Podsumowanie 5. kolejki PHL. Strzelanina w Nowym Targu!

Za nami piąta seria gier w Polskiej Hokej Lidze. Najciekawiej było w Nowym Targu, gdzie padło aż 9 bramek! W Toruniu trzecie czyste konto zaliczył już Anton Svensson.

Uczeń lepszy od mistrza
Piątkowe starcie w Nowym Targu było meczem Podhala, dowodzonego przez Andrieja Gusowa, który ostatnie niespełna trzy sezony spędził w Tychach i GKS-u, którego trenerem jest obecnie Krzysztof Majkowski (wtedy asystent Gusowa). Spotkanie lepiej rozpoczęli goście, którzy objęli prowadzenie w 9. minucie, kiedy to Christian Mroczkowski posłał krążek do nowotarskiej bramki pomiędzy parkanami Przemysława Odrobnego. Przyjezdni wykorzystali wtedy okres gry w liczebnej przewadze. Trzy minuty później znów Tychy grały z przewagą jednego zawodnika, ale fatalny błąd popełnił Dupuy i akcję sam na sam z Murrayem wykorzystał Alan Łyszczarczyk doprowadzając do wyrównania. Reprezentant Polski chwilę później mógł wyprowadzić Podhale na prowadzenie, ale krążek zatrzymał się na słupku. Tyszanie na początku drugiej odsłony znów wykorzystali grę w przewadze i z bramki cieszył się Alexander Szczechura. „Szarotki” odpowiedziały trafieniem Łyszczarczyka i po 40 minutach w Nowym Targu był remis. O wszystkim musiała zatem rozstrzygnąć trzecia tercja. Już w 42. minucie Podhale pierwszy raz tego dnia objęło prowadzenie za sprawą Bartłomieja Neupauera. Goście potrafili jednak doprowadzić do wyrównania, a swoje drugie trafienie tego wieczora zaliczył Szczechura. Odpowiedź gospodarzy była jednak błyskawiczna, bo 34 sekundy później bramkę zdobył Kacper Guzik i było 4:3. Radość miejscowych nie trwała jednak długo, bo znów liczebną przewagę wykorzystali mistrzowie Polski i na listę strzelców wpisał się Michael Cichy. Ten sam zawodnik w 55. minucie zadał ostateczny cios zapewniają 3 punkty dla GKS-u. Podhale w końcówce próbowało jeszcze gry 6 na 4, ale ten manewr się nie powiódł. Warto podkreślić, że mecz odbywał się w trudnych warunkach, bo na hali w Nowym Targu unosiła się mgła, a na tafli było sporo kałuż wody.

Tauron Podhale Nowy Targ – GKS Tychy 4:5 (1:1, 1:1, 2:3)
0:1 Christian Mroczkowski – Alexander Szczechura, Filip Komorski (08:52, 5/4)
1:1 Alan Łyszczarczyk (11:02, 4/5)
1:2 Alexander Szczechura – Christian Mroczkowski, Michael Cichy (23:47, 5/4)
2:2 Alan Łyszczarczyk – Bartłomiej Neupauer (33:57)
3:2 Bartłomiej Neupauer – Andriej Ankudinow, Damian Tomasik (41:18, 5/4)
3:3 Alexander Szczechura – Christian Mroczkowski (48:19)
4:3 Kacper Guzik – Andriej Ankudinow (48:53)
4:4 Michael Cichy – Jason Seed, Alexander Szczechura (50:42, 5/4)
4:5 Michael Cichy – Alexander Szczechura, Christian Mroczkowski (57:02)

