Znajdziesz nas też tutaj:

PHL

Podsumowanie 7. kolejki! Zmiana lidera!

Za nami 7. kolejka Polskiej Hokej Ligi. Na szczycie tabeli doszło do zmiany lidera. Natomiast drużyny z jej końca również zapewniły nam sporo emocji!

PIERWSZA PORAŻKA ENERGI

Piątkowy mecz miał być pierwszą weryfikacją realnej siły “Stalowych Pierników”. Wydawało się, że czeka ich łatwe zadanie, bo GKS do Torunia przyjechał bez sześciu podstawowych zawodników. O pierwszej tercji chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć, bo emocji i sytuacji było, jak na lekarstwo. Premierowe trafienie nadeszło w 23. minucie, gdy Bartosz Ciura strzałem spod niebieskiej zaskoczył Antona Svenssona. Po bramce hokeiści GKS-u wykonali “kołyskę” na cześć strzela bramki, który niedawno został ojcem. Torunianie chcieli błyskawicznie odpowiedzieć, ale zmarnowali 98 sekund gry w podwójnej przewadze, a na dodatek Michał Kalinowski nie wykorzystał rzutu karnego. Niewykorzystane sytuacje się zemściły i Patryk Wronka podwyższył prowadzenie mistrzów Polski, a jeszcze przed przerwą Szymon Marzec bramką “do szatni” wydawało się, że zamknął pojedynek. Torunianie wyszli jednak zmotywowani na ostatnią tercję i już po 33 sekundach zapisali pierwsze trafienie na swoim koncie. Kamil Kalinowski zwieńczył składną akcję Energi. Gospodarze poczuli krew i chcieli błyskawicznie strzelić kontaktową bramkę. Ta sztuka udała się jednak dopiero w 55. minucie, gdy Andriej Czwanczikow wymanewrował Johna Murraya. Torunianie parli po wyrównującą bramkę, ale ta sztuka im się nie udała i komplet punktów pojechał do Tychów. Dla KH Energi była to pierwsza porażka w obecnych rozgrywkach.

KH Energa Toruń – GKS Tychy 2:3 (0:0, 0:3, 2:0)
0:1 – Bartosz Ciura – Bartłomiej Pociecha, Jarosław Rzeszutko (22:05)
0:2 – Patryk Wronka – Filip Komorski, Jarosław Rzeszutko (34:00, 5/4)
0:3 – Szymon Marzec – Radosław Galant (39:23)
1:3 – Kamil Kalinowski – Michał Kalinowski, Gleb Bondaruk (40:33)
2:3 – Andriej Czwanczikow – Jegor Fieofanow, Dienis Sierguszkin (54:05)

MVP: John Murray.

CHARAKTERNE “PASY”

Krakowianie kiepsko weszli w mecz. Szybko stracona bramka na pewno podcięła im skrzydła. W 8. minucie gry Klemen Pretnar zaskoczył Roberta Kowalówkę wrzutką z linii niebieskiej. Kolejna bramka padła dziesięć minut później, a jej autorem znów była drużyna gości. Teddy Da Costa świetnym podaniem obsłużył Jere Heleniusa, a ten z najbliższej odległości skierował krążek do siatki. Druga tercja była już znacznie lepsza w wykonaniu gospodarzy. W 29. minucie wykorzystali okres gry w przewadze. Sebastian Brynkus przekierował strzał Jiříego Guli, tuż przed Clarkiem Saundersem i zmniejszył dystans do rywali. Chwilę później Štěpán Csamangó wyrównał wynik spotkania mocnym strzałem z nadgarstka. Oświęcimianie nie poddawali się i nacierali na bramkę rywali. Na dwie minuty przed przerwą, Martin Przygodzki oddał strzał w samo okienko krakowskiej bramki po świetnym dograniu Eliezera Sherbatova. W trzeciej tercji gospodarze chcieli wyrównać, ale dobrze pomiędzy słupkami spisywał się golkiper gości. Mieli kilka dogodnych sytuacji, ale bramka oświęcimian była niczym mur. Ta sytuacja zmieniła się dopiero w 56. minucie, kiedy Tomáš Franek wyrównał po strzale w górny róg bramki. Trzeba przyznać jednak, że przy tym golu nie popisała się formacja defensywna Re-Plast Unii Oświęcim. Minutę później fatalny w skutkach błąd popełnił bramkarz gości. Jego “wycieczka” za bramkę skończyła się podaniem wprost na kij Sebastiana Brynkusa. Ten wyłożył gumę przed bramkę, a dopadł do niej Taavi Tiala, który nie miał problemów ze skierowaniem krążka do bramki. Radość gospodarzy nie trwała długo, bo 34 sekundy później Luka Kalan świetnie wykończył akcję swojej drużyny. Wynik musiała rozstrzygnąć dogrywka. Jednak krakowianom udało się zdobyć bramkę. Podczas przewagi, Aleš Ježek silnym strzałem pokonał Saundersa i dwa punkty zostały w Krakowie. Mecz był bardzo dobry do oglądania. Bardzo ważne zwycięstwo “Pasów”, które może dodać wiatru w żagle pod kątem następnych meczów.

