto Schappiego. Jednak na chwilę przed przerwą Adam Tambellini dał swojej drużynie prowadzenie po strzale z pierwszego krążka. Szwajcarzy wyrównali w 50. minucie za sprawą Patricka Geeringa, który zdobył bramkę po pięknym strzale w okienko szwedzkiej bramki. Wydawało się, że mecz zakończy się remisem, jednak na 32 sekundy przed końcową syreną Samuel Jonsson oddał strzał w długi róg bramki i zapewnił swojej drużynie zwycięstwo.

Zürich Lions – Rögle Ängelholm 3:4 (1:1, 1:2, 1:1)
0:1 – Adam Tambellini (17:33, 5/4),
1:1 – Justin Sigrist (17:53),
2:1 – Denis Hollenstein (28:02),
2:2 – Dennis Everberg (35:12,5/4),
2:3 – Adam Tambellini (38:35, 5/4),
3:3 – Patrick Geering (49:27),
3:4 – Samuel Jonsson (59:28).

W rywalizacji Adler Mannheim – Frölunda Göteborg wydaje się, że jest już pozamiatane. Broniący tytułu zespół ze Szwecji nie pozostawił złudzeń niemieckiej drużynie. Szwedzi bowiem wygrali w tym meczu aż 10:1! Dublet w tym meczu zaliczyli Patrik Carlsson oraz Elmer Söderblom. Warto jednak dodać, że drużyna Matthiasa Plachty grała w niepełnym składzie. W niemieckiej drużynie zabrakło siedmiu podstawowych zawodników, w tym syna byłego selekcjonera naszej kadry. Wszyscy nieobecni zostali zakażeni koronawirusem. Na domiar złego, w boksie zabrakło pierwszego trenera Pavla Grossa, którego Covid-19 również nie ominął. Co ciekawe, to pierwsza „dwucyfrówka” w ramach Champions Hockey League i najwyższy wynik w tych fazie pucharowej.

Adler Mannheim – Frölunda Göteborg 1:10 (1:2, 0:3, 0:5)
1:0 – Borna Rendulic (06:03),
1:1 – Joel Lundqvist (08:01, 5/4),
1:2 – Patrik Carlsson (11:11, 5/4),
1:3 – Ryan Lasch (26:36, karny),
1:4 – Nicklas Lasu (27:18),
1:5 – Elmer Söderblom (33:26, 5/4),
1:6 – Karl Henriksson (40:21),
1:7 – Elmer Söderblom (43:33),
1:8 – Theodor Niederbach (46:50),
1:9 – Johan Sundström (57:14,5/4),
1:10 – Patrik Carlsson (58:06).

Ogromną niespodzianką zakończył się mecz w austriackim Klagenfurcie. Skazywany na porażkę Klagenfurter pokonał faworyzowany Leksands IF. W 12. minucie Thomas Koch otworzył wynik strzałem bez przyjęcia po świetnym podaniu Clemensa Unterwegera. Austriacy świetnie weszli w drugą odsłonę. Johannes Bischofberger w sytuacji sam na sam wymanewrował bramkarza i podwyższył prowadzenie. W 50. minucie fatalny w skutkach błąd popełnił bramkarz gości, który praktycznie sam wbił sobie krążek do bramki po strzale Stevena Stronga. Ostatnie słowo należało do Johannesa Bischofbergera. Ten napastnik po raz drugi wygrał pojedynek oko w oko z bramkarzem rywali.

Klagenfurter AC – Leksands IF 4:0 (1:0, 1:0, 2:0)
1:0 – Thomas Koch (11:11, 5/4),
2:0 – Johannes Bischofberger (23:35),
3:0 – Steven Strong (49:50),
4:0 – Johannes Bischofberger (53:31).

W tym pojedynku obie drużyny rozstrzelały się w pierwszej tercji, bowiem trzy spośród czterech bramek zdobyły właśnie w pierwszych dwudziestu minutach. W 6. minucie Tyler Morley nabił defensora rywali na tyle szczęśliwie, że krążek znalazł się w siatce. Chwilę później Joel Persson popisał się pięknym strzałem i wyrównał wynik meczu kierując krążek pod samą poprzeczkę. Na chwilę przed przerwą Emil Forslund dobił strzał Ludviga Claessona i dał swojej drużynie prowadzenie. Wydawało się, że duża ilość bramek będzie nam towarzyszyć przez cały mecz, jednak okazało się, że gol z 24. minuty był tym ostatnim. Wtedy bowiem Topi Rönni z najbliższej odległości pokonał bramkarza rywali. To jedyny remis jaki padł dotychczas w 1/8 finału.

Växjö Lakers – Tappara Tampere 2:2 (2:1, 0:1, 0:0)
0:1 – Tyler Morley (05:49),
1:1 – Joel Persson (11:03),
1:2 – Emil Forslund (18:33),
2:2 – Topi Rönni (23:12).

Spory krok w stronę ćwierćfinału poczynili prażanie. W pierwszym meczu pokonali oni bowiem Skellefteę AIK 3:1 na wyjeździe. Zaczęło się bardzo szybko, bowiem już po 62 sekundach mieliśmy pierwszą bramkę dla Sparty Praga. Filip Chlapík strzałem przy słupku pokonał bramkarza szwedzkiej drużyny. Jednak w 25. minucie wyrównał Oscar Möller mocnym strzałem z okolic bulika podczas liczebnej przewagi. Na 14 sekund przed drugą przerwą Tomáš Pavelka dobił strzał Erika Thorella nie dając szans golkiperowi. W 51. minucie losy rozstrzygnął Erik Thorell, który popisał się fantastycznym strzałem w samo okienko bramki.

Skellefteå AIK – Sparta Praga 1:3 (0:1, 1:1, 0:1)
0:1 – Filip Chlapík (01:02),
1:1 – Oscar Möller (24:02, 5/4),
1:2 – Tomáš Pavelka (39:46),
1:3 – Erik Thorell (50:18).

W ostatnim meczu pierwszych spotkań 1/8 finału, Francuzi dokonali nie lada sensacji. Pokonali oni bowiem faworyzowany zespół spod szyldu koncernu napojów energetycznych. Zaczęło się od gola Davida Gilberta w 37. minucie. Napastnik francuskiego zespołu z najbliższej odległości pokonał bramkarza gości. W 53. minucie Rolands Vigners przeciągnął bramkarza, ten się położył, a napastnik „Smoków” pokonał go strzałem tuż obok jego parkanu. Trzy minuty później fatalny błąd popełnił jeden z defensorów austriackiej drużyny, co skrzętnie wykorzystał Rolands Vigners, który w sytuacji sam na sam nie dał szans bramkarzowi gości.

Dragons de Rouen – Red Bull Salzburg 3:0 (0:0, 1:0, 2:0)
1:0 – David Gilbert (36:58),
2:0 – Rolands Vigners (52:18),
3:0 – Rolands Vigners (55:42, 4/5),

Kliknij, by skomentować

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie artykuły