Znajdziesz nas też tutaj:

Relacje

Niespodzianka w Sanoku! Zabójcze przewagi gospodarzy [WIDEO]

Ciarko STS Sanok sprawił dziś olbrzymią niespodziankę, odnosząc pierwsze zwycięstwo nad JKH GKS-em Jastrzębie po swym powrocie do Polskiej Hokej Ligi. Podopieczni Marka Ziętary wygrali 4:3, a kluczem do sukcesu okazała się być ich dojrzała gra w przewagach.

Hokeiści STS-u Sanok po trzech kolejnych porażkach ponownie znaleźli się na zwycięskiej ścieżce. W ostatnim czasie ekipa z grodu Grzegorza wykazała swą wyższość nad graczami TAURON Podhala Nowy Targ (7:2) i Zagłębia Sosnowiec (2:1 po dogrywce). Trzy punkty miał dziś jednak większe znaczenie dla przyjezdnych z Jastrzębia-Zdroju, którzy chcieli wykonać krok milowy w kierunku awansu do Pucharu Polski, jaki już w grudniu zostanie rozegrany na bytomskim Lodowisku imienia braci Nikodemowiczów.

Już w czwartej minucie przed świetną okazją strzelecką stanął Vitālijs Pavlovs. Łotewski gigant otrzymał znakomite podanie od Frenksa Razgalsa i znalazł się niepilnowany tuż przed bramką Patrika Spěšný’ego. Nie zdołał jednak opanować krążka, a cała akcja spaliła na panewce. Nie minęło jednak wiele, a jastrzębianie po raz pierwszy tego wieczoru dostali szansę gry w przewadze. Nie potrzebowali zbyt wiele czasu, by ją wykorzystać – Egils Kalns zaskoczył Spěšný’ego strzałem na krótszy słupek i wyprowadził swój zespół na prowadzenie.

Na równo sto sekund przed zakończeniem pierwszej odsłony gry podopiecznym Róberta Kalábera przyszło rozgrywać kolejny „power-play”. Tym razem przyniósł on jednak opłakane skutki dla mistrzów Polski. W splocie niefortunnych dla nich wydarzeń, Rusłan Baszyrow stracił krążek na linii niebieskiej, a następnie Patrik Nechvátal nieudolnie wybijał  „gumę”. Otworzyło to dogodną okazję przed Radosławem Sawickim, a więc eks-snajperem Jastrzębskiego Klubu Hokejowego, który wykorzystał ją z zimną krwią.

Niespodziewane wyrównanie dodało gospodarzom sporo animuszu. Hokeiści dowodzeni przez Marka Ziętarę poczuli wiatr w żagle i przez długi okres drugiej tercji to właśnie oni starali się narzucić swoje warunki. Wykreowali sobie sporo dogodnych sytuacji do wyprowadzenia kolejnego ciosu, wspominając tu chociażby potężne uderzenie Tamminena, które nieznacznie minęło słupek, nieudaną dobitkę Bielca czy też kombinacyjną akcję zwieńczoną nieskuteczną „klepą” Henttonena. W 31. minucie oko w oko z golkiperem przyjezdnych znalazł się najlepszy strzelec ligi – Jakub Bukowski. Wydawało się, iż zostawił on w polu defensorów rywala, ale świetną interwencją popisał się Marcin Horzelski, wyłuskując mu krążek kijem.

Niewykorzystane okazje zemściły się na sanoczanach, a w rolę egzekutora wcielił się Samuel Mlynarovič. Słowacki center oddał ładny strzał ze slotu, wyprowadzając swój zespół na ponowne wyprowadzenie. Sanoczanie znów mogli zakończyć pierwszą tercję z przytupem. Dwójkową kontrę gospodarzy, jaka miała miejsce na niespełna pół minuty przed syreną oznajmiającą przerwę, śmiało można określić mianem „setki”,  lecz świetną paradą Nechvátal wybronił uderzenie Bielca i zatrzymał również próbę Białego, rehabilitując się całkowicie za swój udział przy stracie pierwszego gola.

Trzecia tercja przyniosła nam najwięcej emocji, a zarazem najmniej spodziewany obrót wydarzeń. Mimo niekorzystnego po czterdziestu minutach wyniku, hokeiści z grodu Grzegorza po wyjściu z szatni od razu pokazali pazur. W 44. minucie notujący fantastyczny sezon Bukowski zdecydował się na indywidualną akcję, objechał bramkę Nechvátala i zmieścił krążek tuż przy słupku. Niedługo później stanęli oni do kolejnej okazji do gry w przewadze. Krążek wstrzelony na bramkę Nechvátala został skierowany do siatki przez Sawickiego, lecz chwilę wcześniej rozległ się gwizdek sędziów przerywający akcję, bowiem w starciu na buliku ucierpiał Rác.

Co się odwlecze, to nie uciecze. Sanoczanie szybko zawiązali składną akcję, wykończoną zabójczym strzałem przez Samiego Tamminena. Hokeiści znad czeskiej granicy na pewno nie byli przygotowani na taki scenariusz, lecz zacisnęli zęby i wzięli się do odrabiania strat. W 46. minucie po niemałym zamieszaniu przed bramką Spěšný’ego, krążek pod poprzeczką zdołał umieścić Vitālijs Pavlovs. Gra toczyła się jednak dalej i została przerwana dopiero karą Romana Ráca. Sędziowie zdecydowali się na (przeraźliwie długą) analizę wideo, która wykazała prawidłowo zdobytego przez jastrzębian gola. Czas cofnięto o ponad dwie i pół minuty, lecz ku niezadowoleniu trenera Kalábera, nie anulowano kary nałożonej na słowackiego napastnika JKH.

Rozkojarzeni w defensywie goście popełnili jednak błędy, które poprowadziły do kolejnej przewagi sanoczan. Podopieczni Marka Ziętary zaprezentowali się dziś w tym elemencie z bardzo solidnej strony i to właśnie w tym okresie padła zwycięska bramka dla gospodarzy. Do „bezpańskiego” krążka przed bramką Nechvátala dopadł Sami Jekunen i zadał decydujący cios, który powalił na łopatki mistrzów Polski.

Próbowali oni jeszcze swoich sił, posyłając do boju szóstego zawodnika, ale nie pomogła im nawet przewaga w ostatnich 91 sekundach spotkania. Tym oto sposobem, pierwsza po powrocie do PHL wygrana STS-u Sanok z JKH GKS-em Jastrzębiem stała się faktem. Ekipa znad czeskiej granicy skomplikowała tym samym swoją sytuację w obliczu kwalifikacji do Pucharu Polski.

Ciarko STS Sanok – JKH GKS Jastrzębie 4:3 (1:1, 0:1, 3:1)
0:1 – Egils Kalns – Roman Rác (6:01, 5/4),
1:1 – Radosław Sawicki – Julius Marva (18:36, 4/5),
1:2 – Samuel Mlynarovič – Martin Kasperlík (32:05),
2:2 – Jakub Bukowski – Kamil Olearczyk (43:19),
3:2 – Sami Tamminen – Radosław Sawicki (45:58, 5/4),
3:3 – Vitālijs Pavlovs (45:58),
4:3 – Sami Jekunen – Jakub Bukowski, Aleksi Hämäläinen (53:24, 5/4).

Strzały: 28 – 34.

Minuty karne: 8 – 12.

STS: Spěšný – Rąpała, Jekunen; Henttonen, Hämäläinen, Bukowski – Marva, Olearczyk; Sawicki, Tamminen, Mokszancew – Piippo, Pavúk; Filipek, Mocarski, Łyko – Biłas, Florczak; Bielec, Wilusz, Biały.
Trener: Marek Ziętara.

JKH GKS: Nechvátal – Kostek, Bahalejsza; Baszyrow, Rác, Kalns – Górny, A. Ševčenko; Urbanowicz, Pavlovs, Razgals – Horzelski, Kamienieu; Kasperlík, Mlynarovič, Pelaczyk – Matusik, Gimiński; R. Nalewajka, Jarosz, Ł. Nalewajka.
Trener: Róbert Kaláber.

Ostatnie artykuły