Comarch Cracovia – Re-Plast Unia Oświęcim 5:4 (0:2, 2:1, 2:1, d. 1:0)
0:1 – Klemen Pretnar – Luka Kalan (07:14),
0:2 – Jere Helenius – Teddy Da Costa, Daniił Oriechin (17:38),
1:2 – Sebastian Brynkus – Jiří Gula, Jakub Šaur (28:06, 5/4)
2:2 – Štěpán Csamangó – Dawid Musioł (35:23),
2:3 – Martin Przygodzki – Eliezer Sherbatov, Peter Bezuška (38:11),
3:3 – Tomáš Franek – Aleš Ježek, Richard Nejezchleb (54:08),
4:3 – Taavi Tiala – Sebastian Brynkus (56:57),
4:4 – Luka Kalan – Klemen Pretnar, Miroslav Zaťko (57:30),
5:4 – Aleš Ježek – Tomáš Franek (63:00, 4/3)

MVP: Sebastian Brynkus

CIĘŻKO, ALE ZWYCIĘSKO

Katowiczanie po raz pierwszy w tym sezonie mogli zagrać w “Satelicie”. Trzy punkty w starciu z Sanokiem były dla nich obowiązkiem, jednak wygrana nie przyszła łatwo. Przyjezdni postawili na defensywę i swoich okazji szukali w kontrach. Gospodarze przez całą pierwszą tercję bili głową w mur, bo świetnie spisywał się Patrik Spěšný. Sanocki golkiper był prawdziwą ostoją swojego zespołu. Obraz gry w drugiej tercji nie zmienił się. Pierwsze trafienie nadeszło w najmniej oczekiwanym momencie, gdyż katowiczanie objęli prowadzenie grając w liczebnym osłabieniu. Jesse Rohtla wyłożył krążek do Filipa Starzyńskiego, a ten umieścił go w odsłoniętej bramce. Przyjezdni po tej bramce nieco się otworzyli i kreowali więcej sytuacji strzeleckich. Najlepszą zmarnował Damian Ginda, który ostemplował słupek bramki strzeżonej przez Juraja Šimbocha. Ostatnie 20 minut to spora nerwówka w “Satelicie”, gdyż goście parli po wyrównującą bramkę. Przydarzył im się jednak błąd i karę Konrada Filipka na bramkę zamienił Mateusz Michalski. Trzeba jednak docenić kunszt Jesse Rohtli, który znakomicie obsłużył swojego partnera. Podopieczni Piotra Sarnika zgarnęli więc drugi komplet punktów w obecnych rozgrywkach i powoli zaczynają gonić czołówkę tabeli. Kluczowa dla “GieKSy” będzie niedziela, kiedy to zmierzą się z Podhalem. Przekonamy się wtedy, czy kryzys drużyna ze stolicy Górnego Śląska ma już za sobą.

GKS Katowice – Ciarko STS Sanok 2:0 (0:0, 1:0, 1:0)
1:0 – Filip Starzyński – Jesse Rohtla (31:16, 4/5),
2:0 – Mateusz Michalski – Jesse Rohtla, Filip Stoklasa (58:15, 5/4).

MVP: Jesse Rohtla.

