Znajdziesz nas też tutaj:

PHL

Sensacja w „Satelicie”! Kotuła zaczarował bramkę Zagłębia [WIDEO]

Zagłębie Sosnowiec sprawiło dziś nie lada sensację, pokonując 2:0 liderujący GKS Katowice. Sukces ten nie byłby jednak możliwy bez rewelacyjnej postawy Marcela Kotuły, który zaliczył prawdziwy dzień konia.

GKS Katowice po fantastycznym początku sezonu znalazł się na zakręcie, przegrywając w krótkim odstępie czasu pojedynki z GKS-em Tychy (3:4) i Re-Plast Unią Oświęcim (2:4). GieKSie udało się jednak przełamać z niżej notowanymi rywalami: TAURON Podhalem Nowy Targ (3:0) i Ciarko STS-em Sanok (5:4). W starciu z Zagłębiem Sosnowiec katowiczanie chcieli pójść za ciosem, a temperaturę tego spotkania podnosiły także względy historyczne. Zagłębiacy wciąż nie byli w tym sezonie nawiązać skutecznej walki z czołówką, ale zdarzyło im się już kilka razy napsuć krwi mocniejszym przeciwnikom.

Przystępując do tego spotkania liczyliśmy, że czeka nas podobne strzeleckie widowisko, jakie miało miejsce w boju sosnowiczan z tyszanami. W pierwszej tercji podbramkowych sytuacji było jednak jak na lekarstwo. Wyborną okazję do otwarcia wyniku miał Patryk Wronka, otrzymując podanie zza bramki od Bartosza Fraszki. 26-letni napastnik przymierzył bez zastanowienia, lecz Marcel Kotuła doskonale wiedział, jak w takiej sytuacji ustawić rękawicę, a krążek bezpiecznie wylądował w jego dłoni. Na burę zasługuje postawa przyjezdnych w przewagach. Przez cztery minuty występowali z przewagą jednego zawodnika, lecz nie było to widoczne na tafli.

To, co nie udało się gościom w dwóch poprzednich „power-playach”, ziściło się po niespełna pięciu minutach drugiej odsłony. Gdy Mateusz Rompkowski gotował się do powrotu na lód, ponieważ za sekundę miało wygasnąć jego wykluczenie, Jarosław Rzeszutko huknął z pierwszego krążka po podaniu Martina Przygodzkiego i nie dał najmniejszych szans Johnowi Murrayowi, z którym jeszcze nie tak dawno dzielił szatnię. Katowiczanie także mieli swoje okazje, lecz Marcel Kotuła robił wszystko, by utwierdzić w przekonaniu trenera Klicha, że postawienie na niego było dziś słusznym wyborem.

W ostatnich dwudziestu minutach katowiczanom nie udało się odczarować bramki strzeżonej przez Kotułę. Co i rusz krążek zatrzymywał się na jej konstrukcji, a gdy wydawało się, że hokeiści dowodzeni przez Jacka Płachtę zdołają otworzyć bramkowy dorobek, to bramkarz sosnowiczan stawał na wysokości zadania. Zdesperowani gospodarze posłali do boju szóstego zawodnika, lecz szybko zostali skarceni przez Martina Przygodzkiego, który posłał krążek przez całą taflę, a ten zatrzepotał w siatce, przekreślając ich szanse na choćby punkt.

W niedzielę obydwie ekipy czekają nie łatwiejsze sprawdziany. GKS Katowice podejmie u siebie w roli gospodarza JKH GKS Jastrzębie, który pokonał w pierwszej rundzie 3:2, z kolei sosnowiczan czeka daleki wyjazd do Torunia. „Stalowe Pierniki” pałają żądzą rewanżu, wszak nad Brynicą ulegli po dogrywce 4:5.

GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 0:2 (0:0, 0:1, 0:1)
0:1 – Jarosław Rzeszutko – Martin Przygodzki, Oskar Jaśkiewicz (24:58, 5/4),
0:2 – Martin Przygodzki (58:28, do pustej bramki).

Strzały: 22 – 14.

Minuty karne: 10 – 8.

GKS: Murray – Rompkowski, Jakimienko; Fraszko, Pasiut, Wronka – Hudson, Wanacki; Eriksson, Lehtonen, Krężołek – Wajda, Kruczek; Bepierszcz, Monto, Michalski – Musioł, Krawczyk; Prokurat, Smal, Lebek.
Trener: Jacek Płachta.

Zagłębie: Kotuła – Naróg, Syrojeżkin; Nikiforow, Wasiljew, Lundvald Nielsen – Bychawski, Jaśkiewicz; Przygodzki, Rzeszutko, Piotrowicz – Khoperia, Luszniak; Dubinin, Kozłowski, Nahunko – Opiłka, Mickiewicz; Kasprzyk, Sikora, Blanik.
Trener: Grzegorz Klich.

Ostatnie artykuły