Znajdziesz nas też tutaj:
fot. cracovia-hokej.pl

Wywiady

Gula: Champions Hockey League to dla mnie potężny magnes

Comarch Cracovia – srebrna medalistka poprzedniego sezonu Polskiej Hokej Ligi – zakończyła swój udział w tegorocznej kampanii play-off już na etapie ćwierćfinału. Gol Christiana Mroczkowskiego z niedzielnej dogrywki wyrzucił ostatecznie „Pasy” za burtę. Jiříemu Guli – defensorowi krakowskiego klubu – towarzyszyły mieszane uczucia. Z jednej strony, jest on zadowolony z wywalczenia dwóch trofeów, lecz z drugiej strony ubolewa nad tak wczesnym zakończeniem sezonu.

Przez niemałą część spotkania GKS-u Tychy z Comarch Cracovią to „Pasy” zdawały się prezentować lepszy hokej. Kluczowym momentem, który zbalansował siły na tafli, wydaje się być wyrównująca bramka Jegora Fieofanowa, która dodała tyszanom skrzydeł. Ostatecznie, przekuli oni je w swoje zwycięstwo, jakie „złotym golem” w dogrywce zapewnił Christian Mroczkowski. GKS Tychy zanotował tym samym czwarte zwycięstwo, kończąc kampanię Cracovii.

To dla nas koniec sezonu. Co mogę powiedzieć? Tyszanie zdobyli od nas jednego gola więcej i to oni awansowali do półfinału. W każdym meczu pojedynczy gol sprawia różnicę. To są play-offyJiří Gula nie silił się na szukanie wymówek.

Kibice „Pasów” przeżyli niejednoznaczny sezon. Z jednej strony, ich ulubieńcy po latach nieobecności triumfowali w zmaganiach o Puchar Polski. Comarch Cracovia na stałe zapisała się w annałach polskiego hokeja, sięgając po Puchar Kontynentalny, co gwarantuje jej udział w nadchodzącej kampanii Champions Hockey League. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia, toteż tak wczesne odpadnięcie ze stawki rywalizującej o mistrzostwo Polski było niczym lodowaty prysznic.

Myślę, że zwycięstwo w Pucharze Kontynentalnym było dla nas bardzo silnym i fajnym przeżyciem. To pierwszy raz w historii, kiedy polska drużyna sięgnęła po to trofeum. Dla mnie ten sezon był bardzo udany, gdyż wygraliśmy dwa puchary. Wielka szkoda, że w play-offach odpadliśmy już tak wcześnie. Uważam, iż jeśliby dzisiaj udało nam się wygrać, to siódmy mecz rozstrzygnęlibyśmy na swą korzyść – przyznał czeski defensor.

Rudolf Roháček ponownie ściągnął w styczniu gromy na swą głowę, kiedy to „Pasy” zaliczyły niezwykle huczne zamknięcie okienka transferowego. Nowe angaże miały umożliwić krakowianom grę na dwóch frontach, a także podnieść sportową jakość zespołu. Efekt był jednak połowiczny, a żadna z nowych twarzy nie wyrosła na lidera. Czy tegoroczny wynik został zatem uszyty na miarę potencjału obecnej kadry?

To nie jest pytanie do mnie. Każdy chce wykonywać to – co potrafi – na sto procent. Każdy z osobna musi odpowiedzieć sobie na pytanie, w jakim stopniu mu się to udało – odpowiedział dyplomatycznie rosły obrońca.

Jak już wyżej wspominaliśmy, Comarch Cracovia będzie jednym z dwóch przedstawicieli Polskiej Hokej Ligi w rozgrywkach Champions Hockey League. Czy gra w tak elitarnej stawce stanowi dodatkowy magnes, by pozostać (lub też dołączyć do) w ekipie z Siedleckiego?

Oczywiście. Nie wiem, jak odbiera to reszta, ale dla mnie to potężny magnes. Występowałem już w jednej edycji Champions Hockey League jeszcze za czasów mojej gry w Czechach (w sezonie 2015/2016 w barwach HC Litvínov – dop. red.). To bardzo duża nobilitacja. Zobaczymy, komu będzie dane zagrać w tych rozgrywkach i jaki będzie wynik. Zarówno dla kibiców i zawodników jest to jednak wielka sprawa – 32-letni hokeista nie ukrywał ekscytacji perspektywą udziału Comarch Cracovii w Hokejowej Lidze Mistrzów.

Po zakończonym sezonie zawsze można być pewnym jednego – w swym ostatnim meczu dana ekipa po raz ostatni wystąpiła w tak zestawionym składzie. Zmiany w hokeju są naturalne. Jakie uczucia towarzyszą naszemu rozmówcy?

Czuję żal i smutek. To wciąż jest świeże w naszej głowie i na pewno dla nikogo nie jest to przyjemne uczucie. Każdy chciał awansować dalej, a wyszło jak wyszło. Ja też nie należę już do najmłodszych zawodników, a czym bliżej końca kariery, tym chciałoby się zachodzić jak najdalej – dodał z żalem wychowanek litvínovskiego klubu.

Ostatnie artykuły