Cracovia wygrała z outsiderem
Cracovia po niedzielnej wygranej z Zagłębiem Sosnowiec chciała podtrzymać dobrą passę i rozpędzić się, wygrywając z najsłabszą drużyną ligi – GKH Stoczniowcem Gdańsk. Po pierwszej tercji mieliśmy jednak sensacyjny, bezbramkowy remis. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że to przyjezdni byli bliżej otwarcia wyniku, co już byłoby wielką sensacją. Krakowianie od drugiej odsłony kontrolowali jednak przebieg wydarzeń na lodzie. Pierwszą bramkę w 25. minucie zdobył Taavi Tiala, a już 12 sekund później było 2:0, bo precyzyjnym strzałem krążek w siatce umieścił Richard Nejezchleb. Jeszcze w tej tercji trzecią bramkę dla gospodarzy strzelił Martin Dudaš i było pewne, że tylko kataklizm odbierze “Pasom” trzy punkty. W ostatnich 20 minutach Cracovia jeszcze dwukrotnie zdołała pokonać Michała Kielera. Jakub Šaur wykorzystał grę w liczebnej przewadze, a Tomáš Franek w podbramkowym zamieszaniu ustalił wynik meczu. Goście do samego końca ambitnie walczyli o honorową bramkę, ale strzał Josefa Vitka zatrzymał się na poprzeczce bramki strzeżonej przez Roberta Kowalówkę. Był to zarazem pierwszy mecz, w którym hokeiści Stoczniowca nie zdołali zdobyć ani jednej bramki.

Comarch Cracovia – GKH Stoczniowiec Gdańsk 5:0 (0:0, 3:0, 2:0)
1:0 – Taavi Tiala – Sebastian Brynkus (24:31)
2:0 – Richard Nejezchleb – Tomáš Franek, Martin Dudaš (24:43)
3:0 – Martin Dudaš – Aleš Ježek (32:26)
4:0 – Jakub Šaur – Taavi Tiala, Erik Němec (44:14, 5/4)
5:0 – Tomáš Franek – Aleš Ježek, Richard Nejezchleb (45:34)

Wybitny mecz bramkarzy

Kibice w Toruniu liczyli na łatwą przeprawę miejscowej KH Energi z Zagłębiem Sosnowiec, tym bardziej, że trener Grzegorz Klich desygnował do bramki 19-letniego Marcela Kotułę. Torunianie od początku narzucili swój styl gry, ale nie potrafili znaleźć sposobu na świetnie dysponowanego bramkarza Zagłębia. Podopiecznym Juryja Czucha nie udało się także wykorzystać 80 sekund gry w podwójnej przewadze. Goście mogli mówić jednak o sporym szczęściu, bo z najbliższej odległości do pustej bramki nie trafił Alex Olkinuora. Pierwszą i jak się później okazało jedyną bramkę, w 26. minucie zdobył Michał Kalinowski, który wykończył składną akcję “Stalowych Pierników” podczas gry w przewadze. Torunianie mieli jeszcze kilka okazji do podwyższenia wyniku, ale powstrzymywał ich świetny Kotuła. Zagłębie w końcówce poczuło, że może urwać punkty niepokonanemu liderowi i zaczęło śmielej atakować. Świetną okazję na wyrównanie miał Igor Smal, ale Anton Svensson po raz kolejny pokazał swój kunszt i utrzymał czyste konto do ostatniej syreny. Warto zaznaczyć, że był to już trzeci shutout Szweda po pięciu rozegranych meczach! Na słowa pochwały zasłużył także Marcel Kotuła, który obronił 32 z 33 strzałów na swoją bramkę i zachował znakomitą 97-procentową skuteczność obronionych strzałów.

KH Energa Toruń – Zagłębie Sosnowiec 1:0 (0:0, 1:0, 0:0)
1:0 – Michał Kalinowski – Kamil Kalinowski, Ville Saloranta (25:22, 5/4)

