Znajdziesz nas też tutaj:

PHL

Jastrzębianie nadal w grze!

JKH GKS Jastrzębie wygrał z GKS-em Tychy w drugim meczu o brąz 5:2. Decydująca dla losów spotkania okazała się być końcówka drugiej tercji, w której to drużyna gości wyszła na dwubramkowe prowadzenie. Dubletem popisał się Martin Kasperlik.

Mecz z wysokiego „c” rozpoczęli gospodarze. Częściową winę ponosi za to Martin Kasperlik, który już po 31 sekundach trafił na ławkę kar. Chwilę później bowiem wynik otworzył Jason Seed z linii niebieskiej zdjął pajęczynę z bramki strzeżonej przez Michała Kielera.

Radość trójkolorowych nie trwała jednak długo. Zaledwie trzy minuty później na listę strzelców wpisał się Pawieł Jelszański, który pokonał tyskiego bramkarza mocnym strzałem w dłuższy róg z linii niebieskiej. Goście poszli za ciosem i w 17. minucie gry, a na listę strzelców wpisał się Martin Kasperlik.

Mecz nie był porywający, ale obydwie drużyny tworzyły sobie dogodne sytuacje do zdobycia bramki. W całej drugiej tercji wydawało się, że to jastrzębianie mają optyczną przewagę, jednak nie umieli tego udokumentować w postaci kolejnych goli. W 30. minucie kardynalny błąd popełnił Michał Kieler. Bezpański krążek zmierzał do tercji jego drużyny, a w pogoni za nim ruszył Jean Dupuy. Jastrzębski bramkarz niepotrzebnie wyszedł do krążka, a kanadyjski napastnik minął go i upadając strzelił w słupek. Guma trafiła jednak do Jakuba Witeckiego, a ten bez kłopotów zamienił swój strzał na gola. To było za wiele dla Roberta Kalabera, który zdecydował się zmienić bramkarza.

Końcówka drugiej odsłony nie poszła po myśli podopiecznych Andrieja Sidorienki. W 35. minucie karami ukarani zostali Jakub Michałowski i Szymon Marzec. Goście szybko zrobili to co do nich należy, a bramkę na swoje konto zapisał Siarhiej Bahalejsza po mocnym strzale w krótszy róg. To jednak nie było ich ostatnie słowo. Na chwilę przed drugą przerwą w zamieszaniu pod tyską bramką najlepiej odnalazł się Egils Kalns, który podwyższył prowadzenie swojej drużyny.

Trzecia tercja to były istne hokejowe szachy. Obie drużyny miały problem ze stworzeniem sobie dobrej okazji strzeleckiej. W 54. minucie fatalny błąd popełnił Artiom Smirnow, a w sytuacji sam na sam znalazł się Radosław Nalewajka. Trafił jednak wprost w tyskiego golkipera. Na cztery minuty przed końcem trener Andriej Sidorienko poprosił o czas i ściągnął bramkarza do boksu. Tyszanie stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji, ale nie potrafili pokonać dobrze dysponowanego Patrika Nechvátala. O czas poprosił również trener Kalaber. Po kilku nieudanych próbach, na listę strzelców wpisał się w końcu Martin Kasperlik, który pogrzebał marzenia trójkolorowych.

GKS Tychy – JKH GKS Jastrzębie 2:5 (1:2, 1:2, 0:1)
1:0 – Jason Seed – Alexander Szczechura, Jean Dupuy (00:57, 5/4),
1:1 – Pawieł Jelszański – Dominik Paś, Kamil Górny (04:13)
1:2 – Martin Kasperlik – Siarhiej Boholejsza, Roman Rác (16:43),
2:2 – Jakub Witecki – Jean Dupuy (29:47),
2:3 – Siarhiej Bahalejsza – Roman Rác, Martin Kasperlik (35:40, 5/3),
2:4 – Egils Kalns – Roman Rác, Dominik Paś (37:28),
2:5 – Martin Kasperlik (59:48, do pustej bramki).

Stan rywalizacji: 1:1

GKS Tychy: Fučík – Bizacki, Smirnow; Gościński, Galant, Jeziorski – Seed, Kotlorz; Szczechura, Cichy, Mroczkowski – Korczemkin, Michałowski; Dupuy, Starzyński, Witecki – Krzyżek, Biro, Wróbel, Ubowski, Marzec
Trener: Andriej Sidorienko

JKH GKS Jastrzębie: Kieler (od 29:48 Nechvátal) – Kostek, Bahalejsza; Kasperlik, Rác, Kalns – Ē. Ševčenko, Bryk; A. Ševčenko, Pavlovs, Razgals – Górny, Jelszański; R. Nalewajka, Paś, Bondaruk – Horzelski, Kamienieu; Płachetka, Jarosz, Ł. Nalewajka
Trener: Robert Kalaber

Ostatnie artykuły