POCZĄTEK ZAPEWNIŁ ZWYCIĘSTWO

Świetny początek spotkania w meczu z JKH GKS-em Jastrzębie zanotowało Tauron Podhale Nowy Targ. Już w 4. minucie na listę strzelców wpisał się Emil Švec, a 27 sekund później prowadzenie “Górali” było już dwubramkowe, bo Bartłomiej Neupauer skierował krążek do siatki. Taki obrót spraw spowodował, że przyjezdni od samego początku musieli gonić wynik. Niemal momentalnie rzucili się oni do odrabiania strat, ale szczęście dopisywało gospodarzom, a przede wszystkim Przemysławowi Odrobnemu. “Wiedźmin” interweniował bowiem bardzo niepewnie, a krążek o centymetry mijał strzeżoną przez niego bramkę. Gospodarze wynik podwyższyli w 26. minucie. Bramkę w liczebnej przewadze na swoje konto zapisał Michal Vachovec i nic nie zwiastowało już większych emocji w Nowym Targu. Przyjezdni jednak także wykorzystali grę w przewadze, a Odrobnego zaskoczył Radosław Sawicki. Ten sam zawodnik był autorem kontaktowej bramki dla JKH w 53. minucie i na nowotarskim lodowisku zrobiło się gorąco. Kilkukrotnie kotłowało się pod bramką “Wiedźmina” ten jednak wyszedł z opresji obronną ręką i “Górale” w godnym stylu pożegnali się ze swoimi kibicami. Był to bowiem (tymczasowo) ostatni mecz Podhala z kibicami, gdyż Nowy Targ znalazł się w czerwonej strefie, a to oznacza, że wydarzenia sportowe muszą się odbywać bez udziału publiczności.

KH Tauron Podhale Nowy Targ – JKH Jastrzębie 3:2 (2:0, 1:1, 0:1)
1:0 Emil Švec – Michal Vachovec (03:18)
2:0 Bartłomiej Neupauer – Alan Łyszczarczyk, Alexander Pettersson (03:45)
3:0 Michal Vachovec – Emil Švec, Kacper Guzik (25:52, 5/4)
3:1 Radosław Sawicki – Marek Hovorka, Mateusz Bryk (32:05, 5/4)
3:2 Radosław Sawicki – Mateusz Bryk (52:06)

MVP: Bartłomiej Neupauer.

STRZELANINA W SOSNOWCU

Wydawało się, że to będzie łatwy mecz dla sosnowiczan. Tak też to wyglądało po pierwszej tercji. Gospodarze prowadzili bowiem 2:0 po golach Nikiforowa i Nahunki. W drugiej tercji rywale odskoczyli o kolejne pięć bramek. Na listę strzelców wpisali się Kozłowski, Nahunko, Bernacki i dwukrotnie Nikiforow. Gospodarzom wydawało się, że wszystko mają pod kontrolą. Nic bardziej mylnego. W trzeciej tercji przebudzili się goście. Zaczęło się od trafienia Krystiana Mocarskiego. Chwilę potem podopieczni Grzegorza Klicha znów odskoczyli na siedem bramek za sprawą Kamila Sikory. Jednak hokeiści GKH Stoczniowca Gdańsk się nie poddawali. W 46. minucie bramkę zdobył Michał Zając, a tuż po nim dwa gole dołożył niezawodny Josef Vitek. Na sekundę przed zakończeniem meczu kolejną bramką popisał się Krystian Mocarski. Ambitna postawa gdańszczan niestety zdała się na nic. Jednak taką grą do końca udowodnili, że nie należy ich lekceważyć ani też skreślać zbyt szybko.

Zagłębie Sosnowiec – GKH Stoczniowiec Gdańsk 8:5 (2:0, 5:0, 1:5)
1:0 Jewgienij Nikiforow – Dominik Nahunko, Rusłan Baszyrow (03:20)
2:0 Dominik Nahunko – Michał Bernacki (12:11, 4/5)
3:0 Jewgienij Nikiforow – Rusłan Baszyrow (20:33)
4:0 Tomasz Kozłowski – Łukasz Rutkowski, Michał Naróg (23:40, 5/4)
5:0 Jewgienij Nikiforow – Andrej Dubinin, Igor Smal (24:45)
6:0 Dominik Nahunko – Rusłan Baszyrow, Jewgienij Nikiforow (35:35)
7:0 Michał Bernacki – Łukasz Rutkowski, Magnuss Jākobsons (37:16)
7:1 Krystian Mocarski – Mateusz Rompkowski, Josef Vítek (40:23, 5/4)
8:1 Kamil Sikora – Szymon Luszniak, Łukasz Rutkowski (44:55)
8:2 Michał Zając – Krystian Mocarski, Josef Vítek (45:43)
8:3 Josef Vítek – Krystian Mocarski (48:40)
8:4 Josef Vítek – Michał Zając (49:23)
8:5 Krystian Mocarski – Jakub Stasiewicz, Maciej Rybak (59:59)

MVP: Dominik Nahunko.

Ostatnie artykuły