Przegrana na własne życzenie

GKS Katowice w piątkowy wieczór podejmował Re-Plast Unię Oświęcim. Spotkanie było rozgrywane na Jantorze, bowiem lód w “Satelicie” nadal nie jest zamrożony. Faworytem tego starcia byli oświęcimianie. Od początku jednak to gospodarze byli stroną bardziej agresywną i zadziorną. Sęk w tym, że nie znaleźli oni sposobu na pokonanie znakomicie dysponowanego Clarke’a Saundersa. Z pozoru niegroźna wrzutka Patrika Lužy w 19. minucie dała prowadzenie hokeistom Unii. Krążek odbił się jeszcze od Macieja Kruczka i wpadł do bramki obok kompletnie zdezorientowanego Juraja Šimbocha. W drugiej odsłonie nad wydarzeniami na tafli nadal panowali gospodarze, ale “GieKSa” waliła głową w mur, którym był bramkarz Unii. Nawet w sytuacji sam na sam z Saundersem, Bartosz Fraszko nie potrafił doprowadzić do wyrównania. Kluczowa dla losów spotkania okazała się trzecia tercja, w której to podopieczni Nika Zupančiča nie wykorzystali czterech minut gry w przewadze. To się na nich zemściło i strzałem z obrotu wyrównał Filip Stoklasa. Przyjezdni mogli przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść jeszcze przed upływem regulaminowego czasu gry, ale nie wykorzystali okresu gry w podwójnej przewadze. Wykluczenia te przeszły także na dogrywkę, ale i wtedy Unici byli bezradni w grze z dwoma zawodnikami więcej w polu. Dwa punkty zostały w Katowicach, bo najsprytniejszy w podbramkowym zamieszaniu był Filip Starzyński, który wepchnął krążek do siatki. Sędziowie po protestach przyjezdnych zdecydowali się jeszcze na analizę wideo, ale koniec końców bramę uznali. Unia przegrała więc mecz na własne życzenie, bo ich przewagi tego dnia to był hokejowy kryminał.

GKS Katowice – Re-Plast Unia Oświęcim 2:1 d. (0:1, 0:0, 1:0, d. 1:0)
0:1 – Patrik Luža – Ryan Glenn, Jere Helenius (18:36, 4/4),
1:1 – Filip Stoklasa – Filip Starzyński (46:22),
2:1 – Filip Starzyński (61:21, 3/3).

Zgodnie z planem

JKH GKS Jastrzębie podejmował Ciarko STS Sanok. Pierwsze minuty należały do gospodarzy, ale żaden z ich ataków nie przyniósł premierowego trafienia. Niespodziewanie zaś w 6. minucie to goście objęli prowadzenie. Hubert Demkowicz strzałem spod niebieskiej ucieszył boks drużyny z Podkarpacia. Tę bramkę trzeba jednak zapisać na konto Patrika Nechvátala, który popełnił kolosalny błąd. Przyjezdni mogli pójść za ciosem, ale akcji sam na sam z golkiperem JKH nie wykorzystał Jakub Bukowski. Gospodarze próbowali wyrównać, lecz Jiří Klimíček nie trafił z bliska do pustej sanockiej bramki. Po pierwszej odsłonie mieliśmy zatem do czynienia z sensacją na Jastorze. Zespół znad czeskiej granicy wyrównał jednak w 23. minucie, kiedy to krążek po strzale Mateusza Bryka trącił Maciej Urbanowicz, czym zmylił Patrika Spěšný’ego. Jastrzębianie poszli za ciosem i chwilę później po strzale z bekhendu Dominika Jarosza było 2:1. Bliski wynik zwiastował emocje w trzeciej tercji. W niej zadecydowało jednak doświadczenie gospodarzy, którzy dwukrotnie pokonali Spěšný’ego i zapewnili sobie trzy punkty w tym spotkaniu. Obie bramki zdobył Marek Hovorka. Wynik meczu na 4:2 ustalił Bogusław Rąpała po kolejnym błędzie Nechvátala.

JKH GKS Jastrzębie – Ciarko STS Sanok 4:1 (0:1, 2:0, 2:1)
0:1 – Hubert Demkowicz – Maciej Witan (5:18),
1:1 – Maciej Urbanowicz – Mateusz Bryk, Marek Hovorka (22:13, 5/4),
2:1 – Dominik Jarosz – Łukasz Nalewajka, Radosław Nalewajka (24:48),
3:1 – Marek Hovorka – Zackary Phillips, Dominik Jarosz (44:33),
4:1 – Marek Hovorka – Zackary Phillips, Mateusz Bryk (47:29),
4:2 – Bogusław Rąpała – Hubert Demkowicz, Maciej Bielec (